niedziela, 4 stycznia 2015

27. Puszczaj mnie.

- Nie, nie, nie - momentalnie pokręciłam głową - Nie mam z nią o czym rozmawiać. Wszystko już jest wyjaśnione. Nie wiem co moja mama ci powiedziała, ale ja mam swoje powody, żeby być jak najdalej od niej, naprawdę.
Rozglądnęłam się nerwowo i szybkim krokiem poszłam po schodach do pokoju Justina. Razem ze swoją siostrą jeszcze spali. To był uroczy widok, jednak nie miałam czasu na zachwycanie się. Weszłam na łóżko i poklepałam chłopaka po ramionach.
- Justin, wstawaj - westchnęłam - No już, szybko..
- Co jest? - zapytał zaspanym głosem.
- Nasze mamy są na dole - syknęłam i ponownie go poklepałam.
Chłopak otworzył oczy i przetarł ręką twarz.
- Po co? - jęknął zirytowany.
- Nie wiem po co - przegryzłam wnętrze policzka  i wpatrywałam się w niego.
Podniósł się do pozycji siedzącej i wyszedł spod kołdry. Ubrał czarne spodnie dresowe i białą koszulkę. Ostatni raz zerknął na Jazzy, która smacznie spała, a po chwili spojrzał na mnie. Zapewne zauważył moją zdenerwowaną minę, ponieważ mruknął:
- Wszystko będzie okay - uśmiechnął się delikatnie - Twoja mama na pewno chce dla ciebie dobrze.
- Nie sądzę - pokręciłam głową i wstałam z łóżka - Na pewno chce nas rozdzielić.
- Grace, kochanie - podszedł do mnie i pogładził mnie po policzku - Załatwimy to. Pamiętaj, jesteś moja i nie pozwolę, żeby ktoś mi cię odebrał, jasne?
Kiwnęłam twierdząco głową, a w brzuchu poczułam przyjemny ucisk. Chłopak dał mi krótkiego całusa w usta i splótł nasze palce razem. Był to gest, który sprawił, że poczułam się o wiele lepiej. Jakby chciał mieć mnie przy sobie i nikomu nie oddać. Wyszliśmy powoli z jego sypialni i wolnym krokiem kierowaliśmy się na dół. Justin szedł pierwszy i mnie ciągnął.
Gdy znalazłam się na ostatnim stopniu schodów zauważyłam Pattie i moją mamę. Siedziały razem na kanapie i po chichu dyskutowały. Westchnęłam i ścisnęłam mocniej rękę chłopaka. Po chwili usiadł na fotelu naprzeciwko kobiet i wciągnął mnie na swoje kolana. Ciągle patrzyłam na swoje stopy, nie potrafiłam spojrzeć na swoją mamę. A może i nie chciałam? Czułam ciągły ból w sercu. Za każdym razem, kiedy o niej myślałam, przypominały mi się słowa, które skierowała do mnie w dniu wyścigu.
- Więc.. - zaczęła niezręcznie Pattie - Rozmawiałam z twoją mamą - zwróciła się do mnie - To nie jest dobry pomysł, abyś mieszkała u Justina i..
- Ale ja u niego nie mieszkam. Zapytałam się Justina czy mnie przenocuje i się zgodził - odezwałam się.
Poczułam głaskanie na udzie, momentalnie się uśmiechnęłam. Dotyk chłopaka sprawiał, że czułam się zrelaksowana i coraz mniej się denerwowałam.
- Słuchaj.. to nie zmienia faktu, że musisz wrócić do domu - ciągnęła Pattie - Jesteś za młoda, żeby mieszkać u chłopaka. Nikt nie mówi, że nie możecie się spotykać..
- Właśnie o to chodzi - wymamrotałam - Moja mama nie pozwala mi się spotykać z Justinem.
Kobieta zerknęła na moją mamę i kiwnęła głową, żeby coś powiedziała. Po chwili się odezwała:
- Rozmawiałam z mamą Justina i zrozumiałam coś. Nie mogę zabraniać ci się z nim spotykać. Cieszę się, że masz tutaj znajomych, ale i tak musisz wrócić do domu. Nie możesz u niego mieszkać - powiedziała mocnym głosem.
- Ale dlaczego nie? - westchnęłam - Tutaj jest lepiej. Lepiej niż u ciebie.
- Grace.. - mruknęła Pattie - Przestań. Nie zachowuj się tak.. - oblizała powoli wargi - Twoje miejsce jest w domu z mamą. Powinnaś się cieszyć. Widzisz, że sytuacja się zmieniła. Teraz nie ma żadnego problemu, możesz spotykać się z Justinem, kiedy chcesz. Ale nocowanie u niego? Odpada. Jesteś za młoda, a ty Justin - zwróciła się do swojego syna - Dlaczego mi nie powiedziałeś, że Grace uciekła z domu?
- Ale ja nie uciekłam z domu! - syknęłam - Mnie z niego wywalili.
- Grace - powiedziała spokojnie moja mama - Nikt cię nie wywalił z domu. Po prostu.. to było nieporozumienie. Jesteś moją córką i dobrze wiesz, że cię kocham - uśmiechnęła się delikatnie.
- Wrócisz do domu? - zapytała mnie Pattie.
- Nie rozumiem jednego - skrzywiłam się - Dlaczego próbujesz pomóc mojej mamie? To właśnie przez nią się rozwiodłaś. To przecież ona zniszczyła twoją rodzinę. Czemu to robisz?
- To nie jest wina twojej mamy - pokręciła głową - Mój mąż zdradzał mnie wiele razy. Na początku udawałam, że wszystko jest w porządku, ale któregoś dnia nie wytrzymałam i...
- Mamo.. - przerwał jej Justin.
- Jest w porządku - westchnęła - Chce żebyś wiedziała, że to nie jest wina twojej mamy. To wszystko się po prostu skumulowało.
- Rozumiem - westchnęłam.
Ale to nie zmienia faktu, że moja mama przespała się z tatą Justina. Wiem, że ten mężczyzna sypiał z wieloma kobietami, ale to nie usprawiedliwia mojej mamy. Kiedy to zrobiła, była w związku z Tedem. To nie jest w porządku.
- W takim razie skoro wszystko jest wyjaśnione, jedziemy do domu - powiedziała moja mama.
- Pójdę obudzić Jazzy - mruknęła Pattie i poszła po schodach na górę.
Kiwnęłam głową i obróciłam się w stronę chłopaka. Nic nie mówił. Wpatrywał się w jeden punkt.
- Będę czekać w samochodzie - moja rodzicielka wstała z kanapy i zaczęła iść w stronę drzwi.
Kiedy wyszła, pogłaskałam chłopaka po policzku. Delikatnie się uśmiechnął, ale jego wzrok był ciągle zimny, jeśli wiecie co mam na myśli.
- Co jest? - zapytałam - Możemy się spotykać, to chyba dobrze, nie?
- Tak, kochanie - westchnął - Ale nie będzie cię przy mnie w nocy..
- Coś wymyślimy - uśmiechnęłam się szeroko - Zawsze mogę powiedzieć, że idę na noc do Alex czy coś takiego. Do zobaczenia.
Przybliżyłam się do chłopaka, a ten przycisnął swoje usta do moich. Uśmiechnęłam się przez pocałunek i już miałam rozchylić usta, kiedy usłyszałam skrzypienie schodów. Oderwałam się od chłopaka i westchnęłam z rezygnacją, gdy zobaczyłam Pattie oraz Jazzy, które schodziły na dół.
- Cześć - dotknął swoim kciukiem mojej dolnej wargi i powoli oblizał usta.
Wstałam z kolan chłopaka i bez słowa ruszyłam do przedpokoju. Ubrałam buty i wyszłam z domu. Na ulicy stał samochód mojej mamy. Westchnęłam i ostatni raz spojrzałam na dom Justina, a potem dzielnym krokiem ruszyłam w stronę auta. Usiadłam z tyłu i nic nie mówiłam. Po chwili do pojazdu weszła Pattie razem z Jazzy. Mama Justina siedziała z przodu, a Jazzy z tyłu. Auto ruszyło, kobiety rozmawiały ze sobą, natomiast ja siedziałam cicho. Nie miałam humoru na nic.
- Dziękujemy za podwiezienie - powiedziała Pattie, kiedy moja mama zatrzymała się przy ich bloku i wyszła z samochodu.
Otworzyła tylne drzwi, wyciągnęła Jazzy i szybkim krokiem poszła w stronę swojego mieszkania. Ja w dalszym ciągu nic nie mówiłam. Wiedziałam, że dzisiaj muszę się jeszcze spotkać z Justinem. Chce iść do Michaela i wygarnąć mu wszystko co o nim myślę. Trzeba przemówić mu do rozsądku, powiedzieć jak się teraz czuję Nicki.
Wpatrywałam się w boczną szybę i powoli wymyślałam sobie swoją przemowę. Wiedziałam, że chłopak będzie zaprzeczał. Na pewno wszystkiego się wyprze, ale ja i tak muszę sprawić, że chociaż zadzwoni do mojej siostry i ją przeprosi. Chociaż tyle.
- Jesteśmy - usłyszałam głos mojej mamy.
Odpięłam pasy i wyszłam z samochodu. Nie patrzyłam na nią, tylko pobiegłam do domu i ściągnęłam buty w przedpokoju. Naprawdę nie chciałam z nią rozmawiać. A zwłaszcza sam na sam. Nie wiedziałam czy chce mi coś jeszcze powiedzieć. Zastanawiałam się czy oczekuje ode mnie przeprosin? Jeśli tak, to sobie poczeka. Jednak nie miałam zamiaru ponownie się kłócić. I tak byłam wdzięczna za to, że chociaż mogę się spotykać z Justinem, a moja mama nie będzie miała do mnie pretensji.
Kiedy weszłam na pierwszy stopień schodów, usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i ciche westchnienie mojej mamy, dlatego niechętnie się odwróciłam i czekałam, aż coś powie.
- Więc.. - zaczęła - Mam nadzieję, że już wszystko jest wyjaśnione i ostatni raz u niego nocowałaś.
- Tobie chodzi tylko o jedno - westchnęłam - Ciągle masz na myśli to nocowanie. Chcesz wiedzieć tylko to, czy już się z nim przespałam, czy jeszcze nie. Nie interesuję cię to co do niego czuję. Może ja go naprawdę kocham? Zresztą co za różnica. Ważne żebym się z nim nie przespała, nie?
- Grace.. - pokręciła głową - Tak, chodzi mi o to. Ponieważ nie chce żebyś zniszczyła sobie życie przez takiego chłopaka jakim jest on. Nie znasz go. Przyjechałaś tu tylko na wakacje, ja tutaj mieszkam o wiele dłużej. Przecież widuję go często na ulicach. Kiedyś widziałam go codziennie z inną dziewczyną... Ty nie wiesz co to miłość. Mogłaś się jedynie zauroczyć w jego buźce, tylko tyle - powiedziała.
- Mamo, umiem o siebie zadbać. Ty mnie kompletnie nie rozumiesz. Wiem, kiedy chłopak chce się tylko dobrać do majtek, a kiedy nie. Justin jest inny. Oceniasz go, chociaż go nie znasz. I dobrze, że powiedziałaś 'Kiedyś widziałam go codziennie z inną dziewczyną'. To jest czas przeszły. On się zmienił - starałam się jakoś wyjaśnić tą sytuację.
- Czemu jesteś taka głupia? - zapytała - On chcę cię tylko wykorzystać. To o to chodzi! Dlaczego tego nie chcesz zauważyć? Po prostu się o ciebie martwię. Nie chce, żebyś przez niego cierpiała.
- Nie będę - syknęłam - Justin nigdy mnie nie skrzywdzi. Jestem tego pewna.
- Grace, chce dla ciebie jak najlepiej - mruknęła - Ale przysięgam, jeśli on ci coś zrobi, to nie ręczę za siebie.
Nic nie odpowiedziałam, tylko kiwnęłam głową i poszłam do swojego pokoju. Wiedziałam, że ta rozmowa nie ma sensu i prowadzi do niczego. Moja mama nie zrozumie tego, że Justin jest inny. Ona nie chce go poznać. Nie chce zmienić o nim zdania. Ja nie będę jej zmuszać. Może kiedyś zrozumie.
Położyłam się na łóżku i napisałam sms-a do Biebera:
Grace:
Masz wieczorem czas? Chce porozmawiać z Michaelem, a nie wiem gdzie on mieszka.
Na odpowiedź czekałam parę minut.
Justin:
Mam czas, ale nie sądzę, że to dobry pomysł. Kochanie, zrozum. To jest ich sprawa, nie możesz się do tego wtrącać.
Przegryzłam wargę i pokręciłam głową. Justin mnie nie rozumiał w tej kwestii. Jeśli nikt nie przemówi Michaelowi do rozumu to on nie wpadnie na pomysł żeby przeprosić Nicki. Ja po prostu muszę to zrobić. Może i się wtrącam, ale to dla dobra mojej siostry.
Grace:
To pojedziesz tam ze mną czy nie?
Justin:
Pojadę, ale nie licz, że przyłączę się do tej rozmowy.
Westchnęłam cicho i wystukałam odpowiedź:
Grace:
W porządku. Przyjedź po mnie o 18:00.
Odłożyłam telefon na biurko i poszłam do łazienki wziąć długi, relaksujący prysznic.

***
Przed 17:00 zaczęłam się zbierać. Nie chciałam się spóźnić, a po za tym wolałam coś robić. Przynajmniej nie myślałam o rozmowie z Michaelam. Przyznam szczerze, trochę się bałam. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. To znaczy wiedziałam, ale znając życie, kiedy wejdę do jego domu, zacznę się jąkać i nie będę w stanie nic z siebie wydusić. Pokręciłam głową, żeby odgonić te okropne myśli i zaczęłam się ubierać.
Założyłam krótkie jeansowe spodenki i białą koszulkę z czarnym nadrukiem, a na to szary sweterek. Poszłam do łazienki i zaczęłam rozczesywać moje włosy. Kiedy odplątałam ostatni kołtun włosów, wyciągnęłam z szafki kosmetyczkę i zaczęłam nakładać podkład. Właściwie to się nie spieszyłam. Wiedziałam, że mam jeszcze sporo czasu, dlatego wszystko robiłam dwa razy wolniej niż zwykle. Potem pomalowałam rzęsy tuszem, a usta musnęłam malinową pomadką. Wypsikałam się perfumami i wrzuciłam telefon do kieszeni.
Zeszłam powoli po schodach. Moja mama z Tedem leżeli w salonie, nie miałam ochoty na rozmowę z nimi, jednak wiedziałam, że bez tego się nie obejdzie. Zaczęłam ubierać trampki za kostkę, kiedy do przedpokoju weszła moja rodzicielka.
- Gdzie idziesz? - zapytała cicho.
- Um.. - zaczęłam się zastanawiać czy powiedzieć jej prawdę, ale przecież kobieta zaakceptowała to, że spotykam się z Bieberem, dlatego mruknęłam - Do Justina.
- Wiesz, że na noc masz wrócić do domu? - uśmiechnęła się delikatnie.
- Wiem - przytaknęłam - Wrócę przed północą.
- Dobrze, trzymam cię za słowo - kiwnęła głową - Ale pamiętaj, że jeśli się spóźnisz, to pogadamy inaczej.
Mruknęłam cicho 'jasne' i wyszłam z domu. Pod bramą stało już auto Justina, więc przyspieszyłam kroku i wsiadłam do niego.
- Cześć, księżniczko - uśmiechnął się szeroko, ukazując rząd białych zębów.
- No hej - oblizałam usta i bez zastanowienia pocałowałam go w policzek.
Chłopak przeczesał ręką włosy, a potem przekręcił kluczyk w stacyjce i zaczął prowadzić samochód.
- Więc.. już wiesz co powiesz Michaelowi? - zapytał cicho.
- Mniej więcej - odparłam - Pomożesz mi w razie czego? Proszę..
- Nie ma mowy - westchnął - To mój kumpel i nie mam zamiaru go pouczać. To jego sprawa, czy zrobił komuś dzieciaka, czy nie.
- Justin! - odwróciłam się oburzona w jego stronę - Jak możesz tak mówić?
- To może jest trochę brutalne, ale prawdziwe - odpowiedział, nie patrząc na mnie.
 - Świetnie - burknęłam - Czyli jakbym zaszła z tobą w ciąże, a ty byś mnie wtedy zostawił to na przykład gdyby któryś z twoich kolegów chciał mi pomóc to to by było wtrącanie się? I jeśli chciałby ci przemówić do rozumu to według ciebie byłoby to głupie i niepotrzebne?
- My to co innego - zmarszczył czoło - A po za tym, żeby mieć dziecko to trzeba najpierw skończyć z kimś w łóżku. A my jak na razie...
- Okay, przestań! - syknęłam.
Chłopak westchnął i już nie próbował ze mną rozmawiać. Natomiast w mojej głowie pojawiło się mnóstwo myśli. Jego słowa nie były w porządku. Przynajmniej według mnie. I teraz ciągle przypominały mi się słowa mojej mamy. Nie chciałam, żeby miała rację. To normalne - wmawiałam sobie. Każdy chłopak ma swoje potrzeby i Justin nie jest inny. To naturalne - powtarzałam sobie. On wcale nie chce mnie przelecieć, tak po prostu. Dla niego to coś więcej. Tak samo dla mnie. Z nerwów żułam dolną wargę i próbowałam jakoś to zrozumieć.
Kiedy zatrzymał się, przed jak sądzę, Michaela domem, chwyciłam klamkę i obróciłam się w jego stronę.
- Pójdziesz tam ze mną? - mruknęłam z nadzieją.
- Nie, nie chce, żeby..
- Potrzebuje wsparcia - odpowiedziałam bez namysłu i zrobiłam minę smutnego szczeniaczka.
- Ale szybko to załatwimy, prawda? - zapytał.
 Kiwnęłam twierdząco głową, więc chłopak również wyszedł z auta. Gdy stanęliśmy przed drzwiami zrobiło się naprawdę niezręcznie. Bałam się zapukać, dlatego stałam w miejscu jak jakiś kołek i nie potrafiłam się ruszyć. Nie mogłam zmusić swojej ręki, żeby zadzwoniła na dzwonek albo zapukała do drzwi. Włożyłam dłonie do kieszeni i brałam głęboko oddechy.
Zerknęłam na Justina, który opierał się o barierkę. Miał na sobie czarne spodnie i szarą bejsbolówkę, a pod nią białą koszulkę, jego włosy były w lekkim nieładzie. Po chwili, kiedy Bieber zorientował się, że nie mam zamiaru się ruszyć, westchnął i zapukał do drzwi.
Po paru minutach przed nami stanął Michael. Jego blond włosy były postawione do góry i był ubrany w szare spodnie dresowe.
- Um.. cześć? - mruknął niezręcznie, drapiąc się po klatce piersiowej - Coś się stało?
- Przyszłam.. porozmawiać - wymamrotałam, zerkając na chłopaka.
- A o czym? - zapytał z lekkim uśmiechem.
- Mogę wejść? - zaproponowałam - To trochę dłuższa rozmowa, wszystko ci wytłumaczę.
- W porządku, zapraszam - oblizał usta i przepuścił nas w drzwiach.
Weszliśmy do salonu, więc usiadłam na kanapie, a Justin obok mnie. Michael stał naprzeciwko nas i opierał się o ścianę. Był widocznie zaciekawiony, tym co mamy, a raczej ja mam mu do powiedzenia.
- Przyszłam w sprawie Nicki..
- Co z nią? - zapytał i podniósł swoje brwi w zdziwieniu.
- Wiesz, że była w ciąży, prawda? - założyłam kosmyk włosów za ucho i czekałam, aż odpowie.
Justin siedział w milczeniu i tylko przypatrywał się całej sytuacji. Wiedziałam, że nie ma zamiaru mi pomóc, więc nawet o to nie prosiłam.
- Jak to była? - skrzywił się lekko - Przecież powiedziała, że nie potrzebuję mojej pomocy, że da sobie radę..
- Wzięła tabletki poronne - powiedziałam, a w sercu poczułam ukłucie.
Chłopak otworzył szeroko usta i przypatrywał mi się z szokiem oraz zdziwieniem. Nic nie mówił.
- Gdzie ona teraz jest? Jak się czuję? Pytała o mnie? Jak sobie po tym poradziła? Dlaczego do mnie nie zadzwoniła? - zadawał pytania, które nasunęły mu się na język.
- Hej, wolniej, bo nie nadążam - prychnęłam - Z resztą co cię to obchodzi? Powiedziałeś jej, że nie jesteś gotowy na dziecko, że go nie chcesz, więc w czym tkwi problem?
- Ja.. - zająknął się - Po prostu się przestraszyłem. Nie wyobrażałem sobie, że teraz mogę mieć dziecko. To było za dużo i.. jakoś tak wyszło.
- Jakoś tak wyszło - powtórzyłam zimnym tonem - Nicki wyjechała i nawet nie wiesz jak była załamana. Teraz jest już coraz lepiej. Widzisz, poradziła sobie bez ciebie. A dziecka już nie ma. Właśnie tego chciałeś, prawda?
- Przestań - syknął - Nicki była dla mnie ważna, ale nie wyobrażałem sobie z nią reszty życia, rozumiesz? To nie była ta jedyna i..
- Trzeba było o tym pomyśleć, zanim ją przeleciałeś i..
- Grace, przestań - wtrącił się Justin - Wystarczy.
- Nie, nie wystarczy - warknęłam - Nicki żyje ze świadomością, że zabiła swoje dziecko. Wasze dziecko. A to wszystko twoja wina i..
- Grace, koniec - powiedział Justin ostrym tonem i wstał z kanapy.
Pociągnął mnie za rękę, a kiedy wstałam, dodałam:
- Mam nadzieję, że coś zrozumiałeś. Musisz do niej zadzwonić. Proszę, porozmawiaj z nią - mruknęłam.
- Ja.. nie mogę - jęknął i usiadł na fotelu.
- Niby czemu? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Bo już mam dziewczynę. Nie mogę jej tak po prostu zostawić i wrócić do Nicki.. - schował twarz w dłoniach i głośno oddychał.
Już miałam coś odpowiedzieć, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Michael wstał i poszedł je otworzyć. Zerknęłam na Justina, który piorunował mnie swoim spojrzeniem. Zacisnęłam usta w cienką linię, a kiedy usłyszałam znajomy głos, moje serce podskoczyło.
- Cześć, kochanie. Coś się stało?
Obróciłam się i zauważyłam Alex, która składa pocałunek na policzku Michaela.
- Alex? - zapytałam ze zdziwieniem - Ty z nim chodzisz?
- Um.. Grace - uśmiechnęła się delikatnie - Co tu robisz?
- Przyszłam porozmawiać z Michaelem o tym co zrobił Nicki - warknęłam i spojrzałam złowrogim spojrzeniem na chłopaka - Mówiłeś już o tym swojej nowej dziewczynie?
- Grace, skończ już - usłyszałam głos Justina i wręcz brutalnie popchnął mnie w stronę drzwi.
Alex patrzyła na wszystkich ze zdziwieniem, a kiedy wychodziliśmy, usłyszałam jak mówi:
- Co ona miała na myśli? Co zrobiłeś Nicki?
W ciszy ruszyliśmy do samochodu. Justin nawet na mnie nie patrzył. Kiedy znaleźliśmy się w samochodzie, wyjechał z piskiem opon. Jak zauważyłam, że jedzie do swojego domu, mruknęłam:
- Ej, muszę być zaraz w domu - westchnęłam - Wiesz, że moja mama mi nie pozwala u ciebie nocować. Obiecałam jej coś i..
- Chcę z tobą porozmawiać - syknął  i skręcił w lewo.
Jego ton był tak zimny, że poczułam w brzuchu nieprzyjemne ukłucia. Wiedziałam, że rozmawiałam z Michaelem dość.. brutalnie, ale właśnie o to chodziło. On musi poczuć się winny, inaczej nie przeprosi Nicki.
Kiedy wjechał na swój podjazd, wysiadł z samochodu, a mnie z niego wytargał.
- Delikatniej! - wrzasnęłam, kiedy popchnął mnie do salonu.
Chłopak stanął  naprzeciwko mnie i patrzył na mnie złowrogo.
- Przesadziłaś! - krzyknął - Nie widziałaś, że on już nie wytrzymuje? Że jest kompletnie załamany, a twoje docinki zupełnie mu nie pomagały?
- Właśnie o to chodziło! - pokręciłam głową - Miał się źle poczuć. On sprawił, że Nicki wzięła te pieprzone tabletki i..
- Nie, Grace - warknął - Zrozum, to nie jest tylko jego wina. Gdyby twoja siostra nie była taka słaba, to urodziłaby to dziecko tak czy siak. Może właśnie ona nie była na nie gotowa? Może od początku, kiedy dowiedziała się o ciąży chciała ją usunąć?
- W takiej chwili właśnie jest potrzebne wsparcie! Od drugiej osoby! - burknęłam - Gdyby Michael był przy niej, na pewno by tego nie zrobiła, więc to jest jego wina.
- Grace, to jest mój kumpel, a ty go zjechałaś z podłogą - przeczesał nerwowo ręką włosy - Tego dziecka już nie ma, a ty ciągle im o tym przypominasz! To jest sprawa Nicki. Czy widziałaś, że ona próbuje z nim rozmawiać? Czy ona tego chce? Nie. Ty to robisz na siłę.
- Staram się pomóc! To nie ty dostałeś od niej pieprzony list, w którym mówi, że czuję się winna, że zabiła własne dziecko! - krzyknęłam.
- To nie zmienia faktu, że zachowałaś się jak suka bez uczuć - powiedział spokojnie.
Miałam ochotę go uderzyć. Po prostu go zabić. Tu i teraz.
- Wcale się tak nie zachowuje - zaprzeczyłam - Nie masz prawa mnie tak nazywać! To dziecko mogło żyć i gdyby...
- Ale ono nie żyję i przestań w końcu gdybać! - zacisnął usta w cienką linię.
- Mam cię po prostu dość - powiedziałam - Ty mnie nie rozumiesz. To ty się zachowujesz jakbyś nie miał uczuć. To był człowiek, rozumiesz to, kurwa? Miał prawo żyć jak my.
- To właśnie Nicki go zabiła, to ona wzięła te tabletki. Nie Michael. A ty wszystko zwalasz na niego!
Jego słowa były okropne. Nie chciałam tego słuchać. Obróciłam się i poszłam w stronę okna. Musiałam się uspokoić i przemyśleć to. Gdy wpatrywałam się w widok za oknem, usłyszałam trzask drzwi. Justin wyszedł z domu. Jęknęłam ze zdenerwowaniem i usiadłam na podłodze.
Po paru minutach bezczynnego wpatrywania się w sufit, chciałam iść do domu. Nie miałam tutaj nic do roboty, a znając Justina, wróci w nocy. Ja muszę być w domu przed północą, obiecałam to mamie, jednak nie mogę teraz wyjść i zostawić otwartego domu na oścież. Justin wziął ze sobą klucze, więc muszę poczekać.

***
Zerknęłam na zegarek. Była 2:03, a Justina ciągle nie było. Leżałam na jego łóżku i czekałam, aż łaskawie wróci do domu i będę mogła iść do siebie. Napisałam mamie, że wszystko jej później wyjaśnię. Nie odbierałam telefonu, za bardzo się bałam, że na mnie nawrzeszczy czy coś takiego. Nie chciałam się z nią kłócić, miałam nadzieję, że między nami się już ułoży, jednak niestety los chciał inaczej. Westchnęłam i zamknęłam oczy. Powoli odpływałam do krainy snu...
Nie mam pojęcia, czy spałam długo, czy też nie. Minęło mi to strasznie szybko. Obudziłam się, ponieważ usłyszałam, że ktoś wszedł do sypialni. Otworzyłam oczy i zerknęłam w tamtą stronę. Przetarłam zaspane oczy i zauważyłam Justina, który wolnym krokiem szedł w stronę łóżka.
- Twoja suka bez uczuć musiała tutaj siedzieć i czekać, aż.. - zmrużyłam na niego oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej - Co ty robisz?
Chłopak uklęknął przede mną i zaczął mnie głaskać po wewnętrznej stronie ud.
- Kochanie, nie gniewaj się - mruknął i pocałował mnie.
- Boże, przestań! - warknęłam i starałam się od niego oddalić - Jesteś pijany.
Od chłopaka okropnie śmierdziało alkoholem. Westchnęłam i starałam się uspokoić. Moje serce biło nienaturalnie szybko. Właściwie nigdy nie miałam do czynienia z pijanym Justinem, więc nie mam pojęcia do czego jest zdolny.
- Nie jestem pijany - zaprzeczył i zaczął się śmiać.
Po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Chłopak położył dłonie na moich bokach i nachalnie przygwoździł mnie do łóżka. Naparł na mnie całym swoim ciałem i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Puszczaj mnie. Chce iść do domu - warknęłam i starałam się mu wyrwać.
- Shh, kochanie - uśmiechnął się zadziornie i zachichotał - Jesteśmy sami. Możemy ten czas miło spędzić.. - jęknął i zaczął ściskać moje uda.
- Proszę cię, przestań - mruknęłam - Jesteś pijany. Jutro będziesz tego żałował, proszę - westchnęłam i zaczęłam się kręcić.
Chłopak mnie nie zrozumiał. Zaczął się o mnie ocierać, co przestraszyło mnie jeszcze bardziej. Zaczęłam kopać nogami we wszystkie możliwe strony. Moje ręce uderzały we wszystko co napotkały, co chłopaka zezłościło jeszcze bardziej.
- Nie radzę - warknął i chwycił mnie za nadgarstki.
- To boli - jęknęłam, a jego uścisk się wzmocnił.
Położył moje ręce po obu stronach mojej głowy i przycisnął je do łóżka. Do bronienia się zostały mi tylko nogi, dlatego ponownie starałam się go gdziekolwiek kopnąć, ale napierał na mnie tak mocno, że nie mogłam się ruszyć.
Bałam się jak nigdy. Nie wierzyłam, że osoba, którą kocham, może mi zrobić coś takiego. On się nigdy tak nie zachowywał. Chciałam, żeby to był tylko pieprzony koszmar, z którego w każdej chwili mogę się obudzić. Jednak prawda była inna. Justin składał nachalnie pocałunki na mojej szyi i co chwilę zasysał i przegryzał moją skórkę. Po moich policzkach niekontrolowanie spływały łzy. Nie potrafiłam się bronić. Był ode mnie silniejszy. Z resztą co by to dało? Gdybym uciekła, pobiegłby za mną... Nie myślałam racjonalnie, ja się po prostu poddałam.
- Nie rób tego - mruknęłam z rezygnacją ostatni raz, jednak chłopak nie zwracał na to uwagi, tylko otarł się o mnie swoim kroczem jeszcze mocniej.
Wspomnienia wracały. Znowu wyobrażałam sobie tą imprezę, na której zrobiono mi taką krzywdę. Nie chciałam znowu być tak potraktowana. Nie chciałam poczuć go w sobie. Nie mogłam czuć się ponownie jak gówno. Nie wytrzymałabym tego.
Do głowy wpadł mi pomysł. Westchnęłam cicho i starałam się uspokoić. Jeśli chciałam, żeby to się udało, musiałam trzymać nerwy na boku. Uśmiechnęłam się zadziornie i mruknęłam:
- W porządku, zrobimy to - przegryzłam wargę - Ale teraz moja kolej, dobrze? Chce się tobą zająć..
Zdziwiło mnie to, że mój głos się nie załamał. Oblizałam usta i patrzyłam na reakcje chłopaka. Był lekko zdezorientowany, ale zaczął mnie powoli puszczać. Odetchnęłam z ulgą i podniosłam się do pozycji siedzącej. Przycisnęłam swoje usta do jego i zaczęłam poruszać nimi w szybkim tempie. Położyłam dłoń na kroczu chłopaka i lekko je ścisnęłam, na co jęknął. Ponownie się uśmiechnęłam i, kiedy chłopak odchylił głowę i czekał na więcej, bez wahania, kopnęłam go z kolana w najbardziej czułe miejsce i i zrzuciłam go z siebie. Wybiegłam z pokoju i szybko zamknęłam się w łazience.
Odetchnęłam z ulgą, jednak kiedy usłyszałam nagłe pukanie do drzwi moje serce znowu zaczęło cholernie szybko bić. Justin próbował się tutaj dostać.
- Otwieraj to, kurwa! - wrzasnął i walnął ręką w drzwi.
Osunęłam się powoli po ścianie, a kiedy moja pupa uderzyła o zimne płytki, zaczęłam cicho szlochać.
- Ja chce do domu - szepnęłam do siebie i schowałam twarz w dłoniach.





Hej! Tak bardzo chcieliście, żeby coś pomiędzy nimi zaszło, a tu takie coś... Ups, jestem wredna.
Jak Wam się podobał rozdział? Jeśli możecie to rozpisujcie się w komentarzach, ponieważ to naprawdę motywuje! xxx
35 komentarzy = następny rozdział
#Klaudia

poniedziałek, 29 grudnia 2014

26. Zejdź mi z oczu.

- Nie piszę z nim! - momentalnie wstałam z łóżka i stanęłam naprzeciwko Justina.
Chłopak ciągle wpatrywał się w mój telefon i czytał kolejne sms-y.
- Grace, on ci groził! - pokręcił głową i spoglądnął na mnie - Miałaś zamiar mi o tym powiedzieć?
- Miałam zamiar.. oczywiście, że miałam - wymamrotałam - Po prostu byłam pewna, że to mu się znudzi. Że zaraz przestanie.
- Ale nie przestał - powiedział Justin ze złością.
- Wiem o tym.
Bawiłam się materiałem koszulki i wpatrywałam się w swoje bose stopy. Nie wiedziałam co powiedzieć. Czy przeprosić? Właściwie nie miałam obowiązku powiedzenia mu o tych sms-ach. One były tylko i wyłącznie do mnie. Wiem, że Justin jest moim chłopakiem i w sumie powinien o tym wiedzieć, ale nie chciałam go martwić.
- Wiesz, że związek polega na zaufaniu? - zapytał cicho - Myślałem, że jesteś ze mną szczera.
- Bo jestem! - krzyknęłam.
- Właśnie widzę - zaśmiał się cynicznie.
Zmarszczyłam brwi i popatrzyłam mu prosto w oczy. Nie wierzyłam, że to mówi. Przecież to on nie był ze mną szczery. To on ukrywał przede mną, że sprzedaje narkotyki i inne gówna oraz to, że bierze udział w nielegalnych wyścigach.
- Justin, przepraszam. Powinnam była ci o tym powiedzieć..
- Zejdź mi z oczu - warknął i przeszedł obok mnie, szturchając mnie ramieniem.
- Co? - zapytałam zdezorientowana i obróciłam się w jego stronę.
Właśnie usiadł na łóżku i ciągle wpatrywał się w moją komórkę.
- Słyszałaś, wyjdź stąd - syknął, nie patrząc na mnie.
Przegryzłam wnętrze policzka i popatrzyłam w sufit. Próbowałam się uspokoić, ale jak widać na marne, ponieważ moje serce biło nienaturalnie szybko i nie mogłam uspokoić swojego oddechu.
- W takim razie oddaj mi mój telefon - warknęłam i zacisnęłam zęby.
Pewnie bym się teraz rozpłakała. W takich sytuacjach zawsze płaczę i to jest cholernie wkurzające, ponieważ pokazuje swoje emocje. Daje satysfakcję innej osobie, widzi, że ma na mnie wpływ, że boli mnie to co mówi. Ale postanowiłam się zmienić. Już nie mam zamiaru tego robić. Będę silna i koniec z użalaniem się nad sobą przy innych ludziach.
- Nie ma mowy - pokręcił głową - A wiesz co mnie wkurwia najbardziej? - kiedy nic nie odpowiedziałam, chłopak dokończył - Właśnie dostałaś wiadomość z pytaniem czy już mnie przekonałaś, że mam nie startować w wyścigu w grudniu.
- Justin, ja..
- Wczoraj pytałaś się o ten wyścig! Więc dzisiaj pewnie chciałaś mnie przekonać, abym nie startował, prawda? I to, że wyszłaś do mnie nago było częścią planu?! - krzyknął.
- Nie, jasne, że nie! To był wypadek. A z tym wyścigiem to dla twojego dobra! - syknęłam i przegryzłam wargę.
- Co ci Luke powiedział? Jak przekonał moją własną dziewczynę, żeby była przeciwko mnie? - zapytał i i uniósł swoje krzaczaste brwi.
- Nie jestem przeciwko tobie! - próbowałam się bronić.
- No powiedz czym ci zagroził? - zapytał, śmiejąc - Że wsadzi ci kutasa w dupę? Przestraszyłaś się? - zapytał, sztucznie się uśmiechając.
Te słowa bolały. Cholernie bolały, ale wiedziałam, że na nie zasługuję. Nawet nie miałam siły się unosić. Nie chciałam krzyczeć, denerwować się. Justin miał w pełni rację i dobrze o tym wiedziałam. Mogłam mu powiedzieć o tych wszystkich wiadomościach, ale jednak tego nie zrobiłam.
 Uśmiechnęłam się delikatnie i mruknęłam:
- Nie - pokręciłam głową - Tym, że uszkodzi ci hamulce w aucie i możesz zginąć na miejscu - powiedziałam na wydechu.
Jego twarz trochę złagodniała. Zerknął na mnie z żalem w oczach. Nie mam pojęcia, czy to był żal do mnie, czy może żal do samego siebie.
Chwyciłam swoje majtki, które leżały na podłodze i wyszłam z pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi i wsunęłam na siebie dolną bieliznę. Westchnęłam cicho i zeszłam po schodach na dół.
Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Usiadłam niezręcznie na kanapie i głęboko oddychałam.
Zastanawiałam się co Justin miał na myśli mówiąc "Zejdź mi z oczu". Czy chce żebym poszła już do domu? Czy może chodziło o to, żebym po prostu teraz mu nie przeszkadzała i nie denerwowała go jeszcze bardziej? Z nudów włączyłam telewizor i przeskakiwałam z kanału na kanał. Nie mogłam się wygodnie usadowić. Ciągle się wierciłam i z nerwów obgryzałam paznokcie.Chciałam iść do Justina, spróbować porozmawiać, jeszcze raz przeprosić, ale za każdym razem, kiedy postanawiałam wstać z sofy, moje ciało nie mogło wykonać żadnego ruchu. Cholernie się bałam. Nie chciałam wkurzać go jeszcze bardziej, wiedziałam, że jest teraz zły, więc nie mogłam się przełamać i iść do niego. Nie chciałam żeby znowu na mnie wybuchnął (chociaż ma do tego w pełni prawo).
Po jakiejś godzinie bezsensownego wpatrywania się w telewizor, postanowiłam, że pójdę do Biebera. Przeproszę go ponownie, a jeśli on tego nie przyjmie to pójdę do.. Tak, właśnie. Gdzie pójdę? Do domu na pewno nie. Nie ma mowy. Właściwie mogłabym przenocować u Alex albo Sama. Właśnie w takich chwilach można poznać, czy ma się prawdziwych przyjaciół, czy też nie.
Kiedy już miałam wstać z kanapy, usłyszałam trzask drzwi, który dobiegł z góry. Momentalnie moje serce zaczęło szybciej bić i poczułam nieprzyjemne ukłucie w brzuchu. Podłoga zaskrzypiała, a na schodach pojawił się Justin. Złapałam z nim kontakt wzrokowy i gdy miałam się uśmiechnąć, on szybko to przerwał i pokręcił zawiedziony głową.
Już nie miał na sobie szarych spodni dresowych. Założył jasne rurki i o rozmiar za dużą, białą koszulkę. Na jego lewej ręce pojawił się złoty zegarek, a na szyi łańcuszek.
- Justin, możemy porozmawiać? - zapytałam i wstałam z kanapy.
- Teraz nie mam czasu - odparł bez emocji i przeszedł przez salon, kierując się do kuchni.
Poszłam za nim, a kiedy otworzył lodówkę i wyciągnął z niej sok, znowu zaczęłam:
- Potrzebuję pięciu minut, proszę.. - wymamrotałam, przegryzając dolną wargę.
Miałam nadzieję, że da mi te pieprzone pięć minut. Chciałam wyjaśnić to wszystko. Nienawidzę się z nim kłócić, jednak los sprawia, że robię to coraz częściej.
- Wychodzę - warknął i zrobił łyk soku.
- Justin, no proszę cię.. - westchnęłam - Czemu nie możesz..
- Cześć - mruknął i poszedł do przedpokoju.
Ruszyłam za nim i zobaczyłam, że ubiera buty.
- Gdzie idziesz? - zapytałam.
Kiedy nic nie odpowiedział, znowu zaczęłam:
- Czyli teraz się nie będziesz do mnie odzywał? Świetnie - syknęłam - To oddaj mi mój telefon.
- Potem - odpowiedział szybko i wyszedł z domu.
Miałam ochotę rozwalić wszystkie meble w tym domu. Kopnąć cokolwiek by się dało, jednak wiedziałam, że tym rozzłościłabym Justina jeszcze bardziej, dlatego głęboko westchnęłam i pobiegłam na górę. Na łóżku leżał laptop Biebera dlatego włączyłam go i zaczęłam wchodzić na różne portale. Starałam się zabić nudę. Gdyby był tu Justin miałabym mnóstwo pomysłów byleby tylko spędzić z nim miło czas, jednak samej.. chciałam, aby czas szybko minął i żeby Justin wrócił do domu. Nie miałam pojęcia gdzie jest. Właściwie podejrzewałam, że pojechał do Luke'a. Tylko po co? Co on chce zrobić? Czy ma już jakiś plan? W mojej głowie było mnóstwo pytań, jednak nie potrafiłam na nie odpowiedzieć. Mogłam się jedynie domyślać. Cały dzień spędziłam na nic nie robieniu. Właściwie to czekałam. Ciągle zerkałam przez okno. Miałam nadzieję, że Bieber zjawi się lada chwila. Jednak kiedy zegar pokazywał 22:00 zaczęłam się martwić. Dzisiejszego dnia nic nie jadłam. Mój żołądek był pełen emocji i nie miałam na nic ochoty. W ogóle nie czułam głodu. Chciałam tylko do niego zadzwonić, jednak nie miałam telefonu. To sprawiło, że denerwowałam się jeszcze bardziej i nie potrafiłam przestać o nim myśleć.
Pogasiłam wszystkie światła na dole i szybkim krokiem poszłam do łazienki. Wzięłam szybką kąpiel, nie miałam ochoty na relaksowanie się w wannie pełnej piany. Chciałam tylko, żeby Justin wrócił cały i zdrowy. Kiedy założyłam koszulkę i bokserki chłopaka, weszłam na jego łóżko i owinęłam się kołdrą. Nie miałam tutaj swoich czystych ubrań, więc musiałam chodzić w jego. Właściwie lubiłam to robić, jego ciuchy były o wiele wygodniejsze od moich. Próbowałam zająć czymś swoje myśli, jednak prędzej czy później i tak myślałam o nim. Nie miałam na to wpływu. Na łóżku ciągle się wierciłam i nie potrafiłam zasnąć. Z nudów już nawet zaczęłam liczyć owce, jednak to też nie pomagało. Zasnęłam dopiero o 3:00 nad ranem z głową pełną myśli.

Obudziło mnie ciche chrapanie. Momentalnie podniosłam się do pozycji siedzącej i popatrzyłam w lewo. Obok mnie leżał Justin. Uśmiechnęłam się szeroko, ponieważ był tutaj. Cały i zdrowy.
- Jesteś - szepnęłam cicho, jednak chłopak musiał to usłyszeć, ponieważ zaczął powoli otwierać oczy.
Przetarł oczy i spoglądnął na mnie, ale nic nie powiedział. Po prostu wstał z łóżka i zaczął ubierać spodnie dresowe. Przyjrzałam mu się bliżej i wtedy zobaczyłam, że jego dolna warga jest opuchnięta. Podeszłam do chłopaka i stanęłam naprzeciwko niego.
- Nic ci nie jest? - zapytałam cicho i dotknęłam jego ust - Boli?
- Trochę - westchnął i lekko się uśmiechnął - Ale nie chcesz wiedzieć jak Luke wygląda - zaśmiał się pod nosem, a potem spoważniał - Nie masz się już czym martwić. Przysięgam, że on już nie będzie cię niepokoił.
- Co mu zrobiłeś? - zapytałam, czując lekką ulgę.
- Po prostu z nim porozmawiałem - odpowiedział z lekkim uśmiechem na ustach.
- Właśnie widzę - pokręciłam głową i przejechałam kciukiem po jego dolnej wardze.
Chłopak odsunął moją dłoń, a potem chwycił mój telefon, który leżał na półce i mi go podał.
- Proszę - mruknął - I w sumie powinnaś pogadać z mamą. Ciągle do ciebie dzwoni.
- Teraz muszę zrobić co innego - westchnęłam - Przepraszam - powiedziałam szybko, a potem stanęłam na palcach i przycisnęłam swoje usta do jego.
Chłopak na początku nic nie zrobił. Widocznie był zaskoczony moim zachowaniem, albo zastanawiał się nad tym czy ciągle się na mnie gniewa. Jednak po chwili odpowiedział na pocałunek i położył swoje dłonie na moich bokach, a ja chwyciłam jego brodę i starałam się go do siebie przybliżyć jeszcze bardziej. Uwielbiam jego usta, były tak cholernie miękkie i delikatne. Smakował jak mięta, czyli idealnie.
Kiedy oderwałam się od niego, popchnęłam go lekko na łóżko. Wiedziałam, że muszę mu to wynagrodzić. Chciałam spędzić ten czas z nim. Tylko z nim. Musiałam mu pokazać jak bardzo mi na nim zależy.
- Takiej ciebie nie znałem - chłopak się zaśmiał, a po chwili dodał - Nie żeby mi to przeszkadzało.
Uśmiechnęłam się lekko i usiadłam okrakiem na chłopaku. Spokojnie leżał na łóżku i czekał na to co się wydarzy. Zaczęłam składać mokre pocałunki na jego szyi, co chwila ocierając się o niego, na co cicho jęczał. Powoli czułam jak coś pode mną rośnie. Uwielbiałam to, ponieważ wtedy wiedziałam, że umiem go podniecić. Przegryzłam wargę i ściągnęłam koszulkę, którą miałam na sobie. Siedziałam na nim w samych bokserkach i patrzyłam mu głęboko w oczy. Widziałam w nich pożądanie oraz podniecenie. Przejechałam dłonią po jego klatce piersiowej, a potem chwyciłam materiał bokserek. Lekko się zawahałam. W mojej głowie pojawiło się mnóstwo myśli. Czy chce to zrobić? Czy jestem gotowa? Czy to wszystko nie przywoła tych cholernych wspomnień? Czy dam radę? Ufałam Justinowi, do tego nie miałam żadnych wątpliwości. Wiedziałam, że przenigdy by mnie nie skrzywdził, ale jednak gdzie głęboko w głowie siedziała mi ta jedna myśl, która nie pozwala mi tego zrobić. Nie chciałam znowu poczuć tego uczucia. W głowie miałam już zapisane, że to jest złe, że to tylko ból i cierpienie. Z moich myśli wyrwał mnie głos Justina:
- Boże, tak cholernie chce w ciebie wejść - jęknął i przejechał dłonią po moich brzuchu oraz przycisnął swoje krocze do mojego.
Jęknęłam na to uczucie. Musiałam to zrobić. Nie, nie musiałam. Chciałam tego. W końcu  trzeba się przełamać. Trzeba pokonać swoje słabości.
Podniosłam się trochę, żeby ściągnąć bokserki. Chwyciłam kawałek materiału, i kiedy już miałam to zrobić... usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Nieeee - warknął Justin - Nie teraz. Zupełnie o tym zapomniałem.
- O czym? - zapytałam zdezorientowana i wstałam z łóżka.
Chłopak ubrał koszulkę i chwycił się za krocze. Widziałam tam duże wybrzuszenie. Założyłam szybko ubrania, które miałam na sobie w dniu wyścigu i przeczesałam włosy dłonią, otarłam pot z czoła i czekałam na jego odpowiedź.
- O czym zapomniałeś? - zapytałam już lekko poirytowana.
- Będziemy mieli gościa. Na całą noc - odpowiedział szybko - Idź im otworzyć, a ja pójdę do łazienki - wskazał brodą na swoje krocze i wyszedł z pokoju.
Moje serce zaczęło szybciej bić. Nie wiedziałam co ma na myśli. Kto ma niby tutaj nocować? Zaczęłam się trochę stresować. Czy to jakaś dziewczyna? Boże..
Kiedy dzwonek znowu zadzwonił, pobiegłam po schodach na dół i stanęłam przed drzwiami. Przejrzałam się szybko w lustrze. Na szczęście nie wyglądałam jakbym miała właśnie zamiar uprawiać seks. Pokręciłam  głową i otworzyłam drzwi.
Ku mojemu zaskoczeniu, zobaczyłam.. dwie dziewczyny. Uśmiechnęłam się lekko i poczułam, że moje ciało ogarnia duża ulga.
- Dzień dobry - powiedziałam do mamy Justina.
- Cześć, kochanie - uśmiechnęłam się szczerze i lekko mnie przytuliła.
- Hej, Jazzy - kiwnęłam głową i wzięłam ją na ręce, a dziewczynka objęła moją szyję i wtuliła się we mnie.
Pattie trzymała w ręku różowy plecak, a po chwili położyła go na ziemi i poprawiła swój szal oraz ściągnęła okulary przeciwsłoneczne.
- A gdzie Justin? - zapytała.
- Um, on się.. kąpie - wymamrotałam, lekko speszona.
- A tak. Mówił ci, że Jazzy zostaje u niego na noc? - oblizała powoli usta i czekała na moją odpowiedź.
- Nie, ale cieszę się z tego powodu - kiwnęłam głową - Jazzy na pewno nie będzie się z nami nudzić.
- Na pewno - zaśmiała się - Justin kazał mi odpocząć i powiedział, że zajmie się swoją siostrą.
- Aw, to uroczo z jego strony - przytuliłam mocniej dziewczynkę, a potem postawiłam ją na podłodze - W takim razie życzę miłego odpoczynku.
- Dziękuje, kochanie - uśmiechnęła się - Jazzy ma wszystko w plecaku. Jest tam pidżama, szczoteczka, zabawki. Wzięła też jakieś kolorowanki i swoje ulubione bajki. Jakbyście czegoś nie wiedzieli to dzwońcie. Jak przyjdę po nią jutro rano.
- Właściwie to chyba możemy ją odwieźć - odpowiedziałam - Nie sądzę, że to będzie jakiś problem.
- A nie, nie trzeba - założyła kosmyk swoich włosów za ucho - Jutro rano musimy pogadać.
- Um.. w porządku - przegryzłam wnętrze policzka z nerwów.
- A ty mam nadzieję, że śpisz w gościnnych pokoju? - zapytała z uśmiechem na ustach.
- Oczywiście - kiwnęłam głową.
Nie mogłam powiedzieć jej prawdy. Zresztą niczego złego nie zrobiliśmy... jeszcze.
- W takim razie do jutra -  mruknęłam.
- Do zobaczenia - pożegnała się ze mną i pogłaskała Jazzy po główce - Bądź grzeczna - zwróciła się do swojej córki i wyszła z domu.
Spoglądnęłam na dziewczynkę. Miała zrobionego warkocza na boku i różowe getry oraz białą koszulkę z jakąś postacią z bajki.
- Jesteś głodna? - zapytałam cicho.
- Nie - pokręciła głową, chwyciła swój plecak i pobiegła w stronę sofy.
Usiadłam obok dziewczynki i przyglądałam się jej poczynaniom. Zaczęła wyciągać ze swojej torby kolorowanki oraz zabawki i kładła je na stole.
Po chwili przyszedł Justin, zbiegł po schodach i kucnął obok dziewczynki.
- Cześć, księżniczko - powiedział wesołym tonem i wziął ją na ręce.
Patrzyłam na nich z czystą przyjemnością, wyglądali razem tak słodko. Bieber podrzucił ją parę razy w powietrze, a potem usiadł na kanapie i posadził ją sobie na kolanach.
- Chcecie kolorować ze mną kolorowanki? - zapytała wesołym tonem i wyciągnęła z plecaka kredki.
- Jasne - odpowiedzieliśmy w tym samym czasie i zaśmialiśmy się cicho.
Dziewczynka położyła na stole kredki oraz kolorowanki i zrzuciła z niego niepotrzebne zabawki.
- Jazzy.. - westchnął Justin - Nie rób tutaj syfu.
Skarciłam chłopaka wzorkiem, a jego młodsza siostra odpowiedziała:
- I tak już tutaj jest.
Zaczęłam się głośno śmiać, a Bieber pacnął mnie lekko w czoło.
- No co? - starałam się uspokoić swój napad śmiechu - Mówi prawdę.
- Siedź cicho - mruknął chłopak i zaczął kolorować smoka na zielono.
Uśmiechnęłam się i wróciłam do swojego zajęcia. Po parunastu minutach malowania, włączyłam telewizor i przełączyłam na kanał muzyczny. Muzyka leciała w tle, a rodzeństwo kolorowało dalej.
- Justin? - zapytałam cicho.
- Mhm? - mruknął, nie patrząc na mnie.
Był nieźle zaangażowany w dokładne pokolorowanie rysunku.
- Jak chcesz to mogę tu posprzątać - wzruszyłam ramionami - Twoja mama jutro przychodzi, więc fajnie by było jakby było tutaj czysto.
- Naprawdę ci się chce? - zerknął na mnie z niedowierzaniem.
- No tak - zaśmiałam się.
- Dzięki - pocałował mnie w czoło i lekko się uśmiechnął.
Kiwnęłam głową i pobiegłam na górę. Zaczęłam od jego sypialni. Poukładałam wszystkie rzeczy na półkach, brudne ubrania wrzuciłam do kosza na pranie i pościeliłam łóżko. W łazience powiesiłam czyste ręczniki i  w każdym pokoju przewietrzyłam. Włączyłam swój telefon do ładowania i pobiegłam na dół. W kuchni pochowałam czyste naczynia do półek, a brudne włożyłam do zmywarki. Przejechałam mokrą ściereczką po blatach, a kiedy to zrobiłam poszłam do łazienki, powiesiłam tu również czyste ręczniki i poukładam równo żele pod prysznic. Na koniec został mi salon. Wszystkie puszki, które walały się na podłodze wrzuciłam do kosza, a ubrania dałam do prania. Nuciłam pod nosem piosenkę, która leciała właśnie w telewizji i poukładałam równo poduszki na sofie. Zauważyłam, że Justin mi się przygląda, dlatego mruknęłam:
- Co?
- Nic - westchnął i lekko się uśmiechnął - Po prostu pasujesz mi tutaj. Zachowujesz się jakby to był twój dom, czujesz się tutaj tak.. swobodnie. Wyglądamy trochę jak rodzina - zaśmiał się cicho - Podoba mi się to.
Przegryzłam dolną wargę i mimowolnie uśmiechnęłam się na jego słowa. To było cholernie urocze. Właściwie też się tak poczułam. Wyglądaliśmy i zachowywaliśmy się trochę jak rodzina. Kiedy dom był już w miarę ogarnięty, usiadłam obok nich i zauważyłam, że już nie kolorują.
- To co teraz robimy? - zapytał Justin, głaskając dziewczynkę po głowie.
- Chodźmy na dwór. Masz piłkę? - zapytała Jazzy i pisnęła wesoło.
- Myślę, że powinienem mieć - odparł i poszedł ubrać buty, a potem wyszedł z domu.
Razem z Jazzy również ubrałyśmy buty i wyszłyśmy na zewnątrz. Poszłyśmy na tyły ogrodu i czekałyśmy, aż chłopak wróci. Słońce mocno grzało, było bardzo ciepło, ale chłodny wiatr sprawiał, że nie czułam tego aż tak. Po chwili Justin przyszedł do nas z piłką do koszykówki. Podał ją siostrze, a ta wymamrotała:
- Stańcie w kółku - zaśmiała się - Będziemy rzucać do siebie.
Jakąś godzinę spędziliśmy na rzucaniu do siebie. Kiedy Jazzy była już trochę znudzona, postanowiliśmy, że pójdziemy do domu. Usiedliśmy w salonie i wpatrywaliśmy się w siebie. Byłam ciekawa na co dziewczynka  ma teraz ochotę.
- Jestem trochę głodna - mruknęła i chwyciła się za brzuch - Grace, umiesz gotować?
- No, kochanie - zaśmiał się Justin - Ugotujesz nam coś?
Otworzyłam szerzej oczy, ponieważ.. nie, lepiej nie.
- Nie ma mowy - odparłam szybko - Nie chce was otruć - zaśmiałam się cicho.
- To co powiecie na pizzę? Możemy zamówić - powiedział Justin, na co jego siostra głośno pisnęła.
- Uwielbiam pizzę - zaśmiała się wesoło i pobiegła na górę po telefon Justina.

***
Wieczorem, kiedy trzeba było iść już spać, mieliśmy mały problem z Jazzy, ponieważ ona ciągle chciała się bawić.
- Księżniczko, na dzisiaj wystarczy - westchnął Justin i starał się złapać dziewczynkę, która ciągle mu uciekała.
Przyglądałam się tej sytuacji z rozbawieniem. Chłopak nie mógł jej złapać, właściwie już nie miał siły gonić, był zmęczony, natomiast jego siostra miała tyle energii, że sama w to nie wierzyłam. Nie miałam pojęcia skąd ją bierze.
- Musisz iść się już umyć, a potem spać - powiedział chłopak i w końcu ją złapał.
- Ale ja chce się jeszcze bawić! - pisnęła i starała się wydostać z jego uścisku - Albo chociaż obejrzeć jakaś bajkę..
- Już oglądałaś - zaśmiał się Justin i chwycił jej plecak - Idziemy się myć.
- Co? - zapytała zdezorientowana dziewczynka - Nie możesz mnie myć! - wrzasnęła.
- Czemu? - zapytał zdziwiony chłopak i zerknął na nią.
- Jesteś chłopakiem... - zaśmiała się cicho i pokręciła główką.
- No to co? - uśmiechnął się - Jestem twoim bratem.
- Ale ja nie chce - znowu zaczęła mu się wyrywać.
- Nie możesz iść sama się myć - mruknął już lekko zirytowany.
- To mogę iść z Grace! - wrzasnęła - Ona jest dziewczyną.
- No chyba jest - mruknął Justin, za co oberwał ode mnie poduszką w głowę.
Popatrzyłam na nią ze zdziwieniem i tylko kiwnęłam głową. To było miłe, że chciała abym to właśnie ja ją umyła.
- No to chodźmy - przegryzłam wnętrze policzka i podeszłam do nich.
Kiedy Justin odstawił siostrę na podłogę, chwyciłam ją za rękę i przewiesiłam sobie przez ramię jej różowy plecak. Poszłyśmy na górę do łazienki i zamknęłam drzwi. Włączyłam wodę w wannie i zaczęłam wyciągać z jej torby pidżamę, dziecięcy żel oraz szczoteczkę. Wyciągnęłam z półki czysty ręcznik i położyłam go na blacie. Dziewczynka zaczęła myć zęby, a ja przyglądałam jej się. Była taka urocza.
- Długo jeszcze? - powiedziała i popluła się.
- Uh, a ile zazwyczaj myjesz zęby? - zapytałam.
- 3 minuty - powiedziała i wypluła pastę.
- To jeszcze chwilkę - westchnęłam i spojrzałam na Jazzy, która kiwnęła głową.
Kiedy wypłukała wodą jamę ustną, zaczęła ściągać swoje ubranka, a potem pomogłam jej wejść do wanny. Podałam jej żółtą kaczkę, którą chwyciła i wrzuciła do wody. Po chwili wypłynęła na powierzchnię i przemieszczała się powoli.
Usiadłam na zamkniętej ubikacji i zapytałam:
- Dobrze się dzisiaj bawiłaś?
- Tak - kiwnęła głową - Lubię się bawić z tobą i Justinem.
- To miłe - zaśmiałam się - My też się z tobą lubimy bawić.
- Będę do was przychodzić częściej - uśmiechnęła się - Dobra?
Kiwnęłam głową. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi, na co Jazzy pisnęła przestraszona.
- Spokojnie - zaśmiałam się - To tylko Justin.
Podeszłam do drzwi  i uchyliłam je lekko, tak aby chłopak niczego nie zauważył.
- Długo jeszcze? - mruknął - Nudzi mi się.
- 10 minut - odpowiedziałam z uśmiechem - Wiesz co? Coraz bardziej lubię twoją siostrę. Jest przesłodka.
- Możemy sobie zrobić podobną - zaśmiał się, na co moje policzki się zaczerwieniły.
- Przestań! - pacnęłam go dłonią - Jeszcze Jazzy usłyszy.
- Trudno - wzruszył ramionami - Ale mówię poważnie. Jak już położymy ją spać, to musimy dokończyć to co zaczęliśmy rano.. - poruszył sugestywnie brwiami i cmoknął mnie w usta.
Uśmiechnęłam się i, kiedy zamykałam drzwi, usłyszałam jego głos:
- Proszę, pospieszcie się!
Zaśmiałam się cicho i chwyciłam żel oraz gąbkę.
- To teraz musisz się umyć. Zrobisz to sama czy ci pomóc? - zapytałam.
- Sama - uśmiechnęła się dumie - Jestem już duża.
- Okay - kiwnęłam głową - W takim razie masz - i podałam jej żel oraz gąbkę.
Kiedy dziewczynka się umyła i wypłukała, wypuściłam wodę z wanny i owinęłam ją w ręcznik. Gdy wytarła się do sucha, ubrałam ją w pidżamę i rozpuściłam jej włosy.
- Mogę iść na barana? - zapytała, uśmiechając się.
- Ja tu nie widzę żadnego barana - rozglądnęłam się wokół pomieszczenia.
- Hm.. - zaczęła się zastanawiać - No to nie będziesz moim baranem. Będziesz moim rumakiem, okay? - pisnęła wesoło.
- Niech będzie - kiwnęłam głową i wzięłam ją na plecy.
Jak wyszłyśmy z łazienki, ruszyłyśmy do gościnnego pokoju. Tam już czekał Justin.
- W końcu - westchnął i wziął dziewczynkę na ręce - Umyta?
- Tak - odpowiedziała i przytuliła się do niego.
Położył ją na łóżku i owinął kołdrą, zapalił małą lampkę i pocałował ją w czoło.
- Dobranoc, księżniczko - szepnął.
- Ale mi się nie chce spać - jęknęła niezadowolona.
- Jest już późno - westchnął.
- Pa, Jazzy - mruknęłam i wyszłam z pokoju zaraz za Justinem.
Chłopak zamknął za nami drzwi i poszedł szybkim krokiem w stronę swojej sypialni.
- W końcu sami - westchnął i dotknął mój policzek.
- Ty chyba nie myślisz, że teraz to zrobimy? - zapytałam zdezorientowana.
- A czemu nie? - zmarszczył czoło.
- Przecież Jazzy jest w pokoju obok! - krzyknęłam szeptem.
- Będziemy cicho - mruknął i zaczął składać pocałunki na moim policzku, a potem na szyi.
Zaczął ją ssać i co chwila przegryzać. Wiedziałam, że jutro będę musiała chodzić w rozpuszczonych włosach, żeby zakryć malinki przed jego mamą.
Popchnął mnie lekko na łóżko i usiadł na mnie okrakiem. Zaczął obmacywać mnie przez koszulkę, aż w końcu wsunął swoje dłonie pod nią. Malował różne wzorki na moim ciele, co sprawiało, że przez moje ciało przechodził miły dreszcz. Nie kontrolując tego co robię, otarłam się o niego. Chłopak uśmiechnął się i poruszył zabawnie brwiami, po czym położył dłonie na moim kroczu i lekko je ścisnął.
Podniosłam się do pozycji siedzącej i przycisnęłam swoje usta do jego. Kiedy pociągnęłam jego dolną wargę w dół, a moje ręce znalazły miejsce pod jego koszulką, usłyszałam kroki bosych stóp. Momentalnie oderwałam się od Justina i starałam się uspokoić swój oddech. Położyłam się jak najdalej od Biebera i czekałam na to co teraz zrobi Jazzy. Czy pójdzie do łazienki? A może przyjdzie do nas? Zamknęłam oczy i nasłuchiwałam. Po chwili do sypialni weszła młodsza siostra chłopaka i wślizgnęła się na łóżko.
- Mogę z wami spać? - zapytała cicho.
- Jasne - powiedziałam głosem pełnym emocji.
Moje ciało ciągle były podniecone i nie bardzo wiedziałam jak się uspokoić. Miałam wielką ochotę poczuć w sobie chłopaka, jednak nie było mi to dane.
Justin jęknął z niezadowolenia i powiedział:
- Jazzy, tutaj nie ma miejsca - syknął - Będzie ciasno.
- Justin - westchnęłam, starając się, aby był milszy dla swojej siostry - Zmieścimy się.
- Jak chcesz to możesz iść do tamtego pokoju, a ja zostanę z Grace - odpowiedziała i przytuliła się do mnie.
Zaśmiałam się niemo i przytuliłam się do dziewczynki. Chłopak pokręcił głową i położył się obok nas. Po chwili wszyscy zaczęliśmy zapadać w sen.

Obudził mnie dzwonek do drzwi. Jazzy i Justin jeszcze spali. Wiedziałam, że nie mają zamiaru wstawać. Westchnęłam z niezadowoleniem i pobiegłam na dół.  Ogarnęłam lekko włosy i otworzyłam drzwi. Stała tam Pattie. Jak zawsze była uśmiechnięta.
- Dzień dobry - przywitałam się grzecznie - Jazzy jeszcze śpi.
- A Justin?
- Też - kiwnęłam głową i już miałam zamknąć za nią drzwi, kiedy kobieta mnie zatrzymała.
- Poczekaj..
- Co się stało? - zapytałam lekko zdezorientowana.
- Mówiłam ci, że musimy pogadać, prawda? - uśmiechnęłam się lekko.
- No tak - przegryzłam wnętrze policzka i założyłam kosmyk swoich włosów za ucho.
- Pójdę po Justina i pogadamy w czwórkę.. - mruknęła.
- W czwórkę? - zapytałam z szeroko otwartą buzią.
- Twoja mama też chce z wami pogadać. Czeka na dworze - powiedziała, uśmiechając się pocieszająco.





Na początku małe przeprosiny! Rozdział miał być wczoraj, ale niestety się nie wyrobiłam. Mam nadzieję, że miło spędziliście Święta :D A teraz życzę Wam udanego sylwestra i szczęśliwego Nowego Roku. A jak Wam się podoba rozdział? Wyraźcie swoją opinię w komentarzach ♥ Byłoby mi miło jakbyście się rozpisali, ponieważ uwielbiam czytać Wasze komentarze. To nieźle motywuje! xxx
Jeśli to przeczytałaś, skomentuj!
A jeśli chcesz być informowana, to zapraszam do zakładki INFORMOWANI.
35 komentarzy = kolejny rozdział. 
Do następnego x
#Klaudia

niedziela, 21 grudnia 2014

25. Twoje ciało należy do mnie.

- Skończyłeś? - zapytałam Justina, który właśnie zamknął maskę swojego samochodu.
- Mhm - przytaknął i wytarł brudne od smaru ręce w ścierkę.
Uśmiechnęłam się lekko i podeszłam do chłopaka. Nie wyglądał na zmartwionego. Był szczęśliwy. Uśmiech z jego twarzy nie schodził nawet na minutę. To sprawiło, że poczułam się źle, ponieważ te wyścigi sprawiały mu tyle frajdy, a ja chciałam go od tego odciągnąć.
- Heej! - usłyszałam dobrze mi znany głos.
Odwróciłam głowę i ujrzałam Alex, która biegła w moją stronę. Jej długie, czarne włosy były spięte w wysokiego koka na czubku głowy, a na siebie nałożyła krótkie, jeansowe spodenki i czerwoną koszulę w kratę, czarne trampki za kostkę oraz złoty zegarek dopełniały jej strój.
- Cześć - przywitałam się i mocno ją przytuliłam.
- Cieszę się, że przyjechałaś - odpowiedziała i uśmiechnęła się dumnie.
- A gdzie Zayn? - zapytałam, rozglądając się.
Teraz było już tutaj więcej osób, ale atmosfera ciągle mnie przytłaczała. Nie lubiłam tego miejsca, jednak starałam się tego nie okazywać.
- Gdzieś tam - wskazała palcem za siebie - Sprawdza jeszcze samochód.
- Nie wiedziałam, że on też się ściga - mruknęłam z lekkim żalem.
- Teraz już wiesz! - pisnęła wesoło i podeszła bliżej auta Justina, aby je obejrzeć.
Spoglądnęłam na chłopaka, który wytarł dłonie w swoje spodnie i objął mnie w pasie.
- Muszę iść - powiedział cicho.
- Gdzie? - zapytałam przerażona.
Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym zostać w takim miejscu zupełnie sama. Fakt, jest tutaj też Alex, ale to właśnie Justin sprawia, że czuję się bezpiecznie.
- Idę potwierdzić mój udział w wyścigu - mruknął i lekko się ode mnie odsunął - Poczekaj tu na mnie, dobrze?
Kiedy kiwnęłam głową, chłopak cmoknął mój policzek i ruszył przed siebie. Westchnęłam cicho i podeszłam do Alex, która właśnie skończyła oglądać jego samochód.
- Jest cudowny! - krzyknęła.
- Justin? Wiem o tym.. - zaczęłam, ale mi przerwano.
- Co? Mówię o aucie - zaśmiała się - Justin na pewno też, ale jego samochód to miazga. Nie zdziwię się jak wygra.
- Taa - mruknęłam zrezygnowana - A tak właściwie jaka jest nagroda?
- Każdy z uczestników musi dać wyznaczoną kwotę pieniędzy. Wygrany zgarnia wszystko - wytłumaczyła poważnym tonem, a ja tylko przytaknęłam, więc dziewczyna wyciągnęła telefon i zaczęła coś na nim pisać.
Po chwili wrócił Justin. W ręku trzymał jakąś kartkę, którą szybko schował do samochodu. Nie pytałam o to. Właściwie nie zwróciłam na to uwagi. Byłam bardziej zajęta tym, że zaraz rozpocznie się wyścig.
- Wygram to - powiedział Bieber i położył swoje dłonie na moich policzkach - Dla ciebie.
- Nie, Justin - pokręciłam głową - Nie chcę żebyś tego robił dla mnie. W ogóle nie chce żebyś tego robił. Po prostu wyjdź z tego cały i zdrowy. Tylko o to proszę, jasne?
- Jasne - uśmiechnął się lekko - Będziesz pierwszą dziewczyną do której podejdę, jak przejadę metę - szepnął mi do ucha.
- No i chyba jedyną - zmarszczyłam brwi i wpatrywałam się w niego.
- Racja - zaśmiał się cicho.
Uśmiechnęłam się i przycisnęłam swoje usta do jego. Owinęłam ręce wokół jego szyi, aby być jeszcze bliżej chłopaka. Po chwili polizał moją dolną wargę, dlatego rozchyliłam usta najbardziej jak potrafiłam. Jego język znalazł się w mojej buzi i szukał mojego. Kiedy go odnalazł, zaczęliśmy toczyć namiętną walkę między sobą. Nie wiem czy to były tylko moje odczucia, ale Justin jakby chciał mnie uspokoić. To miało mi dać siłę na czas, kiedy go nie będzie.
Naszą intymną chwilę przerwał męski głos:
- Uczestników zapraszamy na start. Wyścig zaraz się rozpocznie - powiedział ktoś przez megafon.
- Nie denerwuj się za bardzo - powiedział Justin, kiedy oderwał się ode mnie i pogłaskał mój policzek, a po chwili wsiadł do swojego samochodu i podjechał kawałek.
Stanęłam bliżej Alex i zaczęłam wpatrywać się w ustawiające się auta na starcie. W brzuchu poczułam nieprzyjemny ucisk, kiedy zauważyłam Luke'a, Sama i Camile stojących przy drzewie. Westchnęłam i przytuliłam się do ciemnowłosej, a ta momentalnie mnie objęła.
- Ile trwa ten cały wyścig? - zapytałam roztrzęsionym głosem.
- Muszą przejechać 1 kółko wokół tej dzielnicy. To jakieś 3 minuty, jak się pospieszą - odpowiedziała i znowu wyciągnęła swój telefon, po czym wystukała na nim odpowiedź.
- Z kim tak piszesz? - zapytałam i starałam się zobaczyć nadawcę, ale niestety na marne, ponieważ dziewczyna momentalnie odsunęła ode mnie komórkę.
- Z nikim ważnym - mruknęła wymijająco i spoglądnęła na samochody - Mam nadzieję, że Zayn da sobie radę.
- Na pewno da - oblizałam usta i przycisnęłam się mocniej do Alex.
Po chwili usłyszałam głos mężczyzny, który mówił przez megafon:
- Trzy! Dwa! Jeden! Start! I ruszyli!
Przegryzłam wnętrze policzka i wpatrywałam się w wyjeżdżające z piskiem opon samochody. Właściwie to skłamałabym, gdybym  powiedziała, że patrzyłam na wszystkie auta. Mój wzrok był skupiony tylko i wyłącznie na Justinie. Dopiero teraz poczułam jak cholernie się denerwuje. Mój żołądek był wypełniony najróżniejszymi emocjami, które sprawiały, że miałam ochotę zwymiotować. Przełknęłam nerwowo ślinę i ostatni raz spojrzałam na białe Lamborghini, które skręciło w pierwszy zakręt. Był na równi z pomarańczowym samochodem. Nie mam pojęcia do kogo należał, ale jechali bardzo blisko siebie.
Po paru sekundach usłyszałam znudzony głos Alex:
- Muszę siku - westchnęła - Zaraz wracam.
- A gdzie jest łazienka? - zapytałam momentalnie - Pójdę z tobą.
- Tutaj nie ma łazienki - zaśmiała się cicho i pokręciła głową - Idę w krzaki.
- Ach, dobrze - mruknęłam - W takim idź i się pospiesz.
Alex obróciła się na pięcie i poszła w stronę drzew. Nie patrzyłam już na nią. Czekałam tylko na Justina, który musi do mnie wrócić. Cały i zdrowy. Musi, obiecał mi. 
Kiedy wpatrywałam się w drogę, z której miał wyjechać Bieber, zobaczyłam dwie postacie idące w moim kierunku. Przegryzłam nerwowo wargę i skupiłam swój wzrok na dwóch chłopakach. Kiedy zdjęli kaptury, rozpoznałam ich twarz. Momentalnie poczułam nieprzyjemny ucisk w brzuchu, a przez całe moje ciało przeszedł dreszcz. Gdy zrobili dwa kroki w przód, ja zrobiłam trzy w tył. Widząc moje zachowanie, cicho się zaśmiali.
- Nic ci nie zrobimy, chcemy tylko pogadać - mruknął Luke i chwycił mnie za ramię.
 Nie szarpałam się ani nie wołałam o pomoc. Właściwie to nie wiem czemu. Chyba byłam ciekawa, tego co mają mi do powiedzenia.
Kiedy odeszliśmy trochę od tłumu ludzi, Jaxon zaczął:
- Wiem, że Justin jest dla ciebie ważny i nie chcesz, żeby cokolwiek mu się stało, dlatego słuchaj..
- Mamy dla ciebie pewną propozycję - dołączył Luke - O ile wiesz, kolejny wyścig jest w grudniu. Nie możesz dopuścić do tego, aby Justin wziął w nim udział.
- Niby czemu? - zapytałam zdziwiona.
Właściwie to też nie chciałam, aby brał w nim udział, ale oni mieli na pewno inne powody niż martwienie się o niego.
- Dziwnym trafem mógłby mieć uszkodzone hamulce czy coś takiego - odpowiedział z uśmiechem Jaxon.
- A chyba nie chciałabyś żeby zginął na miejscu, prawda? - zaśmiał się gorzko Luke - Sądzę, że nie, dlatego radzę ci. Trzymaj Biebera z dala od wyścigów.
- Czemu to robicie? - otworzyłam szerzej usta i wpatrywałam się w nich z obrzydzeniem.
- Takie mamy zlecenie. Nasz szef zawsze zajmuję drugie miejsce, dlatego.. - zaczął Jaxon, ale jego przyjaciel mu przerwał.
- Zamknij się, kurwa - warknął - Nie twój interes, słońce - zwrócił się do mnie - A teraz stąd spadaj i pamiętaj o tym co ci powiedzieliśmy.
Przegryzłam wnętrze policzka i pobiegłam w stronę tłumu ludzi, którzy zaczęli wrzeszczeć i klaskać. Przepchałam się przez wszystkich, dzięki czemu byłam na samym przodzie. W oddali zauważyłam dwa auta, jechały z zawrotną prędkością w naszą stronę. Przymrużyłam oczy i zauważyłam.. białe Lamborghini Justina oraz pomarańczowy samochód  z czarnymi pasami po bokach. Jechali cholernie blisko siebie, co mnie przeraziło. Żułam dolną wargę, a w moim brzuchu czułam nieprzyjemne ukłucia. Czekałam na to co się wydarzy.
Auta zbliżały się coraz szybciej i szybciej, a kiedy pomarańczowy samochód lekko odjechał od Justina, a następnie sam w nie mocno uderzył, moje serce na moment się zatrzymało. Zamknęłam oczy, nie będąc w stanie na to patrzeć. Po chwili otworzyłam je i zobaczyłam, że Justina właśnie wjechał na metę, a tamten samochód wpadł do rowu. Zmarszczyłam brwi w zdziwieniu. Ciągle wpatrywałam się w pomarańczowy samochód, starałam się zobaczyć kto to jest. Kto chciał zrobić krzywdę mojemu chłopakowi? Niestety nie było mi to dane, ponieważ widok zasłonił mi Justin. Momentalnie się uśmiechnęłam, a Bieber mocno przycisnął swoje usta do moich, dlatego bez wahania odpowiedziałam na pocałunek.
- Mówiłem, że wygram - powiedział, kiedy oderwał się ode mnie - Obiecałem ci to.
- Dziękuje - szepnęłam i wtuliłam się w jego klatkę piersiową.
- A teraz idę po nagrodę - krzyknął wesoło i pobiegł w stronę mężczyzny, który trzymał w ręku megafon.
Odetchnęłam z ulgą, ponieważ moje wszystkie złe przeczucia odeszły. Nie było tak źle, jednak.. słowa Luke'a i Jaxona dotarły do mnie bardzo dobrze i jestem pewna, że nie pozwolę mu wystąpić w kolejnym wyścigu. Wiem, że to grudzień. Już mnie tutaj nie będzie, ale.. może tata zgodzi się, abym spędziła święta właśnie tutaj? I wtedy Justin nie pojedzie w wyścigu. Zrobię co w mojej mocy, aby był bezpieczny.
Starałam się zobaczyć, kto wysiada z pomarańczowego samochodu, ale niestety nic nie widziałam. Ludzie mi wszystko zasłaniali. Inni kierowcy też już się powoli zjeżdżali. Każdy chciał się znaleźć przy swoich znajomych, przez co zrobił się kompletny chaos. Odszukałam wzrokiem samochód Justina i stanęłam obok niego.
Po chwili chłopak wrócił z jakimś druczkiem i schował go do tylnej kieszeni spodni.
- Jedziemy? - zapytałam cicho.
- Tak - uśmiechnął się lekko - Właściwie teraz jest organizowana impreza w klubie, ale założę się, że nie masz na nią ochoty..
- Uh.. - wymamrotałam - Jeśli ty chcesz to mogę pojechać. Masz prawo świętować swoje zwycięstwo.
Chłopak wyglądał jakby się zastanawiał, a po chwili mruknął:
- Wolę spędzić ten czas z tobą. Jedziemy do mnie?
- Jasne - uśmiechnęłam się szeroko i wsiadłam do jego samochodu.
Kiedy zapinałam pasy, zauważyłam, że parę osób podchodzi do Justina, gratuluje mu i przybija piątki. Gdy objęła go blondynka o długich nogach, poczułam ucisk w moim sercu. Jednak kiedy Justin nawet jej mocno nie przytulił, tylko lekko poklepał po plecach i wsiadł do samochodu, uśmiechnęłam się w duchu.
Mam najwspanialszego chłopaka na świecie.
- Wygrałem, wygrałem, wygrałem.. - zaśpiewał Justin, kiedy wjechał na drogę.
- Wiem o tym - zaśmiałam się - Jestem z ciebie dumna.
Justin pokiwał głową i zaczął w skupieniu prowadzić samochód, dlatego nie przeszkadzałam mu. Włączyłam radio i wpatrywałam się w przednią szybę. Miałam wielką ochotę zaglądnąć do schowka i zobaczyć co jest na kartkach, które blondyn prawdopodobnie ukrywał przede mną. Jednak nie mogłam zrobić tego teraz. Nawet gdybym miała okazję i byłabym sama, nie zaglądnęłabym tam. To grzebanie w cudzych rzeczach. Nie chciałabym aby on zrobił mi coś takiego, dlatego ja nie mogę być taka ciekawska.
Westchnęłam i ułożyłam się wygodniej w fotelu. Nuciłam pod nosem piosenkę, a za każdym razem, kiedy patrzyłam na Justina, który się uśmiechał miałam w brzuchu motylki. Gdy on jest szczęśliwy, ja również.
Droga minęła dość szybko. Wiedziałam, że będę musiała porozmawiać z Justinem o tym jak zachowałam się dzisiejszego dnia w moim domu. Trochę się bałam, ponieważ.. właściwie mam nadzieję, że pozwoli mi u siebie zamieszkać. Chociaż na chwilę. Nie mam zamiaru wracać do mojej pieprzonej matki. Wyraziła się jasno. Pokażę, że ją słucham i już nigdy nie wrócę do domu.
- Nad czym tak myślisz? - zapytał Justin i odpiął pas.
- Ogólnie - odpowiedziałam wymijająco, również odpięłam pas i wyszłam z samochodu.
Chłodne powietrze uderzyło w moje ciało, dlatego szybkim krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Kiedy Justin zamykał bramę, poczułam wibrację w kieszeni, dlatego wyciągnęłam komórkę i zobaczyłam, że mam 15 nieodebranych połączeń od mamy.
- Pieprzyć to - syknęłam i wyłączyłam telefon.
Gdy wkładałam urządzenie z powrotem do swoich spodni, Justin otworzył mi drzwi, dlatego weszłam i ściągnęłam w przedpokoju buty. W domu było ciepło i przytulnie, więc momentalnie się uśmiechnęłam. Panujący tutaj nieporządek również mi pasował. Sama nie uwielbiałam sprzątać, dlatego rozumiałam chłopaka.
- Jesteś zmęczony? - zapytałam, kiedy stanęliśmy obok schodów.
- Nie - wzruszył ramionami - A ty?
- W sumie to też nie - uśmiechnęłam się.
- To co chciałabyś robić? - zapytał i poszedł w stronę kuchni.
Obserwowałam każdy jego ruch. Patrzenie na niego sprawiało mi cholerną przyjemność, a myśl 'on jest moim chłopakiem' powodowała wybuch miliona motylków w moim brzuchu. Justin wyciągnął z lodówki butelkę wody i zrobił parę łyków.
- Daj mi się napić - mruknęłam i wyciągnęłam dłoń w jego stronę.
- Nie, kochanie - zaśmiał się i pokręcił głową.
Zmarszczyłam brwi w zdziwieniu i zrobiłam krok w jego stronę, dlatego on zrobił krok w tył. Zaśmiałam się i zaczęłam iść w stronę kuchni. Zatrzymałam się zaraz przy blacie stołu, Justin stał naprzeciwko mnie.
- Złap mnie, księżniczko - powiedział z uśmiechem na ustach i zaczął biegnąć w stronę schodów.
Po chwili już był na górze, dlatego pobiegłam za nim, a kiedy usłyszałam jak zamyka drzwi swojej sypialni, lekko się uśmiechnęłam.
Szłam wolnym krokiem przez korytarz, a gdy nacisnęłam klamkę i pchnęłam drzwi, trochę się przestraszyłam. W pokoju było ciemno i nigdzie nie widziałam Justina. Weszłam wgłąb pokoju, a kiedy usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, moje serce zaczęło bić 2 razy szybciej niż powinno. Poczułam owijające się wokół mnie ramiona, dlatego odetchnęłam z ulgą. Justin zaczął się śmiać i wziął mnie na ręce.
- Bałaś się? - szepnął mi do ucha.
- Co? Niby czego? - prychnęłam - Wiedziałam, że tu jesteś - wzruszyłam ramionami.
- Tak? To dlaczego twoje serce bije strasznie szybko? - położył mnie na swoim łóżku i dotknął swoją dłonią moją pierś.
- Bo.. cóż, nie lubię ciemności - odpowiedziałam i przegryzłam nerwowo wargę.
- Jaaasne, w takim razie zapalę lampkę - odparł z uśmiechem i obrócił się w stronę półki.
Po chwili w pokoju było już jasno, ponieważ małe światełko padało z  kąta pokoju.
- Dziękuje - mruknęłam i przytuliłam się do chłopaka.
- Powtórzę pytanie. Co chcesz robić? - zapytał z uśmiechem na ustach i zaczął składać mokre pocałunki na mojej szyi.
- Um.. przytulać się! - pisnęłam wesoło i odsunęłam go lekko od siebie.
- Przytulać? - powtórzył rozbawionym tonem - Jeśli tego chcesz to w porządku - westchnął - Masz wodę - podał mi plastikową butelkę, a ja pokręciłam głową.
- Już mi się nie chce pić - mruknęłam i wtuliłam się w niego mocniej.
- Jesteś niemożliwa - zaśmiał się i rzucił picie na podłogę.
Justin objął mnie ramieniem, a ja położyłam głowę na jego klatce piersiowej. Nasze nogi były ze sobą splątane, przez co było mi strasznie ciepło. Jego organizm dawał mi niezwykłe gorąco.
- Justin? - mruknęłam po chwili ciszy.
- Hm?
Jego dłoń głaskała moje plecy, więc delektowałam się tym uczuciem. Sprawiał, że zapominałam o wszystkim i liczył się tylko i wyłącznie on.
- Kto jechał w pomarańczowym samochodzie? - zapytałam ściszonym głosem.
- Grace, serio chcesz rozmawiać o wyścigu? - wymamrotał w moje ucho.
- Nie - pokręciłam głową.
Wiedziałam, że rozmowa na ten temat zazwyczaj prowadzi do kłótni, dlatego wolałam nie ryzykować.
- No właśnie - oblizał wargi i cmoknął mnie w czoło - Nie przejmuj się tym.
- Justin, ale on chciał... nie! On nie chciał. On to zrobił. Wjechał w ciebie. Jestem tak cholernie wdzięczna Bogu za to, że właśnie on za to zapłacił, a nie ty..
- Kochanie, przestań - mruknął pocieszająco - Takie są właśnie wyścigi. Nie rozmawiajmy o tym.
- W porządku. Ale jeszcze jedno pytanie.. czy ty masz zamiar startować kolejnych wyścigach? - zapytałam na wydechu.
- Uh, skąd wiesz, że są kolejne? - przestał mnie głaskać i spoglądnął na mnie lekko zdezorientowany.
- A są? - zapytałam.
- No tak - westchnął - Pewnie wezmę w nich udział. Ale jest jeszcze sporo czasu.  A teraz ja mam do ciebie pytanie. Co miałaś na myśli mówiąc, że straciłaś dach nad głową? - podniósł swoją lewą brew w pytaniu.
- To nieważne - przegryzłam wnętrze policzka.
- Ważne, ważne - powiedział pewnym siebie tonem - No mów.
- No bo.. pokłóciłam się z moją matką i właściwie. Dobra, to była trochę moja wina. Bo wiesz, ciągle chodziłam zła. Przez te wyścigi byłam nieźle zestresowana i całą swoją złość wyrzuciłam na moją mamę. Niechcącą.. - westchnęłam i przytuliłam go mocniej.
- Ale nadal nie rozumiem co to ma do stracenia dachu nad głową.. - mruknął zdezorientowany.
- No bo zabroniła mi się z tobą widywać i powiedziała, że jeśli teraz wyjdę, to mogę już nie wracać - powiedziałam, a mój głoś się załamał.
Po moim policzku spłynęła łza, więc zacisnęłam zęby. Starałam się nie pokazywać swoich emocji, ale to było silniejsze ode mnie. To naprawdę bolało. Słowa mojej mamy były jak nóż wbity w serce. Jednak udawałam, że mnie to w zupełności nie obchodzi. Nie wiem czy mi to wychodziło. Chyba nie, sądząc po tym, że moje policzki były mokre od łez.
- Shh, nie płacz, kochanie - powiedział pocieszająco Justin - Na pewno nie miała tego na myśli. Dobrze wiesz, że w nerwach mówi się różne rzeczy..
- Ale ona tak naprawdę powiedziała. Wiem to. Nie widziałeś jej wzroku, ona naprawdę chciała żebym się wyniosła - westchnęłam i schowałam swoją twarz w zagłębieniu jego szyi.
- Grace, zaufaj mi - powiedział cicho i ponownie zaczął mnie głaskać po plecach - Ona naprawdę nie miała tego na myśli. Nawet nie wiesz ile ja rzeczy powiedziałem swojej matce, chociaż tak nie myślałem. Po prostu chciałem, żeby cierpiała. W tamtym momencie, oczywiście. A potem tego żałowałem i starałem się zrobić wszystko, żeby się pogodzić. Wiadomo, wybaczyła mi, ale i tak wiem, że ciągle pamięta to co jej powiedziałem.
- Ale ja nie chcę do niej wrócić - wymamrotałam przez łzy - Naprawdę nie chce. Nienawidzę jej..
- Shhh.. nie mów tak - westchnął i przytulił się do mnie mocniej.
Nawet nie wiedząc, kiedy zasnęłam. Było mi tak cholernie dobrze, ale jednocześnie źle. Dobrze, ponieważ byłam w ramionach mojego chłopaka i czułam się bezpiecznie, a źle, bo w głowie ciągle widziałam Jaxona i Luke'a, którzy chcą skrzywdzić Justina oraz moją mamę, która nie akceptuje naszego związku.

Obudziłam się przez szum wody, który dobiegał z łazienki. Obróciłam się na drugi bok i zauważyłam, że leżę sama w łóżku. Westchnęłam i podniosłam się do pozycji siedzącej. Czułam się naprawdę nieświeżo, dlatego postanowiłam, że również pójdę się umyć. Justin był w łazience na dole, co oznaczało, że mam całą wannę na górze dla siebie.
Uśmiechnęłam się w duchu i wstałam z łóżka. Szybkim krokiem poszłam do łazienki i włączyłam wodę. Kiedy spoglądnęłam w lustro, przestraszyłam się. Wczorajszej nocy płakałam, więc mój tusz był kompletnie rozmazany. Westchnęłam i wsadziłam twarz pod wodę. Przemyłam się parę razy, a kiedy nie było już ani trochę brudu, ściągnęłam ubrania i wskoczyłam do wanny. Wiedziałam, że w spodniach mam telefon. Chciałam go włączyć i sprawdzić kto do mnie dzwonił. Właściwie, gdy widziałam tyle nieodebranych połączeń od mamy.. to sprawiło, że poczułam się trochę ważna. Wiedziałam, że jej na mnie zależy, ale to dzwonienie pokazywało, że w to uwierzyłam. Momentalnie sięgnęłam po komórkę, która znajdowała się na podłodze i ją włączyłam. Powiadomienia zaczęły przychodzić, a uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Mama dzwoniła jakieś 30 razy w ciągu nocy. Zastanawiałam się czy oddzwonić.. ale jednak.. za każdym razem, kiedy chciałam to zrobić w głowie miałam jej słowa. Jeśli teraz wyjdziesz, to możesz już nie wracać. Nie wiem ile czasu minęło, ale naprawdę długo zastanawiałam się nad tą decyzją. Pokręciłam głową i zacisnęłam zęby w złości. Nie oddzwonię, nie ma mowy. Niech się pieprzy. Mam w dupie to czy się martwi.
Gdy namydliłam się żelem Justina, szybko się spłukałam i wyszłam z wanny. Chciałam się owinąć ręcznikiem, ale.. nie było. Rozglądnęłam się jeszcze raz, ale nigdzie go nie widziałam. Posprawdzałam wszystkie półki, ale tam też nie było. Świetnie. Jestem cała mokra i bez ręcznika. Westchnęłam i położyłam wszystkie swoje ubrania na półce, chwyciłam do ręki telefon i wyszłam z łazienki.
- Justin! - zawołałam.
Nikt nie odpowiadał, dlatego spróbowałam jeszcze raz:
- Justin?! - krzyknęłam i zaglądnęłam do sypialni, ale tam go nie było.
Nie słyszałam już szumu wody dobiegającego z dołu, co oznaczało, że wziął już prysznic. Kiedy wyszłam z sypialni, usłyszałam jego głos:
- Co chcesz?
Jest na dole - było pierwszą myślą, która wpadła mi do głowy. Westchnęłam i spoglądnęłam w dół na swoje ciało. Czy mogę tak wyjść i zapytać się o ręcznik? To byłoby niezręczne, ale przecież.. już widział moje ciało, więc co za różnica? Po za tym nie wiem czemu, ale niedawno, kiedy patrzył na mnie i komplementował moje ciało to czułam się cudownie. Sprawiał, że byłam doceniana i miałam ochotę pokazywać mu siebie za każdym razem, kiedy tylko chciał. Przegryzłam wargę ze zdenerwowania. Czy jestem na to gotowa? Tak. Chce żeby znowu mnie taką zobaczył. W mojej głowie słyszałam mały głosik, który mówił 'uwielbiasz go kusić'. Cóż, taka była prawda. Naprawdę byłam zdziwiona swoim nagłym zachowaniem, ale już postanowiłam. Położyłam komórkę na stoliku, który znajdował się na korytarzu i ruszyłam dzielnym krokiem w stronę schodów. Zamknęłam oczy i odetchnęłam głęboko. Kiedy znalazłam się na najwyższym schodku, otworzyłam oczy i zauważyłam Justina, dlatego szybko zapytałam:
- Mogę dostać jakiś ręcznik?
Uśmiechnęłam się lekko. Bieber siedział na stole w kuchni i wyglądał na zszokowanego. Czy dobrze? Właśnie nie.. był jakby zawstydzony, dlatego zmarszczyłam brwi w zdziwieniu i spoglądnęłam na niego, czekając na to co powie. Jednak siedział cicho, tylko wpatrywał się przed siebie, dlatego podążyłam za jego wzrokiem i wtedy zobaczyłam... jakiś chłopak siedział naprzeciwko niego i wpatrywał się we mnie z wymalowanym szokiem i podnieceniem na twarzy. Rozchyliłam usta ze zdziwienia i poczułam, że moje policzki są momentalnie gorące. Nie mówiąc nic, odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do jego pokoju. Z moich oczu napłynęły łzy, ręce zaczęły się trząść, a w brzuchu poczułam nieprzyjemne ukłucia. Założyłam na siebie jego koszulkę, która leżała na krześle, położyłam się na łóżku i owinęłam kołdrą. Nie mam pojęcia co to był za chłopak. Nigdy nie widziałam go wcześniej.. chociaż może był na wczorajszym wyścigu, ale nie jestem pewna. Miał brązowe loki i tego samego koloru oczy. Był trochę wyższy od Justina. Westchnęłam i uderzyłam się otwartą dłonią w czoło. Dlaczego muszę być taka głupia? Co mi strzeliło do głowy? Pokręciłam głową i zacisnęłam mocniej zęby. Nie chciałam płakać. Właściwie to nie był powód do płaczu, ale czułam się niezręcznie, cholernie niezręcznie. Nie miałam pojęcia jak zareaguje Justin. Czy będzie zły? A może mnie pocieszy? Otarłam pojedynczą łzę z policzka i westchnęłam cicho.
- Ta, jasne. Siema - usłyszałam głos Justina z dołu.
Przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Wiedziałam, że teraz będzie chciał mnie zobaczyć. Schowałam się głębiej w kołdrze i patrzyłam na zamknięte drzwi. Usłyszałam skrzypienie schodów. To sprawiło, że przestraszyłam się jeszcze bardziej. Te sekundy trwały wieczność. Zacisnęłam ręce w pięści i czekałam, aż chłopak wejdzie do pokoju. Po chwili drzwi się uchyliły, a w sypialni znalazł się Bieber. Był zły, widziałam to.
- Grace, co ci strzeliło do głowy?! - wrzasnął na cały dom.
- Skąd mogłam wiedzieć, że ktoś jest na dole? - zapytałam spokojnie, chociaż miałam ochotę wybuchnąć.
Też byłam zła. Nie na niego. Na siebie.
- Nie słyszałaś dzwonka do drzwi? Albo że z kimś rozmawiam?! - krzyknął - O ile mi wiadomo, nie gadam ze sobą, więc to chyba jasne, że ktoś był na dole.
- Naprawdę nie słyszałam - starałam się usprawiedliwić - Po za tym czemu się tak denerwujesz? Nic się takiego nie stało! Nie wrzeszcz na mnie!
Właściwie stało się. Czułam się trochę jak dziwka. Nie wierzyłam, że ten chłopak widział całe moje ciało, ale przecież to był tylko wypadek. Gdybym wiedziała to na pewno nie zeszłabym tak ubrana. A raczej nieubrana. 
Po tych słowach twarz Justina trochę złagodniała. Westchnął i podrapał się niezręcznie po karku. Przegryzłam wnętrze policzka i czekałam na to co zrobi. Nie byłam pewna czy nadal jest zły, ale jak na razie wolałam się nie odzywać.
Chłopak podszedł do mnie i usiadł obok mnie na łóżku.
- Jasne, masz rację. Poniosło mnie, ale zrozum. Twoje ciało należy do mnie.. nikt nie ma prawa go widzieć, ani dotykać. Tylko ja mogę..
- Wiem, Justin ...
Usłyszałam dźwięk, który sygnalizował, że dostałam sms-a. Pokręciłam głową i chciałam dokończyć to co mówiłam:
-  Tylko ty możesz mnie...
I znowu ten denerwujący dźwięk. Westchnęłam i podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Przyniosę ci go to możesz odebrać wiadomość - powiedział chłopak i wyszedł z sypialni.
- Możesz ją przeczytać! - krzyknęłam - To pewnie od mamy.
Ale potem przypomniało mi się, że przecież dostaje też sms-y od Luke'a. Moje serce przyspieszyło swoje bicie do maksimum. Przegryzłam dolną wargę, miałam nadzieję, że ta wiadomość to tylko jakaś durna reklama albo coś takiego.
Kiedy Justin wszedł do pokoju z telefonem w ręku i wpatrywał się jego ekran, moje serce się załamało. Jego mięśnie się napięły, a twarz  się skrzywiła.
- Skąd masz numer Luke'a?! - wrzasnął - Czy ty do kurwy nędzy z nim piszesz?!



Cześć kochani! Na samym początku chciałabym wszystkim życzyć Wesołych Świąt! Mam nadzieję, że spędzicie je w rodzinnym gronie ♥ A co do rozdziału, jak Wam się podoba? Wyraźcie swoją opinię w komentarzach, bo jest to dla mnie cholernie ważne i tylko dzięki niej mam ochotę pisać kolejny rozdział
Jeśli to przeczytałaś, skomentuj!
A jeśli chcesz być informowana, to zapraszam do zakładki INFORMOWANI.
35 komentarzy = kolejny rozdział. 
Do zobaczenia x
#Klaudia

niedziela, 14 grudnia 2014

24. Jeśli teraz wyjdziesz, to możesz już nie wracać.

Kiedy czytałam tego sms-a moje ręce zaczęły się trząść, a serce przyśpieszyło bicie do maksimum. Położyłam telefon na półce i spoglądnęłam na Justina, który smacznie spał. Westchnęłam i wstałam z łóżka, gdy ubrałam moją koszulę i majtki, zaczęłam iść w stronę łazienki. Gdy szłam korytarzem nie kontrolowałam łez spływających po mojej twarzy. Ktoś może powiedzieć, że przesadzam, ale to co czułam w tym momencie było nie do opisania.
Przymknęłam cicho drzwi i spoglądnęłam w lustro. Mój makijaż był całkowicie rozmazany, dlatego wzięłam papier toaletowy i zaczęłam zmywać go wodą. To było trochę trudne, ale Justin na pewno nie miał mleczka do demakijażu, więc nawet nie zaglądałam do półek. Kiedy moja twarz była już czysta, usiadłam na zamkniętej ubikacji. Przetarłam dłonią mokre od łez policzki i patrzyłam na ścianę. Ta wiadomość sprawiła, że teraz wiem do czego jest zdolna Camila. Te całe zadania podczas gry w butelkę nie były przypadkowe. Ona zrobiła to specjalnie. Chciała pokłócić mnie i Justina, a najgorsze jest to, że wciągnęło w to też mojego przyjaciela. Nawet Sam jest przeciwko mnie. Wiedziałam, że muszę powiedzieć mamie o moim związku z Justinem. Nie ma innej możliwości, ponieważ gdyby zrobiłaby to Camila, byłaby wściekła. Lepiej żebym ja to załatwiła. Muszę zdążyć zanim ona to zrobi. Ale z drugiej strony.. czy warto? Jeśli teraz nie zerwę z Justinem to ta dziewczyna zrobi coś innego. Może nawet gorszego. Czy jest sens walczyć? Wiadomo, zależy mi na Bieberze, ale wiem, że ona się nie podda. Zrobi wszystko żeby nas rozdzielić i bardzo dobrze pokazała to dzisiejszego dnia. A jeśli powiem mamie o tym, że jestem z Justinem, to.. czy zrobi mi coś tak okropnego i spakuje moje walizki i zawiezie do ojca? Czy jest do tego zdolna? Na początku mnie ostrzegała, ale przecież to co zakazane, jest najlepsze, prawda? Tak czy inaczej, muszę jej powiedzieć. Postaram się zrobić to jak najlepiej potrafię i właściwie nie muszę zbytnio kłamać. Justin jest cudowny i nie zrobił mi nic złego. W porównaniu do innych osób. Ale tak cholernie boję się jej o tym powiedzieć. Tak samo Bieberowi. On myśli, że moja mama wie, że się z nim spotykam. A jeśli się spotkają, to co zrobi Justin? Przecież to właśnie moja rodzicielka zniszczyła małżeństwo jego rodziców. Tak cholernie mi za nią wstyd.
Kiedy uspokoiłam swój oddech, znowu wybuchnęłam głośnym płaczem. To wszystko było tak trudne. Nie chciałam dawać satysfakcji Camili, a przede wszystkim stracić Justina. Ale również bałam się powiedzieć mamie o naszym związku, a także jej reakcji.
Zatkałam dłonią usta, żeby nie obudzić Justina moim szlochem. Miałam tak dużo wyjść z tej chorej sytuacji, ale nie miałam pojęcie, którą wybrać. Wszystkie wydawały mi się beznadziejne.
Po chwili usłyszałam ciche kroki. Otworzyłam szerzej oczy i rozglądnęłam się po łazience. Chciałam się schować, ale potem pomyślałam, że to beznadziejny pomysł. Przecież świeci się tu światło, więc wiadomo, że tutaj jestem. Przetarłam szybko twarz i spoglądnęłam na drzwi. Po paru sekundach usłyszałam ciche pukanie i dźwięk otwieranych drzwi. Do łazienki wszedł Justin w szarych spodniach dresowych. Nie patrzyłam na niego. Nie potrafiłam. Byłam już pewna swojej decyzji i bałam się jego reakcji. Zamknęłam oczy, czując wzrok chłopaka na sobie. Po chwili poczułam głaskanie na mojej nodze, ale nadal nie otwierałam oczu. Nie reagowałam na nic.
- Co jest? - zapytał cicho - Zrobiłem coś nie tak?
Poczułam ukłucie w sercu. On myśli, że to jego wina, że płaczę przez niego. Prawda jest zupełnie inna, ale nie mogę pokazać mu tego sms-a.
- Nie - szepnęłam i pokręciłam przecząco głową.
- To czemu płaczesz? - zapytał.
Poczułam jak głaska mój policzek. Delektowałam się jego dotykiem, ale po chwili opamiętałam się i odsunęłam jego dłoń.
- Nie rób - mruknęłam i otworzyłam oczy.
Chłopak kucał na podłodze, pomiędzy moimi nogami. Kiedy nawiązałam z nim kontakt wzrokowy, poczułam nieprzyjemny ucisk w moim brzuchu. W jego oczach widziałam smutek i zdezorientowanie jednocześnie. Odwróciłam wzrok, ale nie na długo, ponieważ jego dłoń złapała moją brodę i zmusiła do popatrzenia na niego.
- Co się stało? - zapytał, marszcząc czoło.
- Nic - westchnęłam i zamrugałam mocniej oczami, żeby powstrzymać łzy, które chciały się z nich wydostać - Po prostu.. to się nie uda - powiedziałam szybko.
Wiele osób pewnie myśli, że się poddałam. Ale ja po prostu nie mam siły na walkę. Nie mam szans z Camilą i dobrze o tym wiem. Ona prędzej czy później i tak się dorwie do Justina, więc lepiej odpuścić teraz niż wpaść głęboko w to gówno. Potem nie będę mogła się z tego wydostać i będzie boleć 2 razy mocniej niż teraz.
- Co się nie uda? - mruknął - Czekaj, bo nie za bardzo rozumiem. Jesteśmy razem jakąś godzinę, a ty ze mną zrywasz?
- No bo.. - oblizałam powoli usta - To się nie uda. Tyle.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Plątałam się we własnych słowach. Nie miałam dobrego wytłumaczenia i w tej chwili nie potrafiłam nic powiedzieć, co by go przekonało.
- Mówisz bez sensu - pokręcił głową - Kochanie, co się stało? Przecież widziałem jak się cieszyłaś, kiedy powiedziałem, że jesteś moją dziewczyną. Skąd ta nagła zmiana? - patrzył mi głęboko w oczy i czekał na odpowiedź.
- Justin, nie zrozumiesz tego - przyłożyłam dłoń do czoła, żeby jakoś się ochłodzić - Możesz mnie odwieść do domu?
- Nie ma mowy - oparł od razu - Jutro mi to wyjaśnisz, dobrze? Porozmawiamy na spokojnie, a teraz chodź. Pójdziemy spać, jesteś zmęczona - powiedział spokojnie i wyciągnął dłoń w moim kierunku.
Spoglądnęłam na niego, a kiedy kiwnął zachęcająco głową, chwyciłam jego rękę i wstałam z ubikacji. Kiedy znaleźliśmy się na korytarzu, chciałam skręcić do gościnnego pokoju. Właściwie nie wiem czemu to zrobiłam. Czułam się jakbym była śledzona. Jakby Camila widziała każdy mój ruch, więc wolałam nie spędzić kolejnej nocy z Justinem.
- Idziemy do mojego pokoju - odparł stanowczo i objął mnie w pasie, pchając w stronę jego sypialni.
Nic nie odpowiedziałam. Tylko szłam przed siebie, nie patrząc na nic. Widok przed oczami mazał się przez kolejne łzy. W tym momencie poczułam to. Poczułam, że mu na mnie zależy. W innym razie naprawdę odwiózłby mnie do domu i olał wszystko. Z tego właśnie powodu byłam cholernie szczęśliwa, ale również zmartwiona. Ten związek nie wyjdzie, jeśli Camila będzie starała się go zniszczyć.
Weszliśmy na jego łóżko, Justin owinął siebie i mnie kołdrą, a kiedy chciałam lekko się od niego odsunąć, mocno przycisnął mnie do swojej piersi. Nie mówiłam nic, po prostu zamknęłam oczy i starałam się jak najszybciej zasnąć.

Obudziłam się, ponieważ coś gilgotało mnie po brzuchu. Otworzyłam niechętnie oczy i zobaczyłam ręce Justina, które wędrowały po moim ciele.
- Dzień dobry - odparł wesołym tonem i cmoknął mnie w czoło.
Patrzyłam na niego lekko zdezorientowana. Zachowywał się jakby nie było wczorajszej sytuacji. Uwielbiałam jego pozytywne nastawienie do życia, ale w tym momencie nie miałam nastroju na nic. W głowie ciągle odtwarzał mi się ten sms od Camili. Byłam pewna, że to od niej. Jej imię zaczyna się na 'C', a tak właśnie się podpisała. Wiedziałam, że ma nade mną kontrolę i jest o jeden krok wyżej ode mnie.
- Dzień dobry - odparłam nieśmiało i otuliłam się mocniej kołdrą.
Zapadła niezręczna cisza. Wiedziałam, że Justin chce to wyjaśnić. Chce się dowiedzieć, o co mi wczoraj chodziło, ale nie naciskał.
- Wiesz, że musimy pogadać, kochanie? - zapytał i przegryzł wnętrze policzka.
- Wiem - odparłam.
- To wyjaśnisz mi o co ci wczoraj chodziło? - zapytał łagodnie i ciągle masował mój brzuch.
- Uh.. jasne - mruknęłam i poprawiłam grzywkę, która opadała na moje oczy - Więc.. chodziło o to, że jestem tutaj tylko na wakacje. I.. co się stanie potem? Jak będę musiała wyjechać? I tak będziemy musieli się pożegnać. Nie chce tego. Po co się angażować w coś, co i tak trzeba skończyć? Lepiej zakończyć to teraz.. - powiedziałam na jednym wydechu.
W nocy nie mogłam za bardzo spać. Starałam się wymyślić coś co brzmiałoby naprawdę wiarygodnie. To był najlepszy pomysł. Zresztą to była czysta prawda. Co będzie jak wyjadę? Trzeba będzie się pożegnać. A założę się, że za miesiąc byłabym już nieźle zaangażowana w ten związek.
- Kochanie.. - mruknął i przytulił się do mnie - Więc to o to chodziło.. - westchnął i przeczesał swoje włosy ręką - Masz trochę racji, ale nie do końca. Zostaną wspomnienia, prawda? Cudowne wspomnienia, ich się nie da zapomnieć. Wykorzystajmy ten czas jak najlepiej. Póki tutaj jesteś - szepnął mi do ucha.
W tym momencie znowu mnie zagiął. Czy w dobrym znaczeniu? Też, ponieważ coraz bardziej nie chce się od niego oddalać. Chociaż próbuję to i tak mi to nie wychodzi. To coś jak magnez, przyciąga mnie do siebie.
- Masz rację - powiedziałam pewnym siebie głosem.
Jego słowa poprawiły mi humor. Przez ten miesiąc będziemy się użerać z Camilą, a potem.. wyjadę. Chociaż przez sierpień zaczerpnę życia i dzięki Justinowi będę miała wspomnienia, których nigdy nie zapomnę. Kiedy będę siedziała sama, w swoim pokoju, nie będę miała na nic ochoty, to właśnie wtedy przypomnę sobie wszystkie sytuacje związane z Bieberem. I te lepsze i te gorsze.
- Wiem, kochanie - odpowiedział i pocałował mnie w usta.
Uśmiechnęłam się lekko i pogłaskałam go po policzku. Jego obecność, sprawiała, że czułam się cholernie bezpiecznie. I to mi się podobało.
Po jakichś 15 minutach leżenia usłyszałam jego głos:
- Wiesz, gdzie jutro jedziemy?
Zamknęłam oczy, żeby przypomnieć sobie co jutro robimy, a kiedy mój mózg wpadł na pewien pomysł, poczułam nieprzyjemny ucisk w brzuchu.
- Wyścig - powiedziałam bardziej do siebie niż do niego.
- Tak - przytaknął i pogłaskał mnie po ramieniu - Jesteś moją motywacją, wiesz?
- Justin, czy muszę.. - zaczęłam, ale mi przerwał.
- Kochanie, obiecałaś - zaśmiał się cicho - Nie możesz tego odwołać.
- Justin, mi nie jest do śmiechu - prychnęłam - A co jeśli zdarzy się wypadek samochody? Albo ktoś kogoś potrąci? To nie na moje nerwy..
- Czemu ty zawsze przewidujesz wszystko co najgorsze? - zapytał z żalem, ciągle głaskając moje ramię.
- Martwię się - odpowiedziałam cicho.
- O mnie? - zapytał z uśmiechem, sugestywnie poruszając brwiami.
- To nie jest śmieszne! - powiedziałam głośniejszym tonem - Tak, o ciebie. Tylko i wyłącznie o ciebie. Nie chce żeby coś ci się stało..
- Nic mi się nie stanie - westchnął - Nie robię tego pierwszy raz. Nie zachowuj się jakby to była dla mnie jakaś nowość. To nie jest pierwszy i nie ostatni wyścig, w którym wezmę udział - odparł, wzruszając ramionami.
- Nie ma szans, żebym cię odciągnęła od tego pomysłu? - zapytałam, przegryzając dolną wargę.
- Nie. To moja pasja, zrozum - mruknął.
- Wolałabym, żebyś zbierał znaczki - powiedziałam.
Chłopak się cicho zaśmiał, a po chwili jego gorący oddech uderzył o moje ucho:
- Wszystko będzie dobrze, nie martw się na zapas.
Łatwo ci mówić.

***
Właśnie siedziałam w samochodzie Justina, który zaparkował go przed moim domem. Nerwowo zaglądałam we wszystkie okna, aby upewnić, że nikt nas nie widzi.
- W takim razie przyjadę po ciebie jutro. Wyścig zaczyna się o 22:00 na opuszczonej dzielnicy. Musimy być wcześniej, ponieważ chce jeszcze posprawdzać samochód. Właściwie zrobię wszystko dzisiaj, a jutro już takie ostateczne poprawki.
- Mhm - kiwnęłam głową.
- Będę o 20:00, okay? - zapytał, zerkając na mnie.
 - Dobrze - wzruszyłam ramionami i odpięłam pas.
- Kochanie..? - mruknął i chwycił mnie za rękę.
- No co? - odparłam nie patrząc na niego.
Chłopak położył swoją drugą rękę na mojej piersi, dlatego obróciłam głowę w jego kierunku i zmarszczyłam brwi.
- Twoje serce bije strasznie szybko - odparł zmartwionym głosem.
- No co ty nie powiesz.. - mruknęłam - Zawsze jest tak kiedy się denerwuję.
- Jesteś zdenerwowana? - zapytał, głaskając moją dłoń.
- Bardziej zmartwiona, ale tak.. - odpowiedziałam, przegryzając wnętrze policzka.
- Wyścig jest dopiero jutro wieczorem, no proszę cię.. Będziesz chodzić cały dzisiejszy i jutrzejszy dzień taka struta? - zapytał, marszcząc brwi.
- Pewnie tak - włożyłam kosmyk włosów za ucho.
Cholernie się bałam i tak właściwie chciałam, żeby Justin to zobaczył. Może wtedy odpuściłby mi to i jednak zostałabym w domu? Tak samo on? Ale na nic takiego się nie zapowiadało, był nieugięty.
- To nie jest zdrowe.. - mruknął - Nie martw się.
- Czy to wszystko? - zapytałam lekko zirytowana.
Miałam dość jego 'nie martw się'. To sprawiało, że martwiłam się jeszcze bardziej i nie potrafiłam nic na to poradzić. 
- Tak - kiwnął głową i puścił moją dłoń - Widzimy się jutro.
- Wiem, jakbym mogła zapomnieć - odparłam z sarkazmem - Czyli teraz będziesz wypróbowywał swój samochód, tak?
- Mhm - oblizał powoli dolną wargę, czekając na to co powiem.
- W takim razie powodzenia - prychnęłam.
Wyszłam z samochodu, a kiedy już miałam zamknąć drzwi, usłyszałam jego głos:
- Wiesz, że jesteś dla mnie bardzo ważna?
Nie odpowiedziałam. Zamknęłam drzwiczki mocniej niż to było konieczne i zaczęłam iść w stronę domu. Kiedy byłam już na schodach, obróciłam się, żeby zobaczyć czy Justin tutaj ciągle jest. Ale nie było go. Pojechał.
Westchnęłam i otworzyłam drzwi. Ściągnęłam buty w przedpokoju i już miałam wejść na górę po schodach, kiedy zobaczyłam, że moja mama stoi za mną.
- Hej - wymamrotałam.
- Znowu się nie zrozumiałyśmy - warknęła - Cieszę się, że zostawiłaś karteczkę, że nie wrócisz na noc do domu. Ale co dalej? Nie mam pojęcia z kim jesteś i co robisz...
- Wyluzuj, mamo - westchnęłam - Nic mi nie jest.
- Ale mogło ci się coś stać.. - zaczęła, ale przerwałam jej.
- Czemu ty zawsze przewidujesz wszystko co najgorsze? - zapytałam, przekręcając głowę na bok.
Kiedy to powiedziałam, poczułam ucisk w brzuchu. To dokładnie te same słowa, które Justin wypowiedział do mnie. Świetnie, jestem jak moja matka. Pewnie Justin uważa mnie za jakąś histeryczkę. Westchnęłam i wpatrywałam się w moją mamą, która ciągle coś mówiła, ale nie zwracałam na to uwagi. Przestałam słuchać po słowach 'jesteś nieodpowiedzialna'. Czekałam tylko aż skończy, a kiedy zauważyłam, że jej buzia już się zamknęła, przytaknęłam i poszłam do swojego pokoju.
Usiadłam na krześle i zaczęłam wspominać dzisiejszy dzień. Właściwie był miło spędzony. Dzięki Justinowi, zapomniałam o jutrzejszym wyścigu, nie robiliśmy nic ciekawego, ale właśnie to sprawiło, że wszystkie złe myśli odstawiłam na bok.
Zerknęłam na telefon i zobaczyłam, że mam 15 nieodebranych połączeń od mamy.
- Eh.. - westchnęłam i pokręciłam głową.
Zapomniałam, że mam wyciszony głos. Schowałam telefon z powrotem do kieszeni, a potem zamknęłam oczy i starałam się jak najbardziej zrelaksować. Nie wychodziło mi to. Nie potrafiłam, kiedy wszystko mnie denerwowało. Nawet najmniejszy dźwięk, sprawiał, że miałam ochotę rozwalić ten cały pokój.
Ja tu teraz wariuje, a Justin świetnie się bawi, sprawdzając swój samochód. Pewnie próbuje jeździć jak najszybciej się da i czuję tą adrenalinę, w czasie kiedy ja mam ochotę zasnąć i się nie obudzić. Przyłożyłam dłoń do czoła. Było gorące. Otworzyłam okno, żeby przewietrzyć pokój i zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Była już 20:00. Dokładnie za 24 godziny przyjedzie Bieber i pojedziemy na ten wyścig. Na samą myśl o tym mój brzuch zaciskał się w nieprzyjemny sposób.
Po chwili usłyszałam dźwięk mojego telefonu. W moim mózgu narodził się cień nadziei. Chciałam, żeby to był Justin. Modliłam się o to. Miałam nadzieję, że dzwoni, aby mi powiedzieć, że jutrzejszy dzień spędzimy tylko razem. W jego domu. Bez aut. Bez stresu. Bez niebezpieczeństw.
Szybko wyciągnęłam komórkę z kieszeni i poczułam zawiedzenie, kiedy zobaczyłam, że dzwoni Alex. Przejechałam kciukiem po ekranie i przyłożyłam telefon do ucha.
- Halo? - mruknęłam.
- Cześć - usłyszałam jej głos - Co tam?
- W porządku - odparłam obojętnie - A u ciebie?
- Też - westchnęła - Jedziemy jutro razem na wyścig? - pisnęła z podekscytowaniem.
- Słucham? - zapytałam zdziwiona - Nie mów, że ty też o tym wiesz. Nie wierzę, że się cieszysz! Przecież to jest niebezpieczne!
- No błagam cię.. - wymamrotała - Trochę adrenaliny przyda mi się w życiu, prawda? Tobie też! - wrzasnęła.
Słyszałam drugi głos. Tak jakby ktoś jeszcze był w jej pokoju.
- Alex.. jesteś sama? - zapytałam.
- Um, nie. Jest tu też Zayn, a przy okazji on też się ściga! - pisnęła.
- Powiedz, że to jest bezpieczne i, że będziesz tam z nią - mruknął męski głos po drugiej stronie linii.
- Nie wierzę! - warknęłam - Alex, daj mi Zayna do telefonu! - krzyknęłam.
- Okay? - mruknęła, zdziwiona moją reakcją.
- Cześć, Grace - przywitał się szatyn - Jak już ci powiedziała Alex, musisz tam być i..
- Czy Justin kazał tobie i Alex do mnie zadzwonić? - parsknęłam śmiechem.
Oparłam się wygodniej o krzesło i położyłam nogi na biurku.
- Co? - zaśmiał się nerwowo - Nie, po prostu chce żebyś tam była, bo..
- Kazał ci prawda? Zayn, wiem, kiedy kłamiesz - odpowiedziałam zdenerwowana.
- Jezu, Grace. Masz tam być, będzie świetna zabawa. Do zobaczenia, skarbie! - krzyknął i usłyszałam szum.
- Jesteś? - zapytałam.
- Um, tak - usłyszałam głos Alex.
- Czy Zayn już poszedł? - prychnęłam.
- Mhm, Grace, posłuchaj. Nie gniewaj się na Justina, on.. - zaczęła, ale jej przerwałam.
- Świetnie! Czyli on ci kazał do mnie zadzwonić? - warknęłam.
- Prosił żebym cię trochę uspokoiła. On się martwi. Jego głos był przepełniony troską, kiedy ze mną rozmawiał. No weź! Musisz tam być. Dla niego.
- Mhm - pokręciłam głową - Cześć.
Rozłączyłam się szybko i pobiegłam do łazienki. Zrzuciłam z siebie ubrania i weszłam pod gorący prysznic. Kropelki wody mieszały się z moimi łzami. Dlaczego poprosił o to Alex i Zayna? Dlaczego nie zadzwonił do mnie sam? Tak bardzo potrzebowałam jego głosu. Wiem, że wcześniej zachowałam się jak suka. Byłam zła, ale teraz naprawdę chciałam usłyszeć ten jego głos, przepełniony troską. Umyłam się szybko i owinęłam ręcznikiem. Wrzucając brudne ciuchy do kosza na pranie, łzy ponownie pojawiły się na moich policzkach. Podrzuciłam moje majtki w misie i głośno prychnęłam. Wrzuciłam je szybko do kosza, starając nie przypominać sobie wczorajszego wydarzenia, które.. zbliżyło mnie i Justina do siebie. Pobiegłam szybko do pokoju, nie chcąc nikogo spotkać. Ubrałam pidżamę i wskoczyłam do łózka. Starałam się jak najszybciej zasnąć, ale kompletnie mi to nie wychodziło. Nie potrafiłam, ponieważ ciągle myślałam o nim. Co chwilę zerkałam na telefon i patrzyłam czy aby na pewno nie zadzwonił, albo chociaż nie napisał głupiej wiadomości. Ale nie zrobił tego. Czułam jakbym w brzuchu miałam kilogram ciężkich kamieni. Ciągle masowałam swój brzuch, starając się uspokoić. Ale nic nie pomagało.

***
Cały dzień chodziłam po domu bez celu. Nie miałam na nic ochoty. Jak nie leżałam to siedziałam, patrząc w ścianę. Martwiłam się coraz bardziej. Wiedziałam, że do 20:00 jest już blisko i, że za niedługo będę musiała pojechać z Justinem na wyścig. Westchnęłam głośno i postanowiłam, że zacznę się już zbierać. Kiedy wzięłam gorący prysznic, czułam się troszeczkę zrelaksowana. Miałam ochotę iść na ten wyścig w pidżamie. Nie miałam siły na wybór jakichkolwiek ubrań. Westchnęłam i przyglądałam się ubraniom wiszącym na wieszakach. Założyłam moją bieliznę (tym razem padło na majtki w słoniki) oraz białe stopki. Potem ubrałam długie, czarne getry i szarą bluzę z numerem 88. Poszłam do łazienki i rozczesałam moje włosy. Nałożyłam tusz na rzęsy, a usta musnęłam bezbarwną szminką. Popsikałam się perfumami i przeglądnęłam się ostatni raz w lustrze. Mama i Ted wrócili jakąś godzinę temu z pracy. Nie rozmawiałam jeszcze z nimi. Chwyciłam telefon do ręki i zbiegłam po schodach na dół. Kiedy ubierałam szare trampki przed kostkę, do przedpokoju weszła moja rodzicielka.
- Wybierasz się gdzieś? - zapytała szorstko.
- Nie, przebrałam się i pomalowałam, żeby posiedzieć w domu - prychnęłam.
- Oszczędź sobie tego sarkazmu, dobrze? - syknęła.
Kiedy już miałam coś odpowiedzieć, usłyszałam dźwięk, który sygnalizował, że przyszedł sms. Spoglądnęłam na mój telefon, ale nie miałam żadnej wiadomości. Moja mama zaczęła grzebać w swojej torebce, która leżała na półce. To jej telefon zabrzęczał.
Oblizałam usta i zawiązałam mocniej buty. Kiedy moja matka spoglądnęła na swoją komórkę jej oczy się rozszerzyły. Moje serce zaczęło bić szybciej. Nie wiedziałam o co chodzi.
- Czy coś się stało? - zapytałam cicho.
- Możesz mi powiedzieć co to jest?! - krzyknęła i pokazała mi swój telefon.
Było tam zdjęcie, dokładnie to samo, które dostałam wczoraj od Camili, a pod nim wiadomość:
Nieznany:
Pomyślałam, że powinna Pani wiedzieć co Grace wyprawia poza domem. Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru.
Zacisnęłam zęby ze złości, ale starałam się nie pokazywać moich emocji. Wiedziałam, że Camila to zrobi, ale nie sądziłam, że tak szybko.
- Zdjęcie - odpowiedziałam na jej wcześniejsze pytanie.
- Wiem, że zdjęcie! - wrzasnęła - Mówiłam ci, że masz się z nim nie spotykać! Tylko o to prosiłam. A ty jak zwykle mnie nie posłuchałaś.. tylko liżesz się z nim na aucie!
- Jezu, tak wyszło. Gdybyś dała mi jakiś dobry powód do niespotykania się z nim to pewnie bym cię posłuchała! - krzyknęłam.
- Dałam ci dobry powód! Mówiłam, że ma broń i..
- Och, przestań! To nie o to chodzi. Wiem, że pieprzyłaś się jego ojcem i rozpierdoliłaś jego rodzinę! Wiem o tym. Wiem, że zdradziłaś Teda. Wiem o wszystkim, kurwa! Dlaczego nie możesz być jak inne matki na tym pieprzonym świecie? - wrzasnęłam - Tylko ty wszystkich zdradzasz, rzucasz i szukasz sobie nowych facetów. Jestem tak cholernie szczęśliwa, że nie odziedziczyłam tego po tobie! W porównaniu do ciebie jestem uczciwa i mam szacunek do ludzi.
- Jak się wyrażasz do matki? Panuj nad sobą! - syknęła - Nie będziesz się z nim spotykać.
- Nie będę? - parsknęłam śmiechem - Nie zabronisz mi.
- A właśnie, że to zrobię! - krzyknęła - A co? Teraz się do niego wybierasz? W takim razie odwołaj plany, bo zostajesz w domu.
- Chyba śnisz - zaśmiałam się - Nie mam zamiaru. Pójdę do niego czy ci się to podoba czy nie!
- Nie, Grace. Zostajesz w domu! - powiedziała stanowczo.
- Nie mam zamiaru - uśmiechnęłam się szeroko - Do zobaczenia!
Już miałam wyjść, kiedy poczułam mocny ucisk na nadgarstku.
- Nigdzie nie idziesz! - zatrzymała mnie moja mama.
- To, kurwa, patrz! - wrzasnęłam i wyrwałam się z jej uścisku.
Kiedy przeszłam przed próg domu usłyszałam jej głos:
- Jeśli teraz wyjdziesz, to możesz już nie wracać - mruknęła ze łzami w oczach.
- Nie mam zamiaru wracać - prychnęłam i pobiegłam w stronę ulicy.
Justina jeszcze nie było, dlatego biegłam w stronę jego domu. Po paru minutach usłyszałam dźwięk nowej wiadomości, dlatego pokręciłam głową ze zrezygnowaniem. i usiadłam na krawężniku. Odblokowałam telefon, a kiedy zobaczyłam, że to Luke, zacisnęłam zęby ze złości.
Luke:
Cieszę się, że będziesz na dzisiejszych wyścigach, ponieważ mamy do pogadania, słoneczko.
Jęknęłam i włożyłam kosmyk włosów za ucho. Schowałam telefon do kieszeni i czekałam na Justina. Po paru minutach zobaczyłam jego samochód, dlatego pomachałam mu. Chłopak zatrzymał się, więc wsiadłam do auta.
- Cześć - mruknęłam.
- Hej, kochanie - powiedział i cmoknął mnie w policzek - Jak się czujesz? - zapytał łagodnie.
- Zajebiście, właśnie straciłam dach nad głową - prychnęłam.
- Co? - zapytałam zdziwiony i wjechał z powrotem na ulicę.
- Nieważne, potem ci opowiem - wymamrotałam - A ty jak się czujesz? Jesteś gotowy?
- Tak - odparł pewnie - Z tobą na pewno wygram.
- Dla mnie się nie liczy, czy wygrasz, czy nie. Chce żebyś wyszedł z tego bez żadnego uszczerbku na zdrowiu, jasne? - zapytałam.
- Kochanie, chce to wygrać - uśmiechnął się lekko - Ale będę ostrożny. Dla ciebie.
Kiwnęłam głową i wpatrywałam się w przednią szybę. Po 30 minutach jazdy, znaleźliśmy się na opuszczonym osiedlu. Ściemniało się, co dawało straszną atmosferę. Naokoło było pełno opuszczonych domów, wszędzie graffiti, a zimny wiatr dopełniał to okropne miejsce. Siedziałam na przednim siedzeniu i wpatrywałam się w widok przede mną. Przed nami zaparkowane były już trzy sportowe auta, a naokoło nich były grupki ludzi.
- Czas zacząć zabawę - powiedział z uśmiechem Justin.
Przełknęłam głośno ślinę i wysiadłam z samochodu. Dzisiejszy wieczór będzie okropny, czuję to...


35 komentarzy = następny rozdział
#Klaudia