czwartek, 21 sierpnia 2014

12. Zrelaksuj się, księżniczko.

Stałam przed lustrem w łazience i nie potrafiłam nic powiedzieć. Trzymałam w ręce test ciążowy i co chwilę na niego spoglądałam. Chciałam się upewnić czy na pewno dobrze widziałam. Ale niestety nie pomyliłam się. Dwie kreski. Dlaczego Nicki nic mi nie powiedziała? Jestem pewna, że to właśnie z tego powodu uciekła z domu. Ale kto jest ojcem? Z kim ona się spotyka? Wspominała coś o Michaelu, ale czy to o niego chodzi? Nie mam pojęcia. Te pytania odbijały się w mojej głowie, a na żadne nie znałam odpowiedzi. Muszę z nią pogadać. I to szybko. Pochowałam wszystkie rzeczy do pudełek, ubrałam się w pidżamę i poszłam do jej pokoju. Zapukałam do drzwi, a kiedy usłyszałam ciche 'proszę', weszłam. Ściany były koloru czerwonego, za to białe meble idealnie kontrastowały z nimi, na parapecie leżało dużo płyt DVD i CD. Nicki siedziała i opierała się o zagłówek łóżka. Wyglądała normalnie..z tego co zauważyłam, nie była przerażona, co mnie bardzo zdziwiło. Gdybym była na jej miejscu już dawno załamałabym się. Ale w sumie.. mamy inne charaktery. A może jednak to wszystko to nieprawda? Westchnęłam i oparłam się o framugę drzwi.
- Wszystko w porządku? - zapytałam.
Dziewczyna spoglądnęła na mnie i odparła:
- Tak.. - uśmiechnęła się - Wiesz, raz przeprowadziłyśmy taką poważniejszą rozmowę, ale to nie znaczy, że będziemy to robić codziennie i jeszcze się o siebie martwić - zaśmiała się.
Zastanawiałam się czy powinnam jej powiedzieć.. a może poczekać aż sama mi powie? Zdecydowałam się na to pierwsze.
- Nicki - westchnęłam - Ja wiem.
Popatrzyła na mnie ze zdziwieniem, a potem odparła:
- Możesz mówić trochę jaśniej?  - przewróciła teatralnie oczami.
I wróciła stara Nicki.
Zamknęłam drzwi i usiadłam na czarnym, obrotowym krześle przy biurku. Założyłam nogę na nogę i zaczęłam:
- Widziałam test. Mówi Ci to coś? - zapytałam cicho.
Dziewczynie momentalnie rozszerzyły się oczy, a usta uformowały w kształtne 'o'.
- On był schowany - warknęła - Po gówno tam grzebałaś? - zapytała lekko zirytowana.
- Ja.. niechcącą przewróciłam pudełko i wszystko z niego wypadło - wytłumaczyłam się.
Taa albo raczej zrzuciłam go, ale nieważne.
- Skoro już wiesz to.. trudno. Masz nikomu nic nie mówić, jasne? - przeczesała ręką swoje czarne włosy.
- Dobrze - zgodziłam się - A kiedy masz zamiar powiedzieć mojej mamie i Tedowi? Bo zakładam, że jeszcze niewiedzą - splątałam palce razem i położyłam je na moich kolanach.
- Niewiedzą - wzruszyła ramionami - I nigdy się nie dowiedzą.
- Co? - wrzasnęłam zdezorientowana.
- Co co? - podniosła lekko brwi w zdziwieniu.
- Co to znaczy, że nigdy się nie dowiedzą? - zapytałam lekko zdenerwowana.
- A jak myślisz? - westchnęła.
Ona nie ma zamiaru.. nie.
- Ty chyba nie chcesz usunąć?! - krzyknęłam.
- Chce - wymamrotała.
- Pojebało Cię? Chcesz je zabić? Tak po prostu? - wstałam z krzesła i wpatrywałam się w nią wyczekująco.
- Cóż.. - zaczęła się zastanawiać - Ja um.. kurwa nie rób mi jakichś pieprzonych kazań, jasne? Idź stąd.
- Nie pójdę! Nie możesz usunąć.. - ze zdenerwowania przeczesałam ręką swoje włosy.
- Mogę. Nie będziesz mi rozkazywać. A teraz idź - wstała z łóżka i popchnęła mnie w stronę drzwi, ale zaparłam się  i chwyciłam szafkę.
- Nicki! Chociaż powiedz kto jest ojcem.
- Nie twój interes - warknęła - A teraz idź i dopilnuj, żeby Bieber założył prezerwatywę. Taka rada na przyszłość, kochana siostrzyczko.
Westchnęłam i wyszłam, a ta trzasnęła za mną drzwiami. Pokierowałam się w stronę mojej sypialni i opadłam swobodnie na łóżko. Otuliłam się kocem i zaczęłam obmyślać plan. Oczywiście, nie mogę pozwolić jej tego zrobić. Nicki na pewno będzie tego żałować. A dziecko? Ono nie jest winne. Ma prawno żyć tak jak każdy z nas. Muszę jej pomóc, nie mogę jej tak zostawić. Wstałam i wyciągnęłam spod łóżka walizkę. Powyciągałam ubrania z szafy i zaczęłam je układać. Potem spakowałam jeszcze kosmetyki, a kiedy już skończyłam, zaczęłam przeglądać Twittera na telefonie. Po chwili zachciało mi się siku, dlatego włożyłam telefon do kieszeni spodenek i poszłam do toalety. Kiedy chciałam już spuścić wodę, nachyliłam się za bardzo i mój telefon wpadł z pluskiem do ubikacji.
- Cholera! - wrzasnęłam.
Owinęłam rękę papierem toaletowym i wyciągnęłam go, a w myślach cały czas powtarzałam sobie ' fuj, fuj, fuj'. Wzięłam suszarkę i powędrowałam z powrotem do mojego pokoju, położyłam telefon na biurku, wyciągnęłam z niego baterię i kartę, a potem zaczęłam go powoli suszyć. Po jakichś 10 minutach, postanowiłam, że sprawdzę czy działa. Ale niestety nie dało się go włączyć. Westchnęłam i poszłam spać.

- Grace! - wrzasnęła moja mama.
- Mhm? - wymamrotałam w poduszkę.
- Wstawaj, za godzinę wyjeżdżamy - powiedziała, podnosząc rolety.
- Dobrze - nadal na nią nie patrzyłam, tylko owinęłam się szczelniej kołdrą. Kiedy wyszła, przetarłam oczy i głośno ziewnęłam. Wyszłam z ciepłego łóżka  i spoglądnęłam w okno. Świetnie, jest zimno i leje. Poszłam pod szybki prysznic, wyszczotkowałam zęby, podkreśliłam oczy kreską i nałożyłam tusz do rzęs, musnęłam usta wiśniowym błyszczykiem, a włosy zostawiłam proste, więc luźno opadały na moje ramiona. Wyglądałam dość dobrze. Owinięta w puchowy ręcznik, wróciłam do pokoju, zaglądnęłam do szafy i zaczęłam się zastanawiać w co się ubrać. Właściwie miałam duży wybór, bo na wakacje nie wzięłam za dużo rzeczy. Ciągle gapiłam się na ubrania, które wisiały na metalowych wieszakach. Czy Wy też tak macie, że w szafie leży mnóstwo ubrań, a Wy i tak nie macie się w co ubrać? To naprawdę wkurzające. Po chwili zastanawiania, wybrałam szare spodnie dresowe i tego samego koloru bluzkę, a na to czarną bluzę z kapturem z numerem '72'. Wzięłam walizkę i zeszłam po schodach, położyłam ją w przedpokoju i weszłam do kuchni. Ted siedział przy stole i pił kawę, a mama smażyła jajka i czytała jakąś gazetę, natomiast Nicki jeszcze nie było.
- Hej - wymamrotałam, siadając przy stole.
- Cześć - powiedziała mama, a Ted tylko pokiwał głową.
Z nudów zaczęłam rytmicznie stukać o blat stołu, a kiedy moja rodzicielka, postawiła przede mną talerz z tostami posmarowanymi masłem i jajkami z bekonem, wszystko pospiesznie zjadłam. Kiedy piłam herbatę z cytryną, Nicki przyszła do kuchni. Miała na sobie czarne rurki i różową koszulkę z jakimś napisem, a włosy upięła w wysokiego koka. Wymamrotała ciche 'hej wszystkim' i zaczęła pić sok pomarańczowy. Po jakichś 15 minutach, wszyscy byli już gotowi do wyjazdu. Ted zanosił walizki do samochodu, a Nicki z mamą malowały się jeszcze przed lustrem. Ubrałam niebieską, przeciwdeszczową kurtkę i założyłam czarne trampki. Pobiegłam do auta, żeby jak najmniej zmoknąć i usiadłam na tylnym siedzeniu, po lewej stronie, zapięłam pasy i czekałam. Po chwili wszyscy już siedzieli w samochodzie, więc ruszyliśmy. Wpatrywałam się w szybę i trochę nudziłam, ale za każdym razem, kiedy chciałam coś powiedzieć mojej siostrze, ona tylko posyłała mi ostrzegawcze spojrzenie, więc się zamykałam. Tak właściwie to nie chciałam rozmawiać o dziecku.. przecież mogłyśmy gadać o czymkolwiek, ale jak widać Nicki uważała inaczej. Kiedy chciałam ponownie zacząć rozmowę, dziewczyna założyła słuchawki i wsłuchała się w rytm muzyki. Postanowiłam zrobić to samo, zaczęłam szukać telefonu w moich kieszeniach, ale.. cholera, nie było go.
- Nie! - wrzasnęłam.
- Co się stało? - zapytała moja mama.
- Zapomniałam telefonu.. został na biurku, musimy się wrócić - przeczesałam ręką włosy.
- Skarbie, nie możemy, bo spóźnimy się na samolot.
- Przecież.. - zaczęłam, ale mi przerwała.
- Właściwie to dobrze. Od uzależnisz się trochę - uśmiechnęła się.
Prychnęłam i odwróciłam głowę w stronę szyby.
- A tak właściwie do kogo miałabyś niby dzwonić? Przecież nikogo tutaj nie znasz.. - westchnęła - No oprócz tej znajomej od dziecka, które pilnowałaś.
To pytanie, przypomniało mi o Justinie. No nie.. nic mu nie powiedziałam, a teraz nawet nie napiszę. Nicki na pewno mi nie pożyczy telefonu, bo jest obrażona, a mama i Ted.. nie chce ich znowu kłamać, że dzwonię do jakiejś pieprzonej koleżanki czy coś takiego. Ugh, to tylko dwa tygodnie. Po godzinie żmudnej jazdy, Ted powiedział:
- Jesteśmy - zaparkował samochód na parkingu - Niech każdy weźmie swoją walizkę i trzymajmy się razem, dobrze?
Wszyscy pokiwali twierdząco głową i wysiedli. Mama otworzyła bagażnik samochodu, więc chwyciłam swoją zieloną walizkę i ruszyłam w stronę lotniska.

Dwa tygodnie później.
Właśnie siedzimy w aucie i wracamy z cudownych wakacji spędzonych w Turcji. Jestem opalona, z czego bardzo się cieszę, bo w końcu nie jestem taka blada. Wyjazd był udany. Mieliśmy wynajęte dwa dość duże pokoje w wielkim, luksusowym hotelu, mama z Tedem, a ja z Nicki. Trochę mnie to przerażało, że w nocy słyszałam jęki mojej mamy, ale starałam się udawać, że nic nie słyszę. Nicki słuchała muzyki, śpiąc, dlatego miała całkowity spokój. A co do mojej siostry..było ciężko, nie chciała ze mną w ogóle rozmawiać, co mnie cholernie denerwowało. Nie chciałam mieć zepsutych wakacji przez jej zachowanie, dlatego poważnie z nią porozmawiałam i ustaliłyśmy, że będziemy się zachowywać jak gdyby nigdy nic, po to żeby nikt się nie domyślił, że jest między nami jakieś napięcie. Ale zaraz po wypoczynku, muszę z nią o tym porozmawiać, to jej na pewno nie ominie. Tak właściwie to wszystko jest bardzo dziwne, że jestem do niej młodsza, a mam więcej oleju w głowię, myślę racjonalniej. Także po pierwszym, dość nieudanym dniu w hotelu, który polegał na tym, że się unikałyśmy, co było dość ciężkie, bo miałyśmy razem pokój, pogodziłyśmy się. Chodziłyśmy razem na imprezy (Nicki piła alkohol, który cały czas jej zabierałam, a ta się denerwowała), opalałyśmy się na plaży, kąpałyśmy się w morzu i basenie, jedliśmy wspólnie rodzinne posiłki z Tedem i mamą w hotelowej restauracji. Na czas wyjazdu postanowiłam zapomnieć o tym, że moja mama rozwaliła rodzinę Justina, dlatego starałam się być bardzo miła, co mi dobrze wychodziło. Sama się zdziwiłam, ale jeśli coś sobie postanowię, to to robię. Czwartego dnia pojechaliśmy do na wycieczkę do Efezu, za bardzo nie mogłam się skupić na tym, co mówił przewodnik, bo był mega przystojny, ale to tylko szczegół. Każdego dnia było bardzo gorącą, ale w dzień zwiedzania nie dało się wytrzymać, więc kiedy wróciliśmy do hotelu, od razu pobiegłam na basen. Faktycznie, mama miała rację. Ten wyjazd nas do siebie zbliżył, sporo rozmawialiśmy, każdy z nas trochę się otworzył. A ja naprawdę cieszyłam się na te wakacje, bo właściwie nigdy nie miałam okazji gdzieś wyjechać. Tata nie miał za dużo pieniędzy, a ja go w pełni rozumiałam, dlatego nie przejmowałam się tym zbytnio. Przynajmniej mogłam siedzieć w swoim pokoju i nic nie robić.. kiedyś mi to odpowiadało, teraz się trochę zmieniło. Za każdym razem kiedy rozmawiałam w hotelu z jakimś chłopakiem, który również się tu zatrzymał albo z kelnerem z restauracji czy ratownikiem.. było miło. Dobrze mi się z nimi gadało, ale jednak.. coś, a raczej ktoś mnie hamował. Tak, dobrze myślicie, Justin Bieber. Ciągle zastanawiałam się czy o mnie myśli, czy się martwi. Ale nie chciałam do niego dzwonić, to by było zbyt.. nachalne? Właściwie co go to interesuje, że jestem na wakacjach. W sumie trochę powinno, bo się spotykamy, nie? Ugh, kłóciłam się z własnymi myślami, kiedy w końcu moja mama powiedziała:
- Jesteśmy w domu.
Odpięłam pas bezpieczeństwa i wyszłam z samochodu. Słońce grzało dość mocno, ale w porównaniu do słonecznej Turcji, było zimno.Westchnęłam,  wyciągnęłam walizkę z samochodu i ruszyłam w kierunku mojej sypialni. Od razu rzuciłam się w stronę biurka, na którym leżał mój telefon. Byłam pewna, że będę miała jakieś 50 nieodebranych połączeń i 20 wiadomości od Justina, ale kiedy włączyłam telefon (który na szczęście działa), zdziwiłam się, bo miałam jednego sms-a od chłopaka z 3 lipca o godzinie 11:26.
Justin:
Spotkamy się dzisiaj?
Tylko tyle. Zrobiło mi się trochę smutno, bo ja w każdym dniu tego wyjazdu, myślałam o nim. A on.. nawet się nie martwił. Miło. No cóż, zdarza się. Westchnęłam i zaczęłam przeglądać Twittera oraz Instagrama. Miałam sporo zaległości, ale tak właściwie nie straciłam za dużo, bo w hotelu nie było Wi-Fi. Też mnie to zdziwiło, ale nie narzekałam. Wieczorem zjadłam kolację wspólnie z mamą, Nicki i Tedem. Było miło, zero napięcia, które czułam na początku przyjazdu tutaj. Kiedy skończyłam posiłek, poszłam pod relaksujący prysznic. Namydliłam ciało czekoladowo-migdałowym żelem pod prysznic, które kupiłam w Turcji, potem porządnie się spłukałam i owinęłam ciało beżowym ręcznikiem. Wyszczotkowałam zęby, a włosy upięłam w niedbałego koczka na czubku głowy. Poszłam do swojego pokoju i ubrałam czarne koronkowe majtki i w tym samym kolorze biustonosz. Założyłam białe szorty i zwykły, szary t-shirt. Była 20:00, więc postanowiłam, że obejrzę jakąś komedię. Nie chciałam dziś rozmawiać z Nicki o ciąży, stwierdziłam, że zrobię to jutro. Kiedy szukałam jakiegoś filmu na internecie, mój telefon zaczął wibrować. Przewróciłam oczami i sięgnęłam po niego, odczytując wiadomość:
Justin:
Jestem pod twoim domem, czekam na Ciebie.
Okej.. zdziwiło mnie to trochę. Po pierwsze skąd wie, że już wróciłam do domu? A po drugie jest bardzo pewny siebie. To trochę denerwujące. Schowałam telefon do kieszeni i zeszłam po schodach, zaczęłam ubierać moje czarne trampki, przed kostkę i kiedy miałam już wychodzić, pojawiła się znikąd moja mama, jak jakiś wampir.
- Gdzie wychodzisz? - zapytała.
- Do koleżanki - wymamrotałam.
- O której wrócisz? - oparła się o framugę drzwi.
- Nie wiem, jak skończymy rozmawiać to przyjdę, dobrze? - uśmiechnęłam się, przeglądając się w lustrze.
- Dobrze. Jakby coś się działo to dzwoń - przerzuciła sobie ścierkę, którą trzymała w ręce, na ramię.
- Jezu, co się ma niby dziać? Cześć - i wyszłam z domu.
Nie lubię jak mnie tak wypytuje i kontroluje, rozumiem, że się martwi, ale bez przesady, po za tym wyjazd się już skończył, więc mam prawo znowu myśleć o tym, że rozjebała rodzinę Justina i ją o to winić. Nabrałam powietrza do płuc, żeby się uspokoić i poszłam w stronę auta Justina. Było już ciemno, ale lampy uliczne lekko oświetlały postać chłopaka i jego samochód. Opierał się o niego i robił coś na swoim telefonie. Miał na sobie czarne rurki, opadające w kroku i białą koszulkę z wycięciem w serek, na stopy założył czarne Supry. Jego auto stało przed domem, ale na szczęście, drzewo w naszym ogrodzie, wszystko zasłaniało. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się i schował telefon do tylnej kieszeni. Trochę się zmartwiłam moim strojem, bo miałam na sobie krótkie spodenki, a było dość chłodno.
- Hej - wymamrotałam i stanęłam obok chłopaka.
- Co tak sztywno? - zapytał Justin i podniósł swoje brwi w zdziwieniu.
- Ja um.. - zaczęłam, ale nie dokończyłam, bo chwycił mnie w talii i przycisnął swoje usta do moich.
Momentalnie odpowiedziałam na pocałunek i owinęłam ręce wokół jego szyi. Polizał moją dolną wargę, prosząc o wejście, a kiedy nic nie zrobiłam, położył ręce na moich pośladkach i mocno je ścisnął. Głośno jęknęłam, więc chłopak uśmiechnął się i znalazł się w środku mojej buzi. Toczyliśmy zawziętą walkę językami, a kiedy poczułam, że Justin delikatnie mnie podnosi, owinęłam nogi wokół jego bioder. Po chwili oderwaliśmy się od siebie, ciężko oddychając i wsłuchując się w głośne i szybkie bicie naszych serc. Patrzyłam głęboko w jego karmelowe oczy, a kiedy się uśmiechnął, zapytałam:
- Co?
- Ładnie wyglądasz - trącił nosem moje ucho - I tęskniłem za tym.
- Ja też - wymamrotałam  i wtuliłam się w zagłębienie jego szyi, wdychając jego niesamowicie męski zapach - Gdzie jedziemy? - zapytałam.
- Jeśli chcesz możemy jechać do mnie.
Pokiwałam twierdząco głową, więc Justin mnie puścił. Ruszyłam w stronę samochodu, a chłopak zaraz za mną, otworzył mi drzwi i pokazał gestem ręki, żebym wsiadła.
- Jaki dżentelmen - uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie, po prostu ostatnio za mocno zamknęłaś drzwi mojego samochodu, a ja nie chce żeby coś się stało mojemu cudeńku - pogładził swoje Lamborghini.
Przewróciłam oczami i weszłam do pojazdu, a on się zaśmiał. Po chwili znalazł się w środku, włożył kluczyki do stacyjki i ruszył z piskiem opon. Włączył radio, więc wystukiwałam rytm aktualnej piosenki i cicho śpiewałam. Po jakichś 5 minutach byliśmy już na miejscu, wysiadłam z auta i zamknęłam drzwi, ale chyba trochę.. za mocno. Popatrzyłam z przerażeniem na Justina, a ten tylko zacisnął usta w cienką linię.
- Grace no! - wypuścił powietrze - Delikatniej, kochanie - przeczesał ręką swoje włosy - Albo twój tyłek już nigdy nie usiądzie w moim samochodzie.
Szturchnęłam go łokciem w brzuch, a chłopak tylko jęknął. Kiedy zamknął swój pojazd, ruszyliśmy w stronę jego mieszkania. Wzdrygnęłam się na widok starych bloków, więc szybko złapałam go za rękę.
- Wydaje mi się czy nie lubisz do mnie przychodzić? - zapytał, mocniej ściskając moją dłoń.
- Oczywiście, że lubię - uśmiechnęłam się - Uwielbiam twoje mieszkanie, ale to osiedle.. nie za bardzo.
Justin westchnął i poprowadził mnie dalej. Kiedy znaleźliśmy się pod jego drzwiami, otworzył je sprawnie kluczem i mnie przepuścił. Weszłam i ściągnęłam swoje trampki, zostając w białych stopkach. Kiedy Justin zrobił to samo, pociągnął mnie za rękę do swojego pokoju, więc poszłam za nim. Usiadłam obok chłopaka na łóżku i zapytałam:
- Więc jesteśmy sami w domu?
Justin pokiwał głową, z nadzieją w oczach.
Pomyślałam, że to jest ten moment, w którym powinnam się przełamać. Przestać myśleć o przeszłości i zacząć żyć teraźniejszością. Usiadłam okrakiem na chłopaku i pocałowałam go namiętnie w usta, Justin uśmiechnął się poprzez pocałunek i posunął się trochę do tyłu, dzięki czemu opierał się o zagłówek łóżka. Po chwili oderwałam się od niego, a ten zaatakował moją szyję, czułam wszędzie jego pocałunki, ale gdy zaczął muskać miejsce pod moim uchem, jęknęłam. Chłopak wiedział, że to jest moje czułe miejsce, dlatego uśmiechnął się i zaczął je ssać i co jakiś czas przegryzać. Po chwili się odsunął  i patrzył dumnie na swoje dzieło. Przyłożyłam rękę do tego miejsca i domyśliłam się, że zrobił mi malinkę. Potem obrócił nas tak, że teraz on był na górze. Położył ręce po obu stronach mojej głowy i przywarł swoje ciało do mojego, był tak cholernie blisko. Przejechałam palcami po jego klatce piersiowej i chwyciłam rąbek jego koszulki. Justin popatrzył na mnie lekko zdezorientowany. Ucieszyłam się, że nie spodziewał się tego, pewnie myślał, że nadal żyje dawnymi wspomnieniami, ale to nieprawda. Chce przestać o tym myśleć.
- Możemy czegoś spróbować? - zapytałam z nadzieją w oczach.
- Grace, ja nie chce Cię skrzywdzić.. - uśmiechnął się słabo.
- Na razie nie mówię o seksie, ale.. spróbujmy czegoś innego, dobrze?
Chłopak pokiwał głową i zaczął ściągać swoją koszulkę. Uśmiechnęłam się, bo teraz miałam bardzo dobry widok na jego umięśnioną klatkę piersiową i tatuaże. Przejechałam opuszkami palców po małej koronie, która znajdowała się nad lewą piersią. Justin chwycił kawałek mojej koszulki i zaczął głęboko wpatrywać się w moje oczy, widocznie szukając jakiejś niepewności, ale kiedy nic takiego nie znalazł, ściągnął ją ze mnie i rzucił na drugi koniec pokoju, jego bluzka leżała na poduszce obok mojej twarzy. W jego oczach mogłam zobaczyć pożądanie.Cmoknęłam go w usta, po chwili Justin przejechał ręką po mojej szyi, potem błądził nią po całym moim ciele, zaczął masować moje boki, potem brzuch, a kiedy jego ręka dotykał mojego podbrzusza, było mi tak dobrze. Chłopak rozpiął guzik i zamek moich spodenek, a po chwili powoli je zaczął zsuwać. Cały czas patrzył mi głęboko w oczy. Potem odrzucił szorty na podłogę i przycisnął swoje ciało do mojego. Czułam się lekko skrępowana, było mi nieswojo, a Justin musiał to oczywiście zauważyć, bo przybliżył swoją twarz do mojego ucha i szepnął:
- Spokojnie.
- Jestem spokojna - przegryzłam dolną wargę.
- Zrelaksuj się, księżniczko - przegryzł płatek mojego ucha - Bo jesteś piękna.
Bo mi coraz cieplej, a na policzkach poczułam wypieki. Wplątałam palce w jego puszyste włosy, a chłopak oparł swoje czoło o moje. Po chwili sięgnęłam ręką w stronę rozporka Justina. Byłam cholernie zestresowana, ale chciałam to zrobić, dlatego nie poddawałam się. Rozpięłam go i zaczęłam zsuwać jego rurki, chłopak zobaczył, że jest mi trochę ciężko, dlatego sam je ściągnął. Leżał na mnie w samych białych bokserkach od Calvina Kleina i przysięgam, że mogłabym dojść od samego patrzenia na niego. Byłam przed nim w samej bieliźnie i bałam się. Wspomnienia cały czas wracały, ale starałam się o nich kompletnie nie myśleć. Postanowiłam się rozluźnić, głęboko odetchnęłam  i położyłam się wygodniej na łóżku. Rozkraczyłam lekko nogi, żeby Justin miał więcej miejsca. Chłopak od razu załapał, bo znalazł się pomiędzy moimi nogami i przycisnął swoje krocze do mojego. Poczułam twarde wybrzuszenie i od razu domyśliłam się co to jest. Erekcja Justina Biebera. Uśmiechnęłam się w duchu, bo udało mi się go podniecić. Właściwie on też powinien być z siebie dumny, bo czułam, że robię się coraz bardziej mokra. Chłopak przycisnął swoje usta do moich, a ja ponownie wplątałam palce w jego włosy i delikatnie ciągnęłam za końcówki. Po chwili Justin zaczął pocierać swoim kroczem o moje, jęknęłam na tą bliskość między nami, a on jedynie się uśmiechnął. Po paru minutach było słychać rytmiczne skrzypienie łóżka z powodu ruchów chłopaka. Byłam naprawdę podniecona i z każdym jego ruchem, robiło mi się jeszcze przyjemniej. Justin całował mnie po szyi, schodząc coraz niżej, aż muskał mój dekolt. W pokoju panowała bardzo przyjemna atmosfera, było dość ciemno, bo świeciła się tylko lampka nocna. Jęczałam głośno, ale po chwili zdałam sobie sprawę, że mogę to robić za głośno i sąsiedzi mogą mnie usłyszeć, dlatego starałam się siedzieć cicho, chociaż to było dość trudne.
- Skarbie, nie uciszaj swoich jęków - uśmiechnął się - Chce je słyszeć.
I wtedy odpuściłam. Jęczałam za każdym razem, kiedy tego potrzebowałam, Justin też co jakiś czas coś mamrotał pod nosem.
- Justin! - wrzasnęłam, kiedy poczułam się jeszcze lepiej, bo chłopak zaczął pocierać swoim kroczem mocniej i szybciej.
- Wiem, księżniczko - musnął moje usta.
Wyplątałam ręce z jego włosów i przeniosłam je plecy Justina, mocno je drapałam i szczypałam.
Czułam, że jestem już blisko, dlatego oplotłam chłopaka nogami, zacisnęłam je mocno i uniosłam miednicę do góry. Wrzasnęłam głośno 'Justin!' kiedy orgazm  przeszedł przez całe moje ciało. Z miejsca pomiędzy moimi nogami wystrzeliło przyjemne uczucie i zrelaksowało całe moje ciało. Czułam się wypoczęta, a jednocześnie zmachana. Zacisnęłam mocniej nogi, przymrużyłam oczy i delektowałam się tym uczuciem. Justin otarł się jeszcze parę razy swoim przyrodzeniem o mnie i wtedy doszedł. Głośno jęknął, zamknął oczy i odchylił głowę do tyłu. Zsunął się ze mnie i położył obok. Oplótł mnie swoim ramieniem i przyciągnął do siebie. Słuchałam naszego głośnego oddechu i szybkiego bicia serc. Po krótkiej chwili zapytałam:
- Było.. dobrze?
- Tak - uśmiechnął się - Nawet bardzo dobrze, ale to nie znaczy, że nie musimy ćwiczyć. Bo musimy. I to często - zaśmiał się.
Uśmiechnęłam się, a on dał mi mokrego całusa w czoło. Ubrałam jego białą bluzkę, która znajdowała się na łóżku, miała piękny zapach.. pachniała Justinem. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej i wsłuchiwałam się w rytm bicia jego serca. Nawet nie wiem kiedy zapadłam w głęboki sen. Kiedy śniłam o Justinie, usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Otworzyłam szeroko oczy i je przetarłam, żeby wszystko dokładniej widzieć. Do pokoju weszła jego mama. Jej mina mówiła wszystko. Właściwie nie trudno było się domyśleć co sobie pomyślała.. półnadzy nastolatkowie w łóżku.
Jestem skończona.


Jeśli to przeczytałaś/eś zostaw nawet najmniejszy komentarz, ponieważ KAŻDY motywuje mnie do dalszego pisania. Zapraszam do zakładki INFORMOWANI. Zapisujcie się! ;) Byłabym wdzięczna jeśli polecalibyście swoim przyjaciołom mojego bloga, chciałabym żeby jak najwięcej osób się o nim dowiedziało! W razie jakichkolwiek pytań zapraszam na mojego twittera @myprettyJowita =D
Do następnego! Kocham Was ;*
#Klaudia

piątek, 15 sierpnia 2014

11. Dwie kreski.

Szłam szybkim krokiem i gubiłam się we własnych myślach. Parę razy na kogoś wpadłam i słyszałam ciche 'uważaj jak chodzisz!' albo 'gdzie się tak spieszysz?', ale w tym momencie nie zwracałam na to uwagi, ponieważ zastanawiam się się dlaczego Justin powiedział o przeleceniu tej dziewczyny? Można by w tym znaleźć ukryte znaczenie tych słów. Zaczęłam myśleć o tym, że mógłby zaliczyć każda inną dziewczynę. Ale nie mnie. Opowiedziałam mu moją historię o zgwałceniu i bardzo dobrze wie, że mam uraz. Ale nie może mnie winić, prawda? Przecież to nie jest moja wina.. no dobra, może trochę jest, bo w końcu to ja poszłam na tą imprezę. Według mnie, on to zrobił specjalnie. Dobrze wiedział, że przez to, że zarywał to tej kelnerki i powiedział o ruchaniu to będę czuć się winna. Ale.. lubię Justina i nie chce go stracić. A przecież kiedyś trzeba przełamać swoje odrazy. Zrobię to. Nie tylko dla niego, ale też dla siebie. Pokażę, że jestem silna. Oczywiście, na razie nie mówię o seksie, ale o czymś innym. Zobaczymy na co się odważę. 
Stanęłam koło przystanku autobusowego, który znajdował się przy małym lasku. Zadzwoniłam do mamy, ciekawa tego czy Nicki znalazła się w końcu. Z resztą nie przejmuje się tym zbytnio, bo ją w pełni rozumiem. Kiedyś często uciekałam z domu. Za każdym razem kiedy coś się stało, kiedy ktoś mnie obraził albo zranił, uciekałam. Szłam na łąkę  i tam rozmyślałam nad wszystkim. Kiedy się uspokoiłam, wracałam do domu. To mi naprawdę pomagało, w takich chwilach wolałam być na świeżym powietrzu, z dala od ludzi. Pewnie Nicki czuję to samo. Może jednak jesteśmy do siebie podobne? Chociaż trochę? Tak, chyba tak.
Chwyciłam telefon i zadzwoniłam do mojej mamy.
Pierwszy sygnał.. drugi.. trzeci.. nie odbiera.
Mam się martwić?
Schowałam telefon do kieszeni i kiedy miałam zamiar iść do domu, żeby sprawdzić czy Nicki już wróciła, zobaczyłam Justina. Stał parę metrów przede mną z Jazmyn na rękach i wpatrywał się we mnie.
- Grace.. - zaczął Justin.
- Justin - uśmiechnęłam się słabo.
Zastanawiałam się co mam mu powiedzieć. Przeprosić? Tak, to chyba dobry pomysł. W końcu uniosłam się na niego bezpodstawnie. Nie powinnam na niego krzyczeć, obrażać się i wychodzić. To było niedojrzałe z mojej strony. Kurwa, teraz to na pewno sobie myśli, że jestem jakimś pieprzonym bachorem. Nie wiem dlaczego się tak zachowałam. Przecież my nawet nie jesteśmy razem.. cholera, co we mnie wstąpiło? Czy ja.. nie. Nie jestem zazdrosna. Chyba. Ale według mnie każda dziewczyna zachowałaby się tak jak ja, gdyby była na moim miejscu, prawda? Mógł umówić się z tą kelnerką, jak już pójdę.. a nie, cieszyć się jak głupi na widok jej cycków. Sprzeczałam się z własnymi myślami, aż w końcu chłopak powiedział:
- Jazzy, idź usiąść tam na ławce - wskazał palcem za mnie - A ja zaraz tam przyjdę.
- Dobrze - uśmiechnęła się i pobiegła.
- Ja um.. - zaczęłam, ale nie potrafiłam nic powiedzieć.
- Przepraszam - powiedział Justin i podrapał się niezręcznie po karku.
- Nie, to ja przepraszam. Nie chciałam się tak unosić. Właściwie to.. nie wiem czemu tak zareagowałam. Nie powinno mnie to obchodzić, możesz się spotykać z kim chcesz, a mi nic do tego - uśmiechnęłam się delikatnie, żeby trochę załagodzić sytuację między nami.
- Nie, Grace. Nie masz racji. Ja po prostu.. chciałem coś sprawdzić - wymamrotał.
- Co? - zapytałam trochę zdezorientowana.
- Po tym jak odprowadziłem Cię do domu, nie mogłem przestać o Tobie myśleć. I to mnie cholernie przerażało. Całą noc nie spałem, bo myślałem o tym wszystkim co mi wczoraj powiedziałaś. Zastanawiałem się nad tym. A dzisiaj.. chciałem sprawdzić jak zareagujesz na to, jak będę trochę.. zwracał uwagę na inną dziewczynę. I to mnie przekonało, że.. jesteś zazdrosna, kochanie. Więc coś do mnie czujesz - uśmiechnął się szeroko i przybliżył do mnie, obejmując mnie w talii.
- Co? Nie! Oczywiście, że nie. To był zwykły um.. odruch. Nie jestem zazdrosna - odepchnęłam go lekko.
- Nie zaprzeczaj, księżniczko, wiem co widziałem - znowu się do mnie przybliżył i włożył swoje palce do kieszonek moich spodni, lekko mnie przyciągając. Jego twarz była zaraz naprzeciwko mojej. Moje serce zaczęło bić coraz szybciej z powodu bliskości jego ciała. Przegryzłam dolną wargę i powiedziałam:
- Nic nie widziałeś.. nie rozumiesz..
On naprawdę nie rozumiał. Nie byłam zazdrosna, po prostu zdenerwowałam się, bo mnie olał. To tyle.
- Rozumiem na tyle, aby móc powiedzieć, że Cię lubię - uśmiechnął się i pogłaskał swoim kciukiem mój prawy policzek.
- Jak bardzo? - zapytałam uwodzicielsko i położyłam ręce na jego klatce piersiowej.
- Bardziej niż powinienem.
I wtedy przybliżył swoje usta do moich łącząc je w słodkim pocałunku. Pogłębiłam go trochę, a kiedy chłopak polizał moją dolną wargę, jęknęłam  i otworzyłam szerzej usta. Justin wykorzystał okazję i od razu znalazł się w środku mojej buzi. Toczyliśmy ze sobą walkę, ale po chwili odsunęłam chłopaka od siebie, a ten tylko popatrzył na mnie lekko zdezorientowany.
- Jazzy - szepnęłam.
- A tak, racja - powiedział lekko zdyszany i chwycił moją dłoń - Chodźmy do niej.
Pokiwałam twierdząco głową i poszłam za nim w stronę ławki na której siedziała dziewczynka.
- Chodźmy znowu na loooody - wrzasnęła Jazmyn.
- Nie! - odpowiedzieliśmy w tym samym czasie z Justinem i zaczęliśmy się śmiać.
Chłopak zaczął grzebać w kieszeniach swoich spodni, a potem westchnął i powiedział:
- Zgubiłem paczkę papierosów. Skoczę szybko do kiosku, a Ty w tym czasie mogłabyś zaczekać z Jazzy? - zapytał i poprawił swoje okulary przeciwsłoneczne.
- Jasne - odparłam i skrzywiłam się, ponieważ słońce świeciło mi prosto w oczy.
- Masz - zdjął swoje okulary i założył mi je na nos - Zaraz wracam - i pobiegł w stronę kiosku.
Podeszłam do Jazmyn, usiadłam obok niej i uśmiechnęłam się.
- Dlaczego Justin Cię pocałował? - zapytała dziewczynka.
- Ja um.. skąd wiesz? - byłam trochę zdziwiona, bo staliśmy za przystankiem autobusowym, więc nie powinna nas widzieć.
- Podglądałam - zaśmiała się łobuzersko.
- Aa - uśmiechnęłam się i miałam nadzieję, że zapomni o swoim wcześniejszym pytani, bo cóż.. nie miałam na nie odpowiedzi, ale jak zwykle się pomyliłam.
- To dlaczego Cię pocałował? Jesteś jego dziewczyną? - zapytała Jazzy i zaczęła wiązać swojego buta.
- Nie, jasne, że nie - podrapałam się po karku.
- A chciałabyś? - zaczęła kreślić jakieś niewidzialne wzorki na ławce.
- Ja.. um dlaczego pytasz? - byłam zszokowana jej nagłą śmiałością, wcześniej była bardziej.. zamknięta w sobie i nic nie mówiła.
- Bo Justin wczoraj dużo o Tobie mówił - powiedziała.
- Co? - wrzasnęłam - Co mówił? - zapytałam już trochę spokojniej.
- Coś tam mówił, że Cię lubi i że uwielbia, kiedy się uśmiechać. A i powiedział, że jesteś piękna! - dziewczynka wzruszyła ramionami, chwyciła mnie za rękę i wstała z ławki.
- Naprawdę? - czułam, że moje policzki robią się czerwone.
- Yhm. Grace, chciałabyś mieć z nim dzidziusia?
I to jest ten moment, w którym powinnam pić wodę i nagle ją wypluć.
- Skąd Ci się wzięło to pytanie? - odpowiedziałam, pytaniem na pytanie.
- Bo lubię dzidziusie - wzruszyła ramionami.
Poczułam, że mucha mi usiadła na nosie, dlatego zaczęłam poruszać głową, żeby odleciała. Kiedy już jej nie było, popatrzyłam na Jazzy, która wyglądała na uradowaną.
- Co? - zapytałam zdezorientowana.
- Pokiwałaś głową! - wrzasnęła - Chciałabyś mieć dzidziusia z Justinem! Jak super! Muszę mu o tym powiedzieć!
- Hej! - wzięłam dziewczynkę na ręce - Źle mnie zrozumiałaś..
I kiedy chciałam dokończyć, usłyszałam dźwięk klaksonu samochodu. Spoglądnęłam na auto, które się zatrzymało. Siedział w nim Ted, moja mama i Nicki. Znalazła się.. to dobrze. Kurwa, ale nie mogę do nich podejść, przecież tu jest Jazmyn, nie mogą się dowiedzieć, że to jest siostra Justina.
- Grace! - zawołałam moja mama.
Trudno, będę musiała kłamać.
- Cześć! - podbiegłam do nich z Jazzy na rękach.
- Dlaczego nie jesteś w domu? Miałaś tam zostać, prawda? - zapytała mama - A co to za dziecko? - wskazała ręką na dziewczynkę.
Rozmawiałam z nimi przez otwartą szybę w samochodzie, oparłam się o auto jedną ręką i powiedziałam:
- Moja um.. koleżanka, którą tutaj poznałam.. coś jej wypadło i poprosiła mnie żebym zajęła się jej siostrą. Postanowiłam się zgodzić - uśmiechnęłam się w nadziei, że mi uwierzyła.
Brzmiało dość wiarygodnie..
Nicki, która siedziała z tyłu samochodu tylko się głupkowato uśmiechała i sugestywnie poruszała brwiami. Cholera, mam nadzieję, że ona nie wie, że to jest siostra Justina.. A jeśli wie to jestem skończona.
- Wrócisz na obiad? - zapytał Ted.
- Tak, pewnie. Do zobaczenia - pomachałam im, kiedy odjechali.
Dziewczynka była zajęta bawieniem się moimi włosami, dlatego odetchnęłam z ulgą, że nie będę musiała jej tego wszystkiego tłumaczyć. Po chwili przyszedł Justin, który pachniał nikotyną. Tym razem, byłam wdzięczna, że prawdopodobnie postanowił zapalić pod kioskiem, bo byłoby naprawdę źle, gdyby przyszedł w momencie w którym rozmawiałam z moją mamą i Tedem. Nawet nie wiem czy on jest świadomy tego, że moja mama ma go za takiego człowieka. Ale nie chce mu o tym mówić, to mogłoby go urazić.
- Długo czekałyście? - zapytał lekko zdyszany i wziął ode mnie Jazzy. Kiedy niechcącą dotknęliśmy się opuszkami palców, zadrżałam. Tak właśnie, działam na jego dotyk.
- Justin? - zaczęła Jazzy.
- Mhm? - uśmiechnął się chłopak.
- Grace chce mieć z Tobą dzidziusia! Tak mi powiedziała! - wrzasnęła dziewczynka.
- O mój Boże! To nieprawda! - poczułam jak moja twarz przybiera kolor dojrzałego pomidora.
- Prawda! - Jazmyn pokazała mi język.
Westchnęłam i kiedy miałam również pokazać jej jakąś głupią minę, Justin powiedział:
- Skarbie, przecież zawsze można spróbować. Jestem za - zaśmiał  się i cmoknął mnie w policzek.
Potem objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę parku.
- Musze już wracać do domu. Wiesz.. na obiad - westchnęłam ciężko.
- Dobrze, w takim razie odprowadzimy Cię.
Kiedy szliśmy przez park, ludzie dziwnie się na nas patrzyli. Dobra, Justin mnie obejmował i trzymał dziecko na rękach, ale to przecież nie znaczy, że jest nasze. z resztą  co ich to interesuje? Gapili się, a w ich oczach można było wyczytać słowa typu 'na pewno wpadli!' albo 'nie zabezpieczyli się!' Ugh, nienawidzę takiego czegoś, jednak chłopak nie zwracał na to najmniejszej uwagi, tylko objął mnie mocniej ramieniem. Kiedy znaleźliśmy się przed moim domem, rozglądnęłam się w poszukiwaniu kogokolwiek, ale na szczęście nikogo nie zauważyłam. Zaczyna mnie to trochę wkurzać, że muszę się ukrywać. Ale kiedy przypominam sobie słowa mojej matki...
Więc pamiętaj, że jeżeli zobaczę Cię z którymś z nich to jedziesz do domu. Od razu! Naprawdę, nie chce żeby Ci się coś stało, dobrze?
To od razu mi przechodzi i ukrywanie się, kompletnie mi nie przeszkadza.
- Do zobaczenia - uśmiechnęłam się i cmoknęłam go w usta - Pa Jazzy.
- Cześć - chłopak odłożył dziewczynkę, dzięki czemu mogłam ją mocno przytulić. Kiedy mieli już odejść, chwyciłam Justina za nadgarstek i powiedziałam:
- Czekaj! Twoje okulary - ściągnęłam je i podałam chłopakowi, ale ten tylko się zaśmiał i pokiwał głową.
- Są dla Ciebie - i odszedł, trzymając Jazzy za rękę.
- Dziękuję - szepnęłam, chociaż i tak nie mógł mnie usłyszeć.
Pobiegłam do domu, ściągnęłam buty w przedpokoju i weszłam do kuchni. Nicki siedziała przy stole i była wpatrzona w ekran telefonu. Miała na sobie krótkie, jeansowe spodenki i białą podkoszulkę. Mama i Ted właśnie nakrywali do stołu.
- Może pomóc? - zapytałam.
- Nie trzeba, kochanie. Już kończymy - powiedziała moja rodzicielka.
Pokiwałam tylko głową i usiadłam obok Nicki. Po chwili jedliśmy wspólnie makaron z serem. Nikt nie wspominał o ucieczce mojej przyrodniej siostry ani o tym, że opiekowałam się dzieckiem, co mnie bardzo ucieszyło. Kiedy skończyłam posiłek, poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Leżałam na plecach i wpatrywałam się bez celu w sufit. Po paru minutach do pokoju ktoś wszedł. Niechętnie spoglądnęłam w tamtą stronę i zobaczyłam Nicki. Usiadła obok mnie i powiedziała:
- Musimy pogadać.
- O czym? - zapytałam zdziwiona.
- Tak ogólnie - uśmiechnęła się - Co robiłaś z siostrą Biebera? 
- Ja.. - zatkało mnie - Skąd wiesz, że to jego siostra?
- Ran z nią przyszedł na imprezę na plaży - wzruszyła ramionami.
- Aa - pokiwałam głową i zaczęłam się zastanawiać do czego zmierza.
- No opowiadaj! - wrzasnęła.
- Ale co? - zbytnio jej nie rozumiałam.
- Pieprzyłaś się już z Bieberem? - zapytała tak jakby mówiła 'co jemy na obiad?' albo 'jaka jest dzisiaj pogoda?' 
- O mój Boże! Nie - schowałam twarz w dłoniach, ponieważ Nicki jest taka.. bezpośrednia.
- Nie ma się czego wstydzić - wzruszyła ramionami - Ale muszę Ci coś powiedzieć.
Popatrzyłam na nią i kiedy nic nie powiedziałam, dziewczyna kontynuowała:
- Justin to świetny chłopak. Przynajmniej ja tak uważam, ale radzę nie mówić Ci nic twojej mamie, bo..
- Ciebie też przed nim ostrzegała? - zapytałam.
- Mhm, nieraz - po raz kolejny wzruszyła ramionami.
- Ale tak właściwie to o co chodzi? Dlaczego ona go tak nie lubi? - usiadłam po turecku, naprzeciw Nicki, ponieważ głupio mi było leżeć i jej nie widzieć, czułam się jakbym rozmawiała z sufitem.
- Nie wiem czy powinnam Ci mówić.. - zaczęła.
- No mów! - wrzasnęłam ciekawa.
- No dobrze. Nie wiem czy wiesz, ale rodzice Biebera niedawno się rozwiedli.
- Nie wiedziałam - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- No to teraz już wiesz. I.. cóż, ja znam powód ich rozwodu - uśmiechnęła się słabo.
- Jaki to ma związek z moją mamą? - nie bardzo rozumiałam.
- Już Ci mówię. No więc mama Biebera zerwała z jego tatą, po tym jak ją zdradził.
O mój Boże.
Nie. Proszę! Nie.
Nie z moją mamą.
Patrzyłam na nią przerażonym wzorkiem, a ta tylko zacisnęła usta w cienką linię, dlatego zapytałam:
- Do kurwy nędzy! Mów z kim.
- No z Twoją mamą.. - wymamrotała.
- Nie. Kurwa! - wrzasnęłam - Jak ona może być tak kłamliwą suką? Rozjebała rodzinę Justina..
- Grace, spokojnie - uspokajała mnie Nicki.
- Jak mam być spokojna, skoro moja matka to.. - nie dokończyłam, ponieważ moja przyrodnia siostra mi przerwała.
- Mój tata też to bardzo przeżył.
- Jak to? - zapytałam zdziwiona.
- Twoja mama była w związku z moim tatą, ale zdradziła go z ojcem Biebera. Więc mnie to też trochę zabolało. No bo wiesz, okazało się, że jest.. jak to powiedziałaś, 'kłamliwą suką'. Ale ja oczywiście nie oceniam ludzi - wzruszyła ramionami - Mój ojciec jej wybaczył, więc ja też.
- Moja nienawiść do niej, jeszcze bardziej wzrosła! - warknęłam.
- Hej, spokojnie. To było.. dość dawno - wymamrotała.
- I co z tego? - kiedy nic powiedziała, dodałam - No właśnie.
- Więc pewnie dlatego, nie chce żebyś spotykała się z Bieberem. 
- Teraz to ma sens - mruknęłam - A moja matka pieprzyła mi o tym, że Justin jest niebezpieczny i w ogóle.. a tak naprawdę chodziło o to, że przespała się z jego ojcem - westchnęłam.
- Tak, mi też to mówiła - wymamrotała Nicki.
- Więc skąd wiesz o tym wszystkim? - zapytałam.
- Mój tata mi opowiedział - mruknęła.
- Chociaż jeden lojalny w tej rodzinie - uśmiechnęłam się słabo.
Po krótkiej ciszy, Nicki zapytała:
- A łączy Cię coś z Bieberem?
Szczerze? Zatkało mnie to pytanie.
- Ja um.. lubię go - powiedziałam zgodnie z prawdą.
- Ale lubisz go, że lubisz czy może lubisz-lubisz? - zapytała, śmiejąc się.
- Chyba lubię-lubię - również się zaśmiałam i szturchnęłam ją łokciem w brzuch.
- Wiedziałam! - wrzasnęła - To teraz dostaniesz radę od wspaniałej, starszej siostry.
- Jesteś taka skromna.. - wymamrotałam cicho - Więc co to za rada?
- Musisz go pilnować, myślę, że zauważyłaś, że Camila się wokół niego kręci. A jeśli ona czegoś chce, to to dostaje. Radzę Ci na nią uważać. Ale nie martw się, to zwykła szmata... Myślę, że Bieber to zrozumiał i mam nadzieję, że już się nią nie interesuje. Wiesz.. ona rozkłada nogi przed każdym napotkanym facetem, więc..
- Wygląda na taką - wzruszyłam ramionami - Dzięki za radę, będę uważać - zaśmiałam się - A teraz Ty opowiadaj!
- Niby co? - zapytała zdezorientowana i włożyła kosmyk włosów za ucho.
- Dlaczego uciekłaś? - złączyłam ręce i wpatrywałam się w nią wyczekująco.
- Ja.. musiałam coś sprawdzić, ale wtedy napatoczył się mój tata i miał pretensje, że wróciłam tak późno.. naprawdę miałam tego wszystkiego dość, więc wyszłam. I zostałam na noc u Michaela - uśmiechnęła się.
- Uuu, działo się coś? - zapytałam, poruszając sugestywnie brwiami.
- A bo to raz.. - wymamrotała.
- A właśnie - przypomniało mi się coś - Co z moimi i Justina ubraniami? - zaśmiałam się.
- Nie mam pojęcia, chyba je wyrzucili. Nie pamiętam nic z tamtego wieczoru. Tylko urywki - mruknęła.
- Rozumiem - uśmiechnęłam się, a kiedy Nicki miała już wyjść, powiedziałam - Dziękuje.
Dziewczyna pokiwała głową i wyszła. Schowałam twarz w dłoniach i położyłam się na brzuchu. Trochę.. zmieniłam zdanie o Nicki. Wydaje mi się, że jest w porządku. Zaczynałam coraz bardziej ją lubić i szczerze? Cieszę się, że mam taką siostrę. Ale z drugiej strony, jestem zdziwiona tym co mi powiedziała o mojej mamie i ojcu Justina. Powiedziałam zdziwiona? Pomyliłam się. Miałam na myśli wkurwiona. I to bardzo. Jak ona mogła zrobić coś takiego ? Nie dość, że rozwaliła naszą rodzinę to jeszcze Justina. Cholera. A co jeśli on o tym wie? Może zadaje się ze mną tylko dlatego, że chce zemsty na mojej mamie? O mój Boże, nie! Justin taki nie jest.. chyba nie. Ja bym się wkurzyła w takiej sytuacji (właściwie to miałam bardzo podobną), ale na pewno nikogo bym nie skrzywdziła i nie chciałabym zemsty. Nie, on nic mi nie zrobi. To tylko moje głupie myśli. Muszę mu o tym powiedzieć.. albo spytać się czy o tym wie. Chce to wyjaśnić. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos mojej mamy:
- Grace, Nicki! Chodźcie na dół! 
Wygramoliłam się niezgrabnie z łóżka i poszłam do salonu, usiadłyśmy z siostrą na miękkiej sofie, a mama z Tedem stanęli naprzeciwko nas i wpatrywali się wyczekująco, lekko zestresowani.
- O co chodzi? - zapytałam cicho.
- Jedziemy na wakacje! - wrzasnęła moja mama.
- Co? - spytałyśmy razem z Nicki, nie bardzo orientując się w sytuacji.
- Rozmawialiśmy z Tedem i - uśmiechnęła się - postanowiliśmy spędzić z wami wakacje. Przyjechałyście tutaj do nas, racja? A my dużo pracujemy i właściwie nie mamy dla Was czasu. Chcemy się wami trochę zająć.. ten wyjazd na pewno nas do siebie zbliży. Co Wy na to? - zapytała moja mama.
- Czemu nie - mruknęła Nicki.
- A na jak długo? - zapytałam.
- Dwa tygodnie - odparł Ted.
- A kiedy wyjeżdżamy? - Nicki podniosła lewą brew w pytaniu.
- Możemy nawet jutro, tylko musimy jeszcze wszystko potwierdzić. To co? Zgadzacie się? - zapytał Ted.
- Tak - pokiwałyśmy nieśmiało głowami.
- A tak w ogóle gdzie jedziemy? - uśmiechnęła się Nicki.
- Co powiecie na Turcję? - moja mama chwyciła Teda za rękę.
- O rany! Tak! - wrzasnęłam.
Zawsze chciałam jechać do Turcji, ale tata nie miał za dużo pieniędzy, więc nigdzie nie wyjeżdżaliśmy.
- W takim razie.. idźcie się spakować! - wrzasnęła wesoło moja mama.
Poszłam do swojego pokoju, wzięłam pidżamę i pobiegłam do łazienki. Zmyłam szybko makijaż, przemyłam twarz zimną wodą i wyszczotkowałam zęby, a potem rozczesałam moje włosy. Ściągnęłam ubrania i weszłam pod prysznic. Kiedy poczułam, jak gorąca woda delikatnie parzy moje ciało, zaczęłam myśleć o jutrzejszym wyjeździe. W sumie cieszę się.. spędzę trochę czasu z Nicki, Tedem i.. mamą. Ale jednak.. Justin. Co z nim? Nie chce go zostawiać.. ale to tylko dwa tygodnie. Ugh, przejmuje się tym, a co będzie jak wyjadę z Blater? Nawet nie chce o tym myśleć. Polubiłam to miejsce.. a raczej Justina. Kiedy umyłam włosy kokosowym szamponem, a ciało namydliłam jagodowym żelem, spłukałam się i wyszłam spod prysznica. Owinęłam się niebieskim ręcznikiem i wpatrywałam w lustro. Zaczęłam myśleć o tym, jak Justin czuł się, kiedy jego rodzice się rozstawali. Cholera, dokładnie to co ja. Ta sama sytuacja.. tyle nas łączy. Ze złości uderzyłam pięścią w pralkę i zrzuciłam wszystkie kosmetyki i pudełeczka z blatu. Oddychałam ciężko, a kiedy już się uspokoiłam, zaczęłam wszystko sprzątać. Kremy, odżywki, golarki, perfumy (które na szczęście się nie rozbiły), waciki, test ciążowy, dezodorant. O cholera! To jest test ciążowy. Chwyciłam go i..
Rany.
Dwie kreski.
Kto jest w ciąży? Właściwie ta łazienka jest moja i Nicki, bo mama z Tedem korzystają z toalety na dole. Ja nie kupowałam, więc to musi należeć do...
- Nicki - szepnęłam do siebie.

 

Jeśli to przeczytałaś/eś zostaw nawet najmniejszy komentarz, ponieważ KAŻDY motywuje mnie do dalszego pisania. Dodałam zakładkę INFORMOWANI! Zapisujcie się! Chciałabym wam serdecznie podziękować za 8.000 wyświetleń! Dla mnie to.. naprawdę dużo znaczy! To wszystko dzięki Wam! I serdecznie dziękuje za tyle komentarzy pod ostatnim rozdziale.. przez to ruszyłam się trochę i napisałam szybciej rozdział. Taka niespodzianka dla Was! <3
#Klaudia

sobota, 9 sierpnia 2014

10. Ona Cię podrywała.

Kiedy jego ręka była na poziomie fioletowej bluzy, zamknęłam oczy. Musiałam wyglądać naprawdę dziwnie. Siedziałam na łóżku z zaciśniętymi pięściami na kołdrze, ciekawa tego co się zaraz wydarzy.
- Grace.. czemu masz zamknięte oczy? - zapytał Justin.
- Ja um.. - niechętnie je otworzyłam i spoglądnęłam na chłopaka, który stał nade mną z miętowym pudełeczkiem w ręku - Nieważne.
Chłopak tylko zmarszczył brwi w zdziwieniu i usiadł obok mnie. Z odruchu się odsunęłam.
- Ja nie gryzę - uśmiechnął się, ukazując rząd białych zębów.
Wiem, że nie gryziesz, ale posiadasz broń, która znajduje się w twojej szafie, a to już jest coś..
- Tak, wiem - delikatnie się do niego przybliżyłam.
Otworzył okrągłe pudełko i zaczął w nim grzebać. Wyciągnął parę papierków, a następnie.. srebrną bransoletkę. Była piękna, ale po co mi ją pokazuje?
- Jest śliczna - włożyłam ręce pomiędzy kolana i przypatrywałam się biżuterii.
- Moja babcia dała mi ją parę lat temu i powiedziała, że ta bransoletka jest dla niej ważna, bo należała do jej matki. Prosiła mnie, żebym przekazał ją wyjątkowej dla mnie dziewczynie i pomyślałem o Tobie. W końcu jesteś wyjątkowa, prawda? To jest taki jakby.. prezent za to, że mi wszystko opowiedziałaś. Chciałbym żebyś ją zawsze nosiła. Jeśli będzie Ci trudno, jeśli będzie chciała zrobić coś.. głupiego, wtedy popatrzysz na nią i przypomnisz sobie, że masz mnie. Pamiętaj, zawsze możesz do mnie zadzwonić. Bo wiesz.. powiedziałaś mi, że chciałaś się kiedyś zabić..
- Tak, ale to było dawno - przerwałam mu.
- Wiem, ale nie chciałbym, żeby coś Ci się stało, dlatego to dla Ciebie.
Justin chwycił mnie za rękę i położył ją na swoim kolanie. Założył bransoletkę na mojej lewej ręce i mnie przytulił. Usiadłam na nim okrakiem i położyłam dłonie na jego ramionach, a chłopak masował moje boki.
- Nie sądzę, że zasługuje na tą bransoletkę - potrząsnęłam ręką przed jego twarzą, żeby pokazać biżuterię, która ładnie na mnie wygląda, oczywiście, nie chwaląc się - Przecież ona była ważna dla twojej babci, a ja.. nie jestem wyjątkową dziewczyną. Jest piękna, ale nie chce jej.
- Grace, przestań. Już Ci ją dałem i nie masz nic do gadania. Zrozum, jesteś dla mnie wyjątkowa, więc ją zachowaj.
Pokiwałam twierdząco głową i czułam, że moje policzki delikatnie się zaczerwieniły.
- W takim razie.. dziękuje - uśmiechnęłam się szeroko, ponieważ ona naprawdę mi się podobała.
Chłopak przytulił mnie, a ja schowałam głowę w zagłębieniu jego szyi. Po chwili usłyszałam głos dziecka, które się śmiało. Zdezorientowana popatrzyłam na Justina, a on tylko westchnął i powiedział:
- Myślałem, że wrócą później..
Wstałam z kolan chłopaka i nadal patrzyłam na niego zdziwiona.
- Kto? - zapytałam.
- Moja mama i siostra - odparł.
Od kiedy od ma siostrę? O kurwa, poznam jego mamę.
- Mhm - pokiwałam głową.
- Chodź - pociągnął mnie za rękę i wyszliśmy z jego pokoju, kierując się w stronę kuchni. 
W przedpokoju spoglądnęłam szybko na swoje odbicie, bo byłam ciekawa tego, jak wyglądam. Cóż, dzisiaj dużo się wydarzyło, ale nie chce, żeby było to po mnie widać. Na szczęście wyglądałam w miarę dobrze, nie było żadnego śladu po płaczu. Weszliśmy do kuchni, która była dość mała, ale przytulna. Ściany były koloru zielonego, a meble ciemnego brązu. Przy otwartej, białej lodówce stała kobieta o ciemnych, długich włosach, była niższa ode mnie, a jej oczy wyglądały jak przejrzyste jezioro. Wydawała się być miłą, starszą kobietą. Nałożyła na siebie kremowy, dzianinowy sweter i jeansy, a uśmiech nie schodził z jej twarzy. Na blacie siedziała mała dziewczynka o jasnych włosach i brązowych oczach (takich jak Justin), zajęta jedzeniem truskawek. Miała na sobie żółtą, kwiecistą sukienkę i według mnie, miała około 6 lat.
- Widzę, że mamy gościa - powiedziała mama Justina.
- Tak.. to jest Grace, moja.. przyjaciółka. Grace, to moja mama.
- Dobry wieczór, jestem Grace Meet - podałam rękę kobiecie, która tylko pokiwała przecząco głową i przyciągnęła mnie do niedźwiedziego uścisku.
- Pattie Bieber - powiedziała - Kochanie, w naszej rodzinie tak się witamy, a to jest Jazmyn - wskazała palcem na małą dziewczynkę, wzięła ją na ręce i postawiła przy mnie.
- Cześć, jestem Grace - uśmiechnęłam się.
- Jazzy - powiedziała, trochę zawstydzona dziewczynka.
Zgięłam się i przytuliłam mocno siostrę Justina, a ta objęła mnie swoimi małymi rączkami i powiedziała:
- Masz takie miękkie włosy i.. - powąchała je - ładnie pachną.
- Dziękuje - pogłaskałam ją delikatnie po głowię - Twoje też są mięciutkie - uśmiechnęłam się.
Podrapałam się po ręce, a dziewczynka zaczęła się śmiać i przeczesała ręką swoje włosy.
- Może zostaniesz na kolację? - zapytała mama Justina.
- Nie, dziękuje. Musze już wracać do domu.
- Dobrze, w takim razie do zobaczenia - uśmiechnęła się szeroko.
- Miło było panią poznać. I Jazmyn oczywiście też.
- Oh, skarbie. Mów mi Pattie - powiedziała i oparła się jedną ręką o blat.
Pokiwałam twierdząco głową i wyszłam z kuchni, zaczęłam ubierać buty w przedpokoju, kiedy Justin zaproponował:
- Odprowadzę Cię do domu - włożył swoje ręce do kieszeni, tak, że tylko kciuki wystawały.
- Justin, nie trzeba - odmówiłam, ponieważ chciałabym to wszystko sobie przemyśleć, ale jak zwykle chłopak nie dał za wygraną.
- Jest już ciemno, nie ma mowy, że pójdziesz sama.
Westchnęłam i wyszłam z mieszkania. Justin po chwili dorównał mi kroku i szliśmy w ciszy, co jakiś czas stykając się ramionami.
- Dobrze, że nie zostałaś na kolacji. Przynajmniej nie uciekniesz ode mnie tak szybko - zaśmiał się.
- Dlaczego miałabym uciekać? - zapytałam ciekawa tego, co ma na myśli.
- Wiesz, moja mama jest trochę.. wkurzająca i założę się, że jak ją bliżej poznasz to będziesz miała dosyć i ode mnie uciekniesz.
- Wydaje się być miła. Lubie ją - powiedziałam szczerze - A Jazzy jest taka urocza. Nie mówiłeś, że masz siostrę.. - powiedziałam z wyrzutem.
- Nie pytałaś - uśmiechnął się.
I wtedy przypomniały mi się słowa mojej mamy..  
To są bracia. Mieszkają niedaleko nas.. To Justin Bieber i jego brat, Jaxon.
Nigdzie nie widziałam jego brata. Może gdzieś wyszedł? A co jeśli Justin ma tylko siostrę, a to o jego bracie to tylko głupie plotki? Nie mogłam wytrzymać, dlatego zapytałam:
- Masz jeszcze jakieś rodzeństwo, oprócz Jazmyn? - spoglądnęłam na niego, żeby zobaczyć jego reakcję, ale tylko zacisnął mocniej szczękę.
- Dlaczego pytasz? - zapytał bardzo spokojnym głosem.
- Z czystej ciekawości - wzruszyłam ramionami.
- Ta, mam jeszcze brata - odparł.
Kurwa, czyli to nie były plotki. 
- Nie było go teraz w domu, prawda? 
- Nie - mruknął szybko.
- Masz  z nim dobre kontakty? - zapytałam.
- Grace, o co Ci chodzi? - był lekko zirytowany.
- O nic - wzruszyłam ramionami i zaczęłam iść szybciej przez park.
- To dlaczego Cię to tak interesuje? - mruknął.
- Pytam z nudów.. - udałam niewzruszenie - Jeśli nie chcesz, to nie mów. Chciałam tylko nawiązać rozmowę.. - uśmiechnęłam się słabo.
- Nie chodzi mi o to - warknął - Nazywa się Jaxon i ma 16 lat, tyle co Ty, ale nie chce żebyś się do niego zbliżała, jasne?
- Dlaczego? - zapytałam zdziwiona.
- Bo tak powiedziałem - włożył ręce do kieszeni spodni.
Widać było, że ten temat jest dla niego.. dość wrażliwy, dlatego odpuściłam. Szliśmy w niezręcznej ciszy, a chłopak w tym czasie dwa razy zapalił. Nie miałam przy sobie żadnych papierosów, ale nie chciałam pożyczać od Justina, dlatego nie zwracałam na to najmniejszej uwagi. Szłam szybkim krokiem i nuciłam piosenkę. W sumie nie mam pojęcia o co mu chodzi, skoro poznałam jego mamę i siostrę, to dlaczego nie mogę poznać jego brata? To dziwne. Ciekawe co z jego ojcem.. ale teraz na pewno nie będę się o niego pytać. Jest za bardzo zdenerwowany. Po paru minutach, znaleźliśmy się przed moim domem. Chłopak cmoknął mnie w policzek i powiedział: 
- Trzymaj się - i poszedł.
On jest obrażony? A może zły? Nie mam pojęcia, ale wiem, że muszę się dowiedzieć więcej o jego bracie i go poznać. Weszłam do domu, ściągnęłam buty i poszłam do kuchni. Przy stole siedziała moja mama i piła samotnie herbatę.
- Hej - wymamrotałam.
- Gdzie byłaś? - zapytała, stawiając czerwony kubek w kropki na stole.
U Justina. Tak, tak to ten chłopak z którym mam się nie spotykać. Dobrze, usłyszałaś. A i wiesz czego się dowiedziałam? Ma broń w szafie, super co nie? 
- Poszłam na spacer po plaży.
- Chcesz?- zapytała, wskazując brodą na kubek.
- Nie, dzięki. Wolę coś zjeść. 
Mama tylko pokiwała głową, ale wydaje mi się, że jest.. smutna? Kiedy zrobiłam sobie tosty z dżemem, usiadłam naprzeciwko niej i zapytałam:
- Coś się stało? 
- Nie - odpowiedziała szybko.
- Okej.. - jakoś nie byłam przekonana - A gdzie Ted i Nicki?
- Pokłócili się ze sobą..  Nicki wybiegła z domu i do tej pory nie wróciła. Ted jej teraz szuka, a ja mam zostać w domu, na wypadek gdyby wróciła. Tak się o nią martwię..
- Długo jej nie ma? - zapytałam niewzruszona jej jakże interesującą historią. Czujecie ten sarkazm?
- Wybiegła z domu jakąś godzinę temu.
- Na pewno się znajdzie. Jak tylko ochłonie, wróci - potarłam pocieszająco jej ramię, chociaż tak naprawdę miałam to gdzieś - Idę do siebie - wzięłam talerz z tostami i wyszłam z kuchni. 
Usiadłam na łóżku i zaczęłam w spokoju jeść kolację. Zrobiło mi się zimno, więc podeszłam do szafy i wyciągnęłam szarą bluzę. Ubrałam ją i wtedy coś mi się przypomniało. Bluza. Fioletowa bluza. Broń. W szafie. O co chodzi? Po co Justinowi broń? Dlaczego trzyma ją w domu? W swoim pokoju, jak gdyby nigdy nic? Chociaż .. może była zabawkowa? Nie, na pewno nie, przecież była ciężka i wyglądała jak prawdziwa. Chciałabym się spytać chłopaka o to, ale przecież nie mogę. Co mam  mu niby powiedzieć? 'Słuchaj, znalazłam broń w twojej szafie. Po co Ci ona?' Pomyślałby, że grzebałam mu w rzeczach, a to przecież nieprawda! Kiedy skończyłam tosty, odłożyłam pusty talerz na szafkę nocną i zobaczyłam na mojej ręce bransoletkę. Teraz, za każdym razem, kiedy na nią patrzę, przypomina mi się Justin i nasza rozmowa. Moje pieprzone wyznanie. Boże, jak mogłam być taka głupia, żeby mu o wszystkim opowiedzieć? Przecież on to może komuś wygadać. Wszyscy będą się ze mnie śmiać. Nie chce tego, cholera nie chce! Kurwa. Przecież opowiedziałam mu jeszcze o swoim wymarzonym, pierwszym razie. Nie wierzę. Wzięłam pierwszą. lepszą książkę, która znajdowała się na podłodze i uderzyłam się nią prosto w twarz. Dlaczego mu to opowiedziałam?! Przecież go to zupełnie nie interesuje. Jak mu to mówiłam, był bardzo poważny, ale mogę się założyć, że w duchu się śmiał. I to cholernie głośno. Muszę się go zapytać o tą broń. Jakoś tak.. tajnie, żeby się nie zorientował, że o niej wiem. Chwyciłam szybko telefon i wysłałam mu wiadomość:
Grace:
Hej, możemy się jutro spotkać?
Po paru minutach odpisał.
Justin:
Jutro nie mogę, sorry.
Czyżby nadal był na mnie zły? Jezu, o co mu chodzi? Muszę to wyjaśnić.
Grace:
Dlaczego?
Odpowiedź przyszła momentalnie.
Justin:
Muszę się zająć Jazzy.
To świetnie! Przecież mogę mu pomóc. Ale.. nie narzucam się? Nie, chyba nie.
Grace:
Mogę Ci pomóc, jeśli chcesz.
Justin:
Ta, czemu nie. Bądź koło 10:00 na placu zabaw, okej?
Grace:
Jasne, do zobaczenia!
Szczerze? Cieszę się, że będzie Jazzy, przynajmniej jak coś pójdzie nie tak, Justin nie będzie mógł się zdenerwować, bo będzie tam jego młodsza siostrzyczka. Byłam tak zmęczona dzisiejszymi wydarzeniami, że nawet nie miałam siły wstać z łóżka, dlatego od razu zasnęłam.

Rano obudziłam się przed 9:00. Wzięłam szybki prysznic i umyłam włosy kokosowym szamponem i wyszczotkowałam zęby. Spięłam włosy w wysokiego koka, pomalowałam usta wiśniowym błyszczykiem i nałożyłam tusz na rzęsy. Wyszłam z łazienki i poszłam do swojego pokoju, stanęłam przed szafą i zaczęłam się zastanawiać w co się ubrać. Zdecydowałam się na trzy czwarte, czarne spodnie, a do tego białą bluzkę i szarą bluzę. Tak na luzie, w końcu będę się też bawić z Jazzy, racja? A wiem ile dzieci mają w sobie energii, dlatego przygotowałam się na najgorsze. Zbiegłam na dół i zastałam mamę i Teda w kuchni.
- Hej - powiedziałam.
- Grace.. Nicki jeszcze nie wróciła, teraz jedziemy znowu jej szukać. A ty zostań w domu w razie, gdyby wróciła - wymamrotała moja rodzicielka.
Ha, nie.
- Tak, pewnie.
Ted odłożył pusty kubek po kawie do zlewu i wyszedł, a mama wybiegła z domu zaraz za nim. Niby po co mam tu na nią czekać? Jeśli wróci do domu, to nie ucieknie znowu, bo po co by wracała? Pieprzona filozofia. Trzeba troszeczkę pomyśleć, moja droga mamusiu. Westchnęłam i rozglądnęłam się po kuchni. Zapomnieli o mnie i nawet nie zrobili mi śniadania. Miło. W końcu przyjechałam tu na wakacje, nie? Chociaż z drugiej strony, to dobrze, że mnie olewają. Przynajmniej mogę się spotkać z Justinem. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem i pospiesznie je zjadłam. Potem ubrałam czarne trampki i wyszłam z domu. Pobiegłam w stronę placu zabaw, który znajdował się przy parku, ponieważ byłam już trochę spóźniona. Po paru minutach drogi, znalazłam Justina siedzącego na ławce, co chwilę spoglądał na Jazzy, która bawiła się grzecznie w piaskownicy. Na huśtawkach huśtało się dwóch chłopczyków, na zjeżdżalni zjeżdżała dziewczynka o kasztanowych włosach, a na karuzeli kręciły się bliźniaki. Przypomniało mi to wszystko, czasy z dzieciństwa, kiedy jeszcze spędzałam wolny czas z moimi rodzicami. Dziwne, od tamtej pory, zmieniło się wszystko. Wyrzuciłam z głowy tą głupią myśl i ruszyłam w stronę chłopaka. Miał na sobie jasne rurki, opadające w kroku i białą koszulkę, a na to czarną bejsbolówkę. Założył czarne Sneakersy i okulary przeciwsłoneczne. 
- Cześć - pomachałam Justinowi i usiadłam obok niego.
- Hej - uśmiechnął się szczerze.
Okej, już nie jest na mnie zły, chociaż tyle..
Po chwili niezręcznej ciszy powiedział:
- Chodźmy do Jazzy.
- Okej.
Ruszyłam za nim w stronę dziewczynki, która miała dwa kucyki i białą sukienkę w różowe kropki. Wyglądała przesłodko! Zresztą dla mnie każde dziecko jest słodkie. 
- Cześć Jazmyn - uśmiechnęłam się.
- Hej - przytuliła mnie - Pobawcie się ze mną w berka! - wrzasnęła i klepnęła mnie w nogę, a ja automatycznie, zaczęłam za nią biegnąć, oczywiście spowolniłam swoje ruchy, żeby dziewczynka miała trochę frajdy z tej zabawy. Po chwili dotknęłam ją w ramię i powiedziałam:
- Berek!
Jazzy uśmiechnęła się  i zaczęła mnie gonić. Po chwili zmieniła kierunek i biegła w stronę swojego starszego brata. Justin chwilę przed nią uciekał, aż w końcu dał się złapać. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się łobuzerko. Wiedząc do czego zmierza od razu zaczęłam biegnąć. Chciałam sprawdzić, gdzie już jest i kiedy obróciłam się, Justin wpadł na mnie z całą swoją siłą. Upadłam na trawę, a chłopak zaraz za mną. Przygniótł mnie całym swoim ciałem, a ja zaczęłam się wiercić, bo był naprawdę ciężki i mnie trochę miażdżył. Chłopak położył ręce po obu stronach mojej głowy i szepnął:
- Nic Ci nie jest?
Pokiwałam przecząco głową.
Justin otarł się swoim nosem o mój i już miał mnie pocałować, kiedy usłyszałam piskliwy głosik.
- Coooo robicie? - zapytała Jazzy.
Chłopak szybko ze mnie wstał i podał mi rękę, żebym mogła sprawniej się podnieść.
- Nic - odparł Justin.
- Chodźmy na lody! Proooooszę! - wrzasnęła dziewczynka. 
- Dobrze - uśmiechnął się chłopak i wziął ją na ręce, a drugą chwycił mnie i splótł nasze palce. Po chwili drogi znaleźliśmy się w małej kawiarence. Było tutaj bardzo przytulnie, na miętowych ścianach wisiały obrazy a na parapetach leżało mnóstwo kwiatów. Usiedliśmy wokół szklanego stolika, kiedy podeszła do nas kelnerka. Wyglądała na jakieś 20 lat. Miała brązowe, kręcone włosy i długie (bardzo!) nogi. Zachichotała i zwróciła się do Justina:
- Co podać?
Kurwa, też tu jestem.
- Poproszę lody śmietankowe - uśmiechnął się i oblizał dolną wargę.
Ej, co to było?
- A ja poproszę lody truskawkowe! - wrzasnęła Jazzy, dzięki czemu kelnerka wróciła na ziemie, bo potrząsnęła głową.
Zaczęła coś pisać w notesie, a kiedy miała pójść, powiedziałam:
- Lody czekoladowe dla mnie.
- Jasne - przewróciła oczami i odeszła.
Już jej nie lubię.
Po chwili kelnerka wróciła z lodami i... kurwa! Najwyższy guzik jej koszulki był odpięty, a spódnica wyżej niż powinna i pomalowała usta błyszczykiem. Suka. Podała mi i Jazzy lody tak, że świeciła swoimi wielkimi cyckami prosto przed twarzą Justina. Chłopak ponownie oblizał usta i szeroko się uśmiechnął.
- Dziękuje - mrugnął do niej jednym okiem, a kiedy ta zachichotała, odprowadził ją wzrokiem. 
Po paru minutach zauważyłam, że obok jego lodów leży karteczka, ale nie widziałam co na niej piszę, dlatego sięgnęłam po chusteczkę, dzięki czemu mogłam dobrze zobaczyć.. numer telefonu i pieprzone serduszko! No chyba nie! Kiedy Jazmyn zjadła swój deser, powiedziałam:
- Słonko, popatrz, tam jest kącik z zabawkami. Idź się pobawić, a ja zaraz do Ciebie przyjdę, dobrze?
Pokiwała główką i poszła.
- Justin! Co to było? - wrzasnęłam szeptem.
- Co? - udawał, że nie wie o co mu chodzi.
- Ona Cię podrywała.. - wymamrotałam.
- Kto?
No Jazmyn, kurwa.
- Ta kelnerka!
- Zdaje Ci się - uśmiechnął się słabo.
- Justin! Pożerałeś ją wzrokiem..
- Nieprawda - zanurzył łyżeczkę w swoich lodach.
- Cholera, widziałam jak na nią patrzysz. A to co? - zapytałam i wzięłam karteczkę z jej numerem - Co to jest?
- Nie widziałem tego, serio. Ale.. zostawiła mi numer! Jak zaje.. to znaczy chujowo. Daj, wyrzucę to potem.
- sięgnął ręką po papierek.
- Nie, ja to wyrzucę - uśmiechnęłam się łobuzerko, bo dobrze wiem, że Justin by tego nie zrobił.
- Grace, nie! Daj mi to - wyrwał mi kartkę i wsadził ją do tylnej kieszeni spodni.
- Justin. O co Ci kurwa chodzi? - zapytałam zszokowana.
- Księżniczko, skończ z tymi wyrzutami, co? Dobrze wiesz, że gdyby Cię tu nie było, już dawno pieprzyłbym tą kelnerkę na zapleczu, więc się przymknij.
Zamarłam. Jak on mógł coś takiego powiedzieć?! Umówił się ze mną, a nie z nią.. racja? Nie mam zamiaru dłużej tego słuchać, dlatego powiedziałam:
- Świetny pomysł, Justin! W takim razie ja pójdę, a Ty ją przelecisz na zapleczu, co? - wstałam z siedzenia.
- Grace, poczekaj, nie to miałem na myśli..
- Nie odzywaj się do mnie! - i wyszłam w pośpiechu z kawiarni.

 Głupi Justin, co on narobił..

Jeśli to przeczytałaś/eś zostaw nawet najmniejszy komentarz, ponieważ KAŻDY motywuje mnie do dalszego pisania. Dodałam zakładkę INFORMOWANI! Zapisujcie się! Chciałabym wam serdecznie podziękować za 5.000 wyświetleń! To dla mnie dużo znaczy! Dziękuje! <3
#Klaudia 
PS ZA NIEDŁUGO ZMIENI SIĘ KOMPLETNIE WYGLĄD BLOGA I POJAWI SIĘ ZWIASTUN! Nie mogę się doczekać, mam nadzieję, że Wy też! :D

piątek, 1 sierpnia 2014

9. Dziękuje, że się przede mną otworzyłaś.

Justin siedział na łóżku, próbując przetworzyć tą informację. Jego twarz nie pokazywała żadnych emocji. Nie dało się z niej nic wyczytać. Nie mogłam dłużej znieść jego przenikliwego spojrzenia, dlatego szybko wybiegłam z pokoju chłopaka i otworzyłam pierwsze, lepsze drzwi, które na szczęście prowadziły do łazienki, zamknęłam je na klucz i powoli się po nich osunęłam. Po chwili mój tyłek uderzył o zimne kafelki. Schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam cicho szlochać. Powiedziałam mu o tym. Jest pierwszą osobą, która się o tym dowiedziała. Nie mam pojęcia, dlaczego się przełamałam i mu zaufałam, nie wiem czemu akurat on był tą osobą. Ale jestem ciekawa co sobie teraz myśli. Na pewno mi współczuje, ale ja tego nie chce! Niech się nade mną nie użala, bo będę się czuć jeszcze gorzej. No chyba, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego, to też jest jakaś opcja. Może on nie chce znać dziewczyny z urazami? Przecież dla niego seks z różnymi laskami to codzienność, a ja.. cóż, nie sądzę, że kiedykolwiek będę chciała to zrobić, ponieważ to przywołuje cholerne wspomnienia z tamtej nocy. Tak bardzo chcę, żeby one zniknęły, ale to nie jest takie proste. Wiadomo, chciałabym zapomnieć, ale to jest niemożliwe.
Po chwili usłyszałam ciche pukanie do drzwi i jego wspaniały głos:
- Grace, wszystko w porządku?
Nie odpowiedziałam.
- Grace.. proszę, otwórz drzwi.
Znowu nie odpowiedziałam. W sumie nie wiedziałam co mam mu powiedzieć, ale Justin się nie poddawał.
- Księżniczko, nie płacz. Nienawidzę, kiedy dziewczyny płaczą, proszę..
Uspokoiłam się i starałam się przestać płakać, ale nie potrafiłam, dlatego zatkałam sobie usta dłonią, dzięki czemu chłopak nie mógł mnie usłyszeć.
- Grace, chce porozmawiać.
O rany, on chce porozmawiać.
Nie, nie, nie, nie.
Na pewno chce żebym opowiedziała mu o tej sytuacji. Chce żebym mu wszystko wytłumaczyła, ale ja nie chce rozdrapywać starych ran. Chce zapomnieć i najlepiej byłoby, gdyby on też tak zrobił, a jeśli nie, to przestanę się z nim spotykać i wtedy nie będę musiała mu niczego tłumaczyć.
Spoglądnęłam w lustro, ugh, wyglądam okropnie. Mam czerwone, lekko opuchnięte oczy od płaczu, ale na szczęście się nie rozmazałam.
- Justin? - zapytałam cicho.
- Tak? - jego głos był.. zmartwiony?
- Ja chciałabym pójść do domu, dlatego.. - przerwał mi.
- Odwiozę Cię do domu, jeśli tego chcesz.
- Nie, nie o to chodzi. Po prostu idź do swojego pokoju, a ja wyjdę z łazienki i pójdę do siebie, dobrze? Chce się przejść, sama - specjalnie podkreśliłam ostatnie słowo, żeby nie chciał iść ze mną.
Po chwili ciszy, powiedział:
- Dobrze.
Przetarłam oczy opuszkami palców, a kiedy usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, odetchnęłam z ulgą, chociaż  raz ten chłopak mnie posłuchał. Dzięki Ci Boże! Przekręciłam klucz i delikatnie otworzyłam drzwi, kiedy rozejrzałam się, nikogo nie było, dlatego ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Nawet nie zrobiłam dwóch kroków, bo ktoś chwycił mnie za nadgarstek i przyciągnął w swoje ramiona. Bez zastanowienia, wtuliłam się w jego klatkę piersiową, bo.. potrzebowałam tego. Kiedy byłam tak zamknięta  w jego objęciu, zaczęłam cicho płakać. Łzy spływały intensywnie z moich policzków, ale próbowałam je powstrzymać. Nie chce, żeby Justin pomyślał sobie, że jestem jakąś ciotą. Chociaż tak naprawdę nią jestem.
- Shh, księżniczko, nie płacz - uspokajał mnie.
Justin delikatnie pocierał moje plecy w geście uspokojenia mnie .. i cóż, wychodziło mu to, nawet bardzo.
- Pójdźmy do mojego pokoju, dobrze? - zapytał.
Pokiwałam głową, więc chłopak chwycił mnie pod kolanami i podniósł. Schowałam głowę w zagięciu jego szyi i wdychałam jego niesamowicie męski zapach. Po chwili posadził mnie na jego miękkim łóżku i usiadł zaraz za mną, więc opierałam się plecami o jego klatkę piersiową. Chłopak położył ręce na moim brzuchu i delikatnie go masował, a ja wpatrywałam się w jeden punkt, delektując się jego dotykiem.
- Przepraszam - powiedziałam.
- Za co? - zapytał.
- No wiesz.. ja nie chciałam tego powiedzieć. To znaczy, nie chce, żebyś przyjaźnił się ze mną teraz z powodu żalu. W ogóle zachowujmy się jakbym tego nie powiedziała, dobrze?
Justin westchnął i zaczął:
- Nie masz za co mnie przepraszać.. Ja właściwie.. jakby.. jest mi miło, że zaufałaś mi na tyle, aby mi to powiedzieć. Oczywiście, że nie będę się z Tobą przyjaźnić z żalu.. to raczej z powodu, że Cię bardzo lubię, księżniczko. Ale na pewno o tym nie zapomnę, więc nawet mnie o to nie proś. I nie mam zamiaru zachowywać się jakby to się w ogóle nie stało, jasne? Pamiętaj, znajdę tego skurwiela i go zabiję.
- Nie możesz o tym zapomnieć? - zapytałam z nadzieją, chociaż wyraźnie dał mi do zrozumienia, że tego nie zrobi.
Ja naprawdę nie chce żeby on się mścił czy coś takiego. Po pierwsze, mógłby sobie narobić dużo problemów, a nawet trafić do więzienia, a po drugie ja nawet nie wiem kto to był, nie mam pojęcia do dziś. Mogę się jedynie domyślać albo wyobrażać sobie jego ohydną twarz.
- Nie, Grace. Nie zapomnę o tym. Nie po to mi to powiedziałaś, żebym teraz tak to zostawił. Więc.. kto to był? - zapytał.
- Ja.. nie wiem - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Jak to nie wiesz? Przecież..
- Byłam tyłem kiedy to robił - uprzedziłam, zanim zadałby mi żenujące pytanie.
- A policja go złapała?
- Cóż.. um Justin, policja o tym nie wie. Nikt o tym nie wie.. - uśmiechnęłam się słabo.
- Co do cholery? Jak to? Nie wezwałaś policji? - w jego głosie można było czuć lekkie zdenerwowanie.
- Ja.. nie potrafiłam, przecież musiałabym im to wszystko tłumaczyć, opisywać.. A to jest takie krępujące? - ostatnie zdanie, bardziej zapytałam niż powiedziałam.
- Grace - westchnął i zaczął mnie delikatnie masować po bokach - Opowiedz mi wszystko, dobrze? Chce wiedzieć jak to się stało, kiedy, gdzie, dlaczego nikomu o tym nie powiedziałaś. Proszę.. Chce wiedzieć wszystko. Zrelaksuj się i mi opowiedz. Zaufaj mi, księżniczko, chce Ci tylko pomóc. To dla twojego dobra.
- Justin, ja nie potrzebuje pomocy - zaczęłam - Po co chcesz to wszystko wiedzieć? Co Ci to da, że będziesz wiedział? No właśnie.. nic. A mnie to będzie sporo kosztować. Ja nawet nie wiem czy potrafiłabym o tym mówić.
- Mówiłem Ci, że tak tego nie zostawię. Proszę, chce wiedzieć - oparł swój podbródek na mojej głowie.
Cieszyłam się, że jestem do niego tyłem, bo nie muszę na niego patrzeć i mówić mu to wprost. To wszystko jest takie żenujące. To, że człowiek może zrobić Ci taką krzywdę.. za nic. Ja nigdy nikomu nic nie zrobiłam. Nigdy nikogo nie uderzyłam, cholera zawsze byłam grzeczna i spokojna. Za co to wszystko? Dlaczego właśnie ja? Co ja jestem Bogu winna? Te pytania odbijają mi się w głowie każdego wieczoru.
Każdego.
- Dobrze, opowiem Ci - położyłam dłonie na jego rękach, które znajdowały się na moim brzuchu i zaczęłam - Kiedyś byłam bardzo szczęśliwa. Dogadywałam się z moimi rodzicami, którzy byli idealną parą. Byli dla siebie stworzeni. Rok temu przyjaźniłam się jeszcze z takim chłopakiem, Samem. Był wymarzonym przyjacielem, ufałam mu. Poszliśmy razem na tą pieprzoną imprezę. Trochę przesadziłam z alkoholem.. bolał mnie brzuch i miałam uczucie, że zaraz zwymiotuje. Kiedy powiedziałam Samowi, że się źle czuje, on tylko wzruszył ramionami i nadal tańczył z jakąś dziewczyną. W drodze do łazienki, ktoś mnie złapał od tyłu i poprowadził na zewnątrz. Wyrywałam się, ale to nic nie pomagało. Potem przywarł mnie przodem do ściany klubu i.. - poczułam łzy, które spływają po moich policzkach, ale nie zwracałam na nie uwagi, bo chce być silna i mu wszystko opowiedzieć - ten ktoś zaczął rozpinać mi rozporek, było strasznie ciemno i nic nie widziałam, ale broniłam się. Biłam pięściami wszystko co napotkałam, ale chłopak kompletnie nie zwracał na to uwagi, tylko zsunął ze mnie moje krótkie spodenki i przycisnął mocniej do ściany, potem usłyszałam dźwięk odpinanego paska, więc zaczęłam wrzeszczeć, krzyczeć, prosiłam, żeby tego nie robił. Jak się zapewne domyślasz, tak się nie stało. Zsunął ze mnie moje majtki i wszedł we mnie. Tak po prostu. Bez żadnego ostrzeżenia. Nic nie mówił. Zaczął się we mnie poruszać, a ja coraz głośniej krzyczałam. To bolało.. tak cholernie bolało. On po chwili zaczął jęczeć i sapać. Poruszał się we mnie jeszcze szybciej. To było okropne uczucie, pamiętam je do dziś. Po chwili doszedł i wyszedł ze mnie, ubrał swoje spodnie i klepnął mnie w tyłek, a potem zostawił mnie tam.. samą.. leżącą.. przestraszoną.. zdezorientowaną. Po chwili wzięłam się w garść i ubrałam, pobiegłam do domu, chociaż pomiędzy nogami, czułam dziwny ból. Ale nic sobie z tego nie robiłam, po prostu chciałam być już w domu. Kiedy znalazłam się przed wejściowymi drzwiami, postanowiłam opowiedzieć wszystko swoim rodzicom, bo wtedy im ufałam..
- A teraz nie ufasz? - zapytał Justin.
- Nie przerywaj mi - upomniałam go.
- Przepraszam.
- Ale kiedy weszłam do domu, słyszałam jak się kłócili. Nigdy wcześniej tego nie robili, dlatego wydawało mi się to podejrzane. Po chwili zorientowałam się o co chodzi. Moja mama zdradziła tatę, a on zażądał rozwodu. Moja rodzina się rozpadła. Tak po prostu.. przez głupotę mojej matki. Dla mojego taty, zdrada była czymś niewybaczalnym, dlatego zostawił ją. Kiedy to usłyszałam pobiegłam do swojego pokoju i zaczęłam płakać, to wszystko tak cholernie bolało. Zostałam... zgwałcona, a potem dowiedziałam się, że moja rodzina się rozpada. To wszystko, to było za dużo.. wydawało się, że to niemożliwe, że to może się tylko dziać w jakimś filmie. Nie mam pojęcia dlaczego to wszystko zdarzyło się właśnie mnie. Wiem, że trochę broiłam i często chodziłam na imprezy.. piłam i paliłam, ale przecież tak robi połowa nastolatków w tym wieku, racja? Tamtej nocy postanowiłam się zmienić. Zaczęłam się uczyć, przykładałam się do nauki, nie chodziłam na żadne imprezy, urwałam kontakt z Samem, chociaż to było trochę niewykonalne, bo chodziliśmy razem do klasy, ale przynajmniej się starałam. Zapisałam się też na zajęcia samoobrony, żebym mogła się bronić przed takimi gnojami jak on. Moja mama nawet nie wiedziała o moich dobrych stopniach, bo zaczęła nowe życie z jeszcze innym mężczyzną, którym okazał się być Ted. Starałam się mieć dobry kontakt z tatą, bo wiem, że bolała go ta zdrada, ale jednak miałam do niego żal. Wtedy kiedy ja najbardziej potrzebowałam pomocy, on i mama zostawili mnie samą z tym wszystkim. To było przykre. Próbowałam się nawet zabić. Ale nie potrafiłam, byłam za słaba. Jestem tak cholernie słaba.. - i znowu zaczęłam głośno płakać.
- Shh, kochanie - uciszał mnie Justin.
- Po prostu to jest trudne - pociągnęłam nosem - Każdego wieczoru myślę o tym, jak ten chłopak we mnie wchodzi. Do dziś mogę sobie wyobrazić mój strach i tamten ból, to cholernie dziwne uczucie. Wiesz.. to śmieszne, bo kiedyś często myślałam o swoim pierwszym razie. Mój przyszły chłopak zaprosiłby mnie na randkę, ubrałabym się cudownie, w elegancką sukienkę i w ogóle, a on w garnitur. Wręczyłby mi kwiaty, czerwone róże, a potem poszlibyśmy na kolację. Byłoby cudownie. Następnie zaprosiłby mnie do siebie. Zrobilibyśmy to na wielkim łóżku, otoczeni płatkami róż i palącymi się świeczkami. Wszystko byłoby idealnie. Mój przyszły chłopak, ciągle pytałby się mnie czy na pewno chce to zrobić.. czy jestem gotowa.. czy chce mu oddać swoje dziewictwo.. troszczyłby się o mnie. A ja byłabym tego pewna i bym się zgodziła. To było moje marzenie. Ale niestety stało się inaczej. Przed klubem. Z obcym chłopakiem. Zero romantyczności. Zero czułości. Zero pytań. Zero przyjemności. Ale za to mnóstwo bólu. Nie wiem dlaczego ja.. myślę, że na to nie zasłużyłam. Ale jednak..
- Grace - zaczął Justin - Oczywiście, że na to nie zasłużyłaś. Jesteś wspaniałą dziewczyną, a to było cholerne nieporozumienie. Ale obiecuje Ci, że on tego pożałuje. I pamiętaj, że ja nigdy Cię nie skrzywdzę, mi możesz zaufać, możesz mi o wszystkim powiedzieć, skarbie.
- Dziękuje - uśmiechnęłam się słabo - I przepraszam, że się tak rozmarzyłam. Wiesz, o tym pierwszym razie - zaśmiałam się.
- Według mnie to było bardzo urocze - uśmiechnął się i pocałował mnie w głowę - Ty jesteś urocza.
Poczułam, że moja policzki delikatnie się zaczerwieniły.
- I dziękuje, że się przede mną otworzyłaś, to dla mnie wiele znaczy - powiedział Justin.
Pokiwałam głową, trochę dumna z siebie, że dałam radę i to wszystko w końcu z siebie wyrzuciłam. Fakt, poczułam dużą ulgę.
- Mogę coś do picia? - zapytałam - Od tego mówienia, zaschło mi w gardle.
- Jasne, księżniczko, zaraz wracam - przytulił mnie mocno i wyszedł z pokoju.
Po chwili czekania, zrobiło mi się strasznie zimno. Jednak chłopak dawał mi duże ciepło poprzez swoje ciało. Chyba się nie obrazi jak pożyczę od niego bluzę, nie? Na pewno nie. Podobno męskie bluzy są takie ciepłe i pachnące. Przynajmniej tak zawsze mówili w filmach. Podeszłam do jego szafy i ją otworzyłam. Rozglądnęłam się, miał dużo ubrań, ale jedna rzecz przykuła moją uwagę. Fioletowa bluza. To mój ulubiony kolor, jakby ktoś nie wiedział. Wszystkie inne ubrania były powieszone na wieszakach, a ta leżała zawinięta w kącie. Cóż, może jest brudna? Wezmę inną.. ale ona jest fioletowa, no! Chwyciłam bluzę zawiniętą w kłębek i..
Cholera, coś z niej wypadło.
Przyjrzałam się bliżej..
Jezu Chryste, to jest broń!
Chwyciłam ją szybko i owinęłam z powrotem w kłębek, rzuciłam ją w kąt szafy i szybko zamknęłam drewniane drzwiczki. Kiedy usiadłam na łóżku, Justin przyszedł z napojami i postawił je na biurku. Chyba, zauważył moją gęsią skórkę i strach w oczach, bo zapytał:
- Wszystko w porządku?
- Tak, tak, jasne - uśmiechnęłam się sztucznie.
- Grace, muszę Ci coś pokazać.. - uśmiechnął się i podszedł do szafy.
Zgiął się tak, że był na poziomie fioletowej bluzy. Już tam sięgał ręką...
O cholera, co on chce zrobić?!


W tym rozdziale głównie skupiłam się na uczuciach Grace.. trochę smutno.
Jeśli to przeczytałaś/eś zostaw nawet najmniejszy komentarz, ponieważ KAŻDY mnie motywuje do dalszego pisania. W ostatnim rozdziale myślałam, że będzie więcej komentarzy.. Bardzo Was proszę, każdy się dla mnie liczy, dlatego skomentujcie, jeśli przeczytacie! To dla mnie bardzo ważne i cieszę się z każdego komentarza. Dodałam zakładkę INFORMOWANI! Zapisujcie się! I jeśli chcecie to zerknijcie na zakładkę BOHATEROWIE, znajdziecie tam nowe postacie! Z góry dziękuje <3

#Klaudia